fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Druga (niepotrzebna) bitwa o Westerplatte

Adobe Stock
Konflikt wokół gdańskiego półwyspu to spór polityczny i ambicjonalny, który dla państwa jest kompromitujący. W tej sprawie konieczne jest porozumienie.

Westerplatte – symbol rozpoczęcia II wojny światowej – miejscami przypomina śmietnik. A pozostałości po dawnych budynkach fortecznych budzą tylko politowania. Bez dwóch zdań za ten stan winę ponoszą zarówno władze samorządowe, jak i państwowe, które przez wiele lat nie robiły nic, aby to miejsce uporządkować.

Od trzech lat między gdańskim magistratem i resortem kultury toczy się spór polityczny o Westerplatte. Jego prapoczątkiem stało się przejęcie przez PiS kontroli nad Muzeum II Wojny Światowej. Do dzisiaj jednak teren dawnej strażnicy wojskowej nie został ani „odbity" przez rząd, ani uporządkowany, a to w kontekście rychłej 80. rocznicy wybuchu wojny jest kompromitujące.

Przeczytaj też: Paweł Kowal: Czy potrzebujemy wojny o Westerplatte?

PiS, aby popchnąć sprawę do przodu, przygotował specustawę, która ma mu nawet pozwolić przejąć ten teren. Opór w tej materii gdańskiego magistratu wydaje się zrozumiały. Trzy lata temu PiS pozornie wygrał spór o Muzeum II Wojny Światowej. Dzisiaj wiemy, że chodziło nie tylko o obsadzenie tej placówki swoimi ludźmi, ale przede wszystkim o wygranie wojny o pamięć, która ciągle jest wykorzystywana w sporze politycznym.

Czy zatem władze Gdańska mogą mieć zaufanie do rządu, w sytuacji gdy już raz zastosował on – używając kolokwialnego określenia – metody na rympał, aby przejąć inną placówkę?

Spór o Westerplatte jest też ambicjonalny. Obydwie strony są przekonane, że muszą wygrać, aby zachować twarz. Zapominają jednak, że Westerplatte to nie tylko symbol wojny, heroicznej walki polskich żołnierzy i niemieckiej hańby. To także symbol chrześcijańskiej nadziei i wyzwań, o których w 1987 roku Jan Paweł II mówił do młodych ludzi: „Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte. Jakiś wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można »zdezerterować«. Wreszcie – jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba »utrzymać« i »obronić«, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić – dla siebie i dla innych".

Czyli osiągnąć cel, nie rezygnując z fundamentalnych wartości. Czyż nie? W tym kontekście zupełnie niepoważnie brzmią pomysły, które pojawiły się wśród niektórych prorządowych publicystów, aby Gdańsk wybudował sobie makietę pancernika „Schleswig-Holstein", a miejsce po wojskowej składnicy tranzytowej niech weźmie państwo. Tak samo idiotycznie mogą brzmieć pomysły, o ile takie są, aby to miejsce padło łupem deweloperów.

Aby osiągnąć cel, obydwie strony – rządowa i samorządowa – powinny zrobić krok do tyłu i wspólnie opracować projekt nowego Westerplatte, nie tylko materialnego, ale też duchowego. Taki pomysł przedstawiła niedawno prezydenta miasta Gdańska Aleksandra Dulkiewicz w rozmowach z wiceministrem kultury Jarosławem Sellinem. Równolegle jakiś pomysł budowy Muzeum Westerplatte ma rząd. Jest zatem nadzieja na wspólne działanie.

Porozumieniu takiemu nie może służyć jednak ustawa przygotowana przez posłów PiS. Dzisiaj pełni ona rolę straszaka, aby nie powiedzieć wręcz: pałki w tym sporze. A takie narzędzia powinny zostać odsunięte jak najdalej. Tylko to może całkowicie wygasić spór. Czy rząd stać na taki krok?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA