fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Zuzanna Dąbrowska: Posłowie nie są niesfornymi nastolatkami

Kancelaria Sejmu/ Krzysztof Białoskórski [CC BY-SA 2.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)], via Flickr
Prawo i Sprawiedliwość, wprowadzając upokarzające kary dla parlamentarzystów, ośmiesza demokrację przedstawicielską. Jaki ma w tym cel?

Wodowskazy (na szczęście) po lipcowych ulewach opadają, ale poziom zażenowania działaniami marszałka Sejmu rośnie. Zgodnie ze zmianami w regulaminie przegłosowanymi w piątek, a „wrzuconymi" do porządku obrad noc wcześniej: „Prezydium Sejmu może podjąć uchwałę o obniżeniu uposażenia lub diety parlamentarnej posła, w wysokości nieprzekraczającej 1/2 uposażenia poselskiego lub pełnej diety parlamentarnej miesięcznie na okres nie dłuższy niż 9 miesięcy".

To znaczy, że kara trwać może o 6 miesięcy dłużej niż do tej pory.

Ale nie to jest najbardziej żenujące: „Prezydium Sejmu nakłada na posła zakaz członkostwa w prezydium komisji sejmowej lub organizacji lub poselskiej grupy bilateralnej na okres nie dłuższy niż 12 miesięcy".

To oznacza, że nie liczą się poselskie kompetencje, znajomość języków, praca wykonywana często przez szereg lat w konkretnej komisji, w końcu – wola własnej partii, która wystawia kandydatów na poselskie stanowiska w komisjach. Liczy się tylko to, czy poseł lub posłanka nie narazili się marszałkowi Kuchcińskiemu lub innemu wpływowemu politykowi PiS. Bo na to, że PiS będzie karać także własnych posłów, obserwując np. zupełnie bezkarne zachowanie Krystyny Pawłowicz – nie ma co liczyć.

Robi mi się przykro i wstyd, kiedy myślę o tych karach, nie dlatego, żeby było mi specjalnie żal, że poseł Platformy czy innej opozycyjnej partii zarobi mniej. Trochę nawet rozumiem złośliwą uciechę części obywateli, którzy nienawistnie spoglądają na to, co dzieje się na Wiejskiej.

Przeczytaj też: Szułdrzyński: 15 tys. zł miesięcznie? Dla PiS to żadne pieniądze

Chodzi jednak o to, że posłowie traktowani są przez PiS jak grupa niesfornych nastolatków, którym odbiera się kieszonkowe i obóz językowy na Malcie. Może więc trzeba przypomnieć: marszałek nie jest ojcem parlamentarzystów. I nie ma prawa w ten sposób ich traktować. Jeśli popełnią wykroczenie – wkroczyć powinien wymiar sprawiedliwości. Jeśli kogoś obrażą – pozostaje, jak dla wszystkich innych – sala sądowa. Za nieobecności od lat już obcina się wynagrodzenie. To są standardy sprawowania mandatu parlamentarzysty, a nie dobra wola zaharowanego ojca rodziny, który wścieka się, że śmieci nie są wyniesione, albo że delikwent wrócił z imprezy po trzech piwach.

Ten sposób postępowania i traktowania parlamentarzystów jest obraźliwy dla państwa i instytucji wyborów. Umniejsza obywateli i całą demokratyczną procedurę.

I wygląda na to, że to właśnie są prawdziwe powody kolejnej eskalacji kar dla opozycji: erozja resztek powagi i autorytetu wybranych przedstawicieli społeczeństwa. Sesje będzie można robić jeszcze rzadziej.

A kiedyś może łatwiej będzie zwinąć cały ten parlamentarny interes?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA