Do katastrofy doszło ok. godz. 22:00 czasu lokalnego w środę. Dwie maszyny należące do 101 Dywizji Powietrznodesantowej zderzyły się na terenie hrabstwa Trigg w Kentucky.
Amerykańskie wojsko podało, że do katastrofy doszło w odległości ok. 48 km na północny zachód od bazy w Fort Campbell. Piloci wykonywali rutynową misję szkoleniową. Nie podając bliższych szczegółów służby prasowe Fort Campbell poinformowały, że jest kilka ofiar. "Dowództwo koncentruje się obecnie na opiece nad żołnierzami i ich rodzinami" - czytamy.
Czytaj więcej
Dwadzieścia pięć osób odniosło obrażenia po tym, jak 76-metrowy statek przewrócił się w suchym doku w Edynburgu.
Okoliczności katastrofy ma wyjaśnić dochodzenie. Gubernator Kentucky Andy Beshear podał wcześniej, że na miejsce wysłano policję i służby ratunkowe oraz że prawdopodobnie w wypadku zginęli ludzie.
Miejscowa policja przekazała, że do zderzenia doszło nad polami i terenem zalesionym. - Brak doniesień o uszkodzonych budynkach - powiedziała Sarah Burgess z policji stanowej.
Świadkiem katastrofy był Nick Tomaszewski, mieszkaniec hrabstwa Trigg. Jego relację z rozmowy ze stacją WSMV-TV cytuje agencja AP. Mężczyzna powiedział, że często widuje śmigłowce z Fort Campbell, ale maszyny, które leciały w środę, przykuły jego uwagę.
Czytaj więcej
Należący do amerykańskiej armii śmigłowiec rozbił się na autostradzie 53 w pobliżu Huntsville w Alabamie. Liczba ofiar nie jest na razie znana, ale...
- Powiedziałem żonie: rety, są naprawdę blisko siebie - mówił Tomaszewski. - Mniej więcej po minucie zderzyły się i na niebie nastąpiła wielka eksplozja - relacjonował świadek dodając, że później "rozświetliła się cała linia drzew".