Przesłuchania premiera Donalda Tuska chce mec. Stefan Hambura, berliński adwokat, reprezentujący Janusza Walentynowicza, syna Anny Walentynowicz, która 10 kwietnia zginęła pod Smoleńskiem. Przygotowuje właśnie wniosek w tej sprawie.

Zamierza go złożyć w Wojskowej Prokuraturze Okręgowej w Warszawie, która prowadzi śledztwo dotyczące wypadku.

Co – jego zdaniem – miałby wytłumaczyć Donald Tusk? – Musimy wyjaśnić, czy dokonywał z Władimirem Putinem uzgodnień dotyczących prowadzenia śledztwa według konwencji chicagowskiej, a nie porozumienia polsko-rosyjskiego z 1993 r. – mówi „Rz” Hambura. – Są przesłanki, że mogło tak być. A konwencja chicagowska praktycznie zamknęła polskim śledczym drogę do obiektywnego wyjaśnienia przyczyn katastrofy, skazując ich na to, co przekażą im Rosjanie.

Hambura wniosek o przesłuchanie premiera zamierza złożyć w wojskowej prokuraturze

Zdaniem adwokata konwencja chicagowska nie może być stosowana do badania wypadków samolotów wojskowych (Tu-154 należał do naszej armii).

 

 

Przygotowując wniosek o przesłuchanie Tuska, skonfrontował dwa dokumenty: polsko-rosyjskie porozumienie z 1993 r. (o współpracy w sprawie ruchu samolotów wojskowych i badania katastrof lotniczych) oraz stenogram z relacji Edmunda Klicha, pełnomocnika Polski akredytowanego przy Komisji Badania Wypadków Federacji Rosyjskiej, jaką składał 6 maja na posiedzeniu jednej z sejmowych podkomisji.

– Z wypowiedzi Edmunda Klicha bezspornie wynika, że Rosjanie od początku naciskali na zastosowanie konwencji chicagowskiej – zauważa Hambura. I wskazuje na fragment jego wypowiedzi, według której Aleksiej Morozow, przewodniczący rosyjskiej komisji technicznej, poinformowawszy go telefonicznie 10 kwietnia o katastrofie, natychmiast sugerował konwencję chicagowską jako podstawę działania.

Autopromocja
LOGISTYKA.RP.PL

Branża, która napędza polską gospodarkę

CZYTAJ WIĘCEJ

– Było tak, chociaż przez pierwsze trzy dni na miejscu katastrofy pracowały niezależne od siebie zespoły polski i rosyjski, tak jak to przewiduje porozumienie z 1993 r. – zaznacza adwokat. Członkowie dwudziestokilkuoosobowego zespołu Inspektoratu MON ds. Bezpieczeństwa Lotów, któremu szefował płk Mirosław Grochowski, pracowali do 13 kwietnia i zdołali sporządzić dokumentację z miejsca wypadku. Zastępcą płk. Grochowskiego był właśnie Edmund Klich.

13 kwietnia to według Hambury kluczowa data. Tego dnia szefowa Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego Tatiana Anodina na konferencji prasowej Władimira Putina w Moskwie oznajmiła, że podstawą działań śledczych będzie konwencja chicagowska.

W konferencji wziął też udział – za pośrednictwem łącza satelitarnego – Edmund Klich, który 13 kwietnia był w Smoleńsku. Jak mówił potem przed sejmową podkomisją, podczas konferencji odniósł wrażenie, że postępowanie według konwencji chicagowskiej ustalono na poziomie międzyrządowym.

Edmund Klich przed podkomisją mówił też o swojej rozmowie z płk. Krzysztofem Parulskim, naczelnym prokuratorem wojskowym: „powiedział mi, że ja w ogóle nie potrafię działać, ja utrudniam pracę prokuraturze, a w ogóle ja ustawiłem... przyjąłem jako załącznik 13 (do konwencji chicagowskiej, dotyczący badania wypadków lotniczych – red.) do procedowania i działam na szkodę Polski (...) Ja mówię, ja muszę procedować według załącznika 13 i wymaga tego ode mnie pan Morozow”.

Natomiast wiceminister obrony narodowej Marcin Idzik wyjaśniał posłom z podkomisji, że konwencję wybrano z powodów technicznych. Jak tłumaczył, umożliwiła ona podjęcie natychmiastowych działań, a w porozumieniu z 1993 r. o badaniu katastrof jest zaledwie jedno zdanie, więc należałoby, zamiast badać katastrofę, na szczeblu rządowym uzgadniać procedury.

 

 

Jednak mec. Hambura wskazuje na inne motywy, które 29 kwietnia w Sejmie przedstawił sam premier Tusk. Mówił: „Czy w istocie dla obiektywizmu i przejrzystości tego śledztwa nie jest bezpieczniejszym wariantem maksymalnie dobra współpraca między polskimi i rosyjskimi instytucjami (...)?”.

– Argumentował też, że przyjęcie konwencji chicagowskiej spowoduje, iż śledztwo będzie obiektywne i pozbawione podejrzeń, że polscy śledczy coś zmanipulowali – przypomina adwokat. I ocenia: – Nieprzewidzianą konsekwencją szlachetnych intencji stało się, zamiast szybkiego badania przyczyn katastrofy kompletne spowolnienie śledztwa.

 

 

Rzecznik rządu Paweł Graś uważa, że wniosek mec. Hambury o przesłuchanie premiera nie ma szans powodzenia. – Prokuratura zajmuje się badaniem przyczyn katastrofy, a nie tym, jaka konwencja została zastosowana do jej zbadania – mówi „Rz” Graś.

– To nie pierwsza polityczno-marketingowa akcja mecenasa Hambury na jego zawodowej drodze – ocenił wczoraj sam Tusk, ale zadeklarował: – Będę oczywiście do dyspozycji prokuratury, jak wszyscy urzędnicy państwowi zaangażowani w sprawę wyjaśniania katastrofy.

Rzecznik naczelnego prokuratora wojskowego płk Zbigniew Rzepa zaznacza: – Jeśli wniosek zostanie złożony, prokurator prowadzący śledztwo po jego przeanalizowaniu wyda stosowną decyzję.

Graś zaś poleca Hamburze lekturę artykułu dr. Krzysztofa Karsznickiego w „Rz” 11 czerwca. Dyrektor Departamentu Współpracy Międzynarodowej Prokuratury Generalnej tłumaczy w nim, że zastosowanie porozumienia z 1993 r. do uregulowania „współpracy organów wymiaru sprawiedliwości” jest niemożliwe, bo zawarli je ministrowie obrony, a nie sprawiedliwości.

Ale mec. Hambura uważa, że to, kto prowadzi czynności śledcze, może wpłynąć na ich końcowe wyniki. – Faktycznymi dysponentami dowodów rzeczowych i materiałów śledztwa są Rosjanie – podkreśla Hambura. – Trudno uwierzyć, że wyeksponują oni ewentualne zaniedbania swoich służb lotniczych.