fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Banki

Polityczna siła może zrepolonizować mBank

Fotorzepa, Grzegorz Zawisza
Odkupienie od Niemców przez zależne od rządu banki czwartego gracza na polskim rynku jeszcze zwiększy i tak duży już udział państwa w polskim sektorze bankowym.

Państwowe banki z racji swojej dużej skali i kapitałów oraz politycznych planów dotyczących repolonizacji sektora bankowego wymieniane są jako faworyci do przejęcia mBanku, czwartego pod względem wielkości aktywów kredytodawcy w Polsce (są warte 152 mld zł).

Ryzyko jednego właściciela

PKO BP to lider sektora, mający 330 mld zł aktywów i 40 mld zł kapitałów, Pekao jest trzecim graczem z aktywami rzędu 200 mld zł i 22 mld zł kapitału. PKO BP nie komentuje sprawy, zaznaczając, że zawsze tak robi, gdy pada pytanie w sprawie konkretnego podmiotu wystawionego na sprzedaż. Pekao informuje, że nie prowadzi teraz żadnych projektów o charakterze przejęć banków, i nie komentuje spekulacji w tej sprawie.

Polski Fundusz Rozwoju, który pomógł w repolonizacji Pekao dwa lata temu, zaznacza, że nie prowadzi żadnych analiz i rozmów na temat ewentualnych przejęć instytucji finansowych. Rzecznicy Commerzbanku i mBanku sprawy nie komentują.

Po przejęciach Aliora, później BPH i Pekao, banki kontrolowane przez państwo mają już 36,4 proc. udziału w aktywach całego sektora bankowego. To rodzi kontrowersje, bo państwo jednocześnie nadzoruje banki, jest ich właścicielem i nimi zarządza.

– Gospodarka nie potrzebuje wzrostu udziału państwa w żadnej branży, także bankowej. Na dobre by jej wyszło, gdyby państwo wycofało się z prowadzenia działalności gospodarczej, a tak uwolnione zasoby wykorzystało do poprawy jakości usług, które powinno świadczyć i powinny być dla niego priorytetem, jak np. służba zdrowia czy edukacja albo sądownictwo i ochrona środowiska – uważa Marcin Materna, dyrektor działu analiz Millennium DM.

Jego zdaniem wzrost udziału Skarbu Państwa w bankach powoduje zwiększenie w długim terminie ryzyka w sektorze. – Już nawet nie chodzi o jakość zarządzania czy długoterminowe budowanie wartości dla akcjonariuszy, bo to akurat państwowego właściciela nie musi aż tak bardzo interesować, tylko o ryzyko wykorzystania środków w bankach do prowadzenia nieracjonalnej polityki gospodarczej, np. w formie kredytowania różnych przedsięwzięć bez ekonomicznych powodów. Już przerabialiśmy kredytowanie górnictwa i hutnictwa przez państwowe podmioty z marnym efektem – dodaje Materna. Niektórzy zwolennicy repolonizacji podnoszą jednak argument, że pozytywne efekty upaństwowienia banków widać dopiero w czasie dekoniunktury (podczas ostatniego kryzysu mające problemy zagraniczne grupy przykręcały kurek z kredytami w Polsce). Jednak znaczenie tego efektu nie jest aż tak istotne, a banki udzielające więcej kredytów w czasie dekoniunktury cierpią później z powodu wyższych odpisów.

Eksperci zwracają uwagę, że jeden właściciel kontrolujący dużą część sektora niesie ryzyko bez względu na charakter tego właściciela (prywatni także mają swoje wady). – Błąd jednego właściciela, np. źle szacowane ryzyko, zła strategia czy nawet celowe działanie na szkodę spółki, nie powinien mieć wpływu na gospodarkę, a tak się może stać w razie, gdy jeden podmiot będzie miał zbyt duży udział w rynku. Jeden właściciel kilku podmiotów w naturalny sposób w długim terminie ogranicza też konkurencję na rynku, co nie jest korzystne ani dla klientów, ani dla gospodarki – dodaje Materna.

Nie tylko państwowi

Zdaniem ekspertów mBank to bardzo łakomy kąsek: ma mocną markę, nowoczesną bankowość, dobry profil klientów. Dlatego zainteresowani jego przejęciem będą także inni gracze, być może również ci jeszcze nieobecni na polskim rynku. Druga okazja do tak skokowego zaistnienia na nim lub zwiększenia udziałów może się prędko nie pojawić. Dlatego także Santander Bank Polska i ING Bank Śląski mogą być potencjalnie zainteresowani, mimo że ten pierwszy po przejęciu rok temu podstawowej części Deutsche Banku Polska deklarował koncentrację na rozwoju organicznym, a ten drugi rósł przez lata tylko własnymi siłami.

mBank jest dziś wyceniany na GPW na 14,6 mld zł, ale przez trzy miesiące kapitalizacja banku spadła o ponad 20 proc. Powód to obawy o skutki frankowego wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który zostanie opublikowany 3 października. Korzystny dla klientów wyrok może zmienić linię orzecznictwa w Polsce i napędzić kolejne pozwy, które w skrajnym przypadku mogłyby kosztować sektor ponad 60 mld zł (bardziej realny koszt to ponad 20 mld zł, roczny zysk sektora sięga 15 mld zł). mBank ma sporo hipotek frankowch, są warte 16,9 mld zł, czyli stanowią ponad 16 proc. portfela.

Kluczowe dla atrakcyjności mBanku będzie wydzielenie portfela frankowego, ale problemem jest to, że przeprowadzenie takiej operacji nie będzie tak łatwe, jak przy przejęciach Deutsche Banku Polska i Raiffeisen Polbanku, które nie były notowane na GPW.

– Wydzielenie portfela frankowego teoretycznie podbiłoby wycenę mBanku, ale pamiętajmy, że Commerzbank nie ma 100 proc. akcji tego banku. Zatem także mniejszościowi akcjonariusze powinni ponosić koszt ryzyka tego portfela, a to obniża wycenę całego banku – zaznacza Maciej Marcinowski, analityk Trigon DM. Rozwiązaniem mogłoby być wezwanie na cały mBank i późniejsze wydzielenie portfela frankowego, podobnie jak podczas przejęcia BPH przez Aliora. – Wydaje się niemożliwe kupno samego pakietu akcji mBanku należącego do Commerzbanku bez wezwania na całość. Dlatego ostatni wzrost notowań mBanku to prawdopodobnie dyskontowanie przez rynek wezwania na wszystkie akcje i „podciąganie" kursu do sześciomiesięcznej średniej – tłumaczy Marcinowski rajd na akcjach mBanku na ostatnich dwóch sesjach. Kurs w tym czasie urósł łącznie o 9 proc.

po co państwu banki

Ważniejszy dobry nadzór niż własność

W opublikowanym kilka dni temu programie politycznym Prawa i Sprawiedliwości znalazł się punkt dotyczący zwiększenia udziału polskiego kapitału w sektorze finansowym. Rządząca partia zwróciła uwagę, że należy obserwować strukturę własnościową sektora bankowego. Zaznaczyła, że będzie na bieżąco analizować sytuację i w razie pojawiających się korzystnych, rynkowych warunków, podejmie działania w celu zwiększenia udziału. Polski kapitał prywatny jest zbyt słaby, by sfinansować przejęcie tak dużego podmiotu jak mBank, więc wszystko w rękach państwa. Głosów krytykujących plan repolonizacji według PiS nie brakuje. Wątpliwości budzi np. obsada licznych intratnych stanowisk. Poza tym pojawia się argument, że nie trzeba być właścicielem banków, aby mieć wpływ na ich działalność – od tego są odpowiednie regulacje i uprawnienia KNF. Zdaniem ekspertów to one powinny przeciwdziałać potencjalnym kryzysom, a nie samo zwiększanie udziału państwa w sektorze.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA