Reklama

Prokuratorzy postawią zarzuty za katastrofę smoleńską

Prokuratura Wojskowa zamierza obwinić żołnierzy m.in. biorących udział w przygotowaniu wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu

Publikacja: 26.07.2011 21:19

Prokuratorzy postawią zarzuty za katastrofę smoleńską

Foto: Fotorzepa, Kuba Kamiński kkam Kuba Kamiński Kuba Kamiński

– Nosimy się z zamiarem stawiania zarzutów w śledztwie smoleńskim – oświadczył wczoraj naczelny prokurator wojskowy gen. Krzysztof Parulski na konferencji podsumowującej ustalenia śledztwa w sprawie katastrofy Tu-154. Kto i kiedy je usłyszy, nie chciał zdradzić.

Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie okoliczności katastrofy bada od roku i trzech miesięcy. Zgromadziła dotąd 248 tomów akt i przesłuchała ponad 900 świadków. Śledczy wykonali zaplanowane czynności. Czekają teraz na raport  komisji szefa MSWiA Jerzego Millera.

Prokuratorzy przedstawili wczoraj wnioski płynące z analiz czarnej skrzynki  Tu-154, która rejestrowała parametry lotu. Ekspertyzę sporządziła firma ATM, producent rejestratora.

– Systemy nie odnotowały żadnej nieprawidłowości w działaniu urządzeń samolotu – powiedział płk Ireneusz Szeląg, szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Tłumaczył, że urządzenia pokładowe działały właściwie, a rejestratory nie zanotowały żadnych niesprawności do chwili uderzenia przez Tu-154 skrzydłem w drzewo. Nastąpiło to o godz. 8.40.59.

Rejestratory samolotu – jak mówił płk Szeląg – przestały działać ok.  1,5 – 2 sekund przed uderzeniem w ziemię. Przyczyną było wyłączenie instalacji elektrycznej.

Reklama
Reklama

– To oczywiste, że kiedy następuje niszczenie samolotu, zasilanie systemu przestaje działać. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego – mówi "Rz" płk Edmund Klich, były polski specjalista akredytowany przy MAK. – Badanie  rejestratora potwierdza, że urządzenia pokładowe działały do końca.

– Dane z rejestratorów pozwalają stawiać hipotezę, że w momencie gdy przestały działać, los samolotu i osób, które znajdowały się na jego pokładzie, był już przesądzony – mówił też wczoraj gen. Parulski. Według śledczych tupolew rozbił się o godz. 8.41.04.

Wnioski z analiz zupełnie inaczej odczytał Antoni Macierewicz (PiS), szef parlamentarnego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej. Na konferencji przekonywał wczoraj, że potwierdzają one, iż bezpośrednią przyczyną katastrofy była utrata zasilania Tu-154. – Katastrofa nastąpiła na 15 m nad poziomem pasa i to powinno być przedmiotem rzeczywistej analizy i rzeczywistego badania tych czynników w Polsce, które chcą wyjaśnić, co się naprawdę stało – stwierdził.

Badanie rejestratora dostarczyło też innej istotnej informacji: w końcówce lotu autopilot, na którym załoga próbowała przerwać lądowanie, nie był uruchomiony.

– Rejestrator nie wykazał, aby system odejścia w ostatnich sekundach lotu Tu-154M był aktywny – mówił płk Szeląg. Zaznaczył, że rejestrator zapisuje inicjację systemu, a nie naciśnięcie przycisku odejścia. Nie wiadomo więc, czy pilot wcisnął przycisk "uchod", by aktywować autopilota (według informacji mediów powinien to zrobić, aby autopilot zadziałał, bo na lotnisku nie ma systemu automatycznego naprowadzania – ILS).

Zgromadzony przez śledczych materiał mają przeanalizować biegli. Jedna grupa, m.in. na podstawie zapisów z rejestratorów, ma ocenić przyczyny katastrofy. Druga – opierając się na dokumentacji medycznej – ma sporządzić opinie sądowo-lekarskie na temat ofiar katastrofy.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama