fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Dąbrowska: Ludowcy z głową na srebrnej tacy

PO i PSL rozmawiają o stworzeniu koalicji na wybory do Sejmu
Fotorzepa, Marian Zubrzycki
„Idą samodzielnie, ale się nie cieszą” - tak stan ducha ludowców można było opisywać w poniedziałek. Pewne jest jedno: rozmowy z Platformą zamarły.

Na zewnątrz partie trzymają dyscyplinę, urządzają konwencje programowe i pikniki rodzinne. Liczą się wartości, sojusze, tożsamość ideowa... A pod spodem trwa gorączkowe przeliczanie: Kto będzie „jedynką” w Warszawie? Kto ogranie okręgi wiejskie? Ile mandatów weźmie lista w okręgu? Odpowiedzi na te pytania determinują wybory polityczne, zarówno na prawicy, gdzie kształt list odzwierciedla układ koalicyjny Zjednoczonej Prawicy i pozycję różnych osób w partii, jak i w opozycji.

Ludowcy, którzy stali się prawdziwym języczkiem u wagi, twierdzą, że sprawa jest przesądzona i nie ma co czekać na zarząd PO. – I tak decyzję podejmie Grzegorz Schetyna, a reszta zarządu PO mu przyklaśnie – mówi jeden z posłów PSL.

Inny polityk, były poseł PSL, bezlitośnie podsumowuje politykę władz Stronnictwa z ostatniego czasu: – Jak można w ciągu jednego kwartału pójść do KE zdominowanej przez podejście liberalne, potem ogłosić, że wyborów wcale się nie przegrało, następnie uznać, że trzy mandaty w PE to „spełnienie celu”, potem wszystko to przekreślić i uznać, że budujemy oddzielną Koalicję Polską? Zakałapućkali się zupełnie. Zdaniem naszego rozmówcy obecnie politycy PSL najbardziej entuzjazmują się tym, czy w Warszawie wystartuje Joanna Fabisiak, b. posłanka PO. – To absurd – komentuje.

Ale zwolennicy samodzielnego startu PSL (lub w towarzystwie Kukiz’15) podkreślają, że np. w 2007 roku były też aż trzy listy opozycji i nie było problemu z wygraną. A jeśli Schetyna chce przegrać wybory i mieć za to największy i jedyny klub opozycyjny, do którego wszystkich zapisze, to „krzyż na drogę”. Takie argumenty odbija m.in. marszałek Mazowsza Adam Struzik. „Gdy PiS chcąc zdominować samorządy wprowadził w 2006 roku blokowanie list doszło do porozumienia PO–PSL. Wygraliśmy wybory i po wyborach 2007 utworzyliśmy koalicję 2007-15. (...) Tylko koalicja PO–PSL może przeciwstawić się PiS” – napisał na TT.

W tej sytuacji politycy PO szukają teorii spisku. Jedna z hipotez mówi o przemożnej roli Artura Balazsa, który miał przekonać PSL do porzucenia PO. – Nie dziwię się, że pierwszą decyzją PSL po wyborach (do europarlamentu – red.) było zakończenie współpracy z tą koalicją – cieszył się już w czerwcu były minister rolnictwa w rządzie AWS w Polsat News.

Ludowcy przyznają, że to postać bardzo wpływowa. Ma być nawet „cichym wspólnikiem” w rządzie PiS. – Ma tam swojego ministra – dodaje jeden z posłów PSL – to Marek Zagórski (szef resortu cyfryzacji).

Gdyby Arturowi Balazsowi (który jest także człowiekiem sukcesu ekonomicznego, z wielkim majątkiem osobistym) udało się „przynieść PSL na tacy”, jego wpływ na rząd PiS jeszcze by się wzmocnił. A siła to przecież podstawa polityki.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA