Pożegnanie Joe Cockera

W biografii i karierze Joe Cockera, który w poniedziałek zmarł w wieku 70 lat w swoim domu w Colorado, odbija się los całego pokolenia, które wchodziło w dorosłe życie w latach 60., zmieniając świat i obyczaje oraz dokonując rewolucji w muzyce - pisze Jacek Marczyński.

Aktualizacja: 23.12.2014 08:35 Publikacja: 23.12.2014 00:53

Pożegnanie Joe Cockera

Foto: AFP

Joe Cocker, wokalista o niepowtarzalnym, niemal „murzyńskim" głosie, był Anglikiem z typowej brytyjskiej klasy średniej (ojciec pracował jako urzędnikiem). Ale to właśnie młodzi Anglicy, często z dobrych domów, przełamali dotychczasową hegemonię Amerykanów w muzyce rozrywkowej. Stało się to wraz z całą falą brytyjskich zespołów na czele oczywiście z Beatlesami i Rolling Stonesami.

O tym być może marzył także nastoletni Joe, a właściwie John Robert Cocker, gdy zaczął występować w grupie The Avengers, którą założył jego brat Victor. Zaczynał jednak od naśladowania amerykańskich wzorów, od śpiewania soulowych hitów, takich jak „Georgia On My Mind" czy „What'd I Say" z repertuaru Raya Charlesa.

W połowie lat 60. zrobiło się już jednak ciasno na nowym, brytyjskim rynku muzycznym, więc Cockerowi, który próbował odnieść sukces z różnymi formacjami, pozostawało śpiewanie w pubach i klubach. Bardzo cenił Beatlesów, jedną z ich piosenek („I'll Cry Instead" z filmu A Hard Day's Night") nagrał w 1964 roku na swym pierwszym singlu, ale płyta pozostała niezauważona. Wówczas śladem swojej ulubionej grupy, która na wczesnym etapie kariery pojechała zarabiać na kontynent, także ruszył w podróż. I nawet tu i ówdzie się podobał, we Francji nazwano go „małym Rayem Charlesem".

W 1968 roku na kolejny singel wybrał znów dziełko spółki Lennon-McCartney: „With A Little Help From My Friends" z płyty „Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band". W zestawie znakomitych, psychodelicznych utworów albumu ta piosenka w wykonaniu Beatlesów brzmiała niewinne. John Cocker zaśpiewał ją zupełnie inaczej: ostro, drapieżnie. Jego wersja – zdecydowanie lepsza od oryginału – stała się przebojem w Anglii, potem w USA, wreszcie na całym świecie.

To dzięki „With A Little Help From My Friends" Joe Cocker trafił na legendarny festiwal w Woodstock w 1969 roku i jak wszystkie jego gwiazdy zapewnił sobie miejsce w historii muzyki. Ten przebój zdefiniował też Cockera stylistycznie, potem oczekiwano od niego podobnego śpiewania. Jako przedstawiciel pokolenia czasów rewolucji obyczajowo-hippisowskiej, uważał, że los powinien człowiekowi dawać przede wszystkim przyjemności. Znalazłszy się na topie, postanowił używać więc życia i w efekcie dekada lat 70. okazała się dla niego mało ciekawa. Ten czas zdominowały alkohol i narkotyki.

Wszystko wskazywało wiec na to, że Joe Cocker pozostanie bohaterem jednego przeboju. Ale znów – jak wielu przedstawicieli jego generacji – potrafił w pewnym momencie wydorośleć i spoważnieć. W życiowym nawróceniu pomogły mu kobiety, co również często się zdarzało mężczyznom po podobnych przejściach.

Pierwszą z nich była Jennifer Warnes, z którą w 1982 roku dla filmu „Oficer i gentleman" nagrał „Up Where We Belong". To była pierwsza piosenka w wykonaniu Cockera, która dotarła na pierwsze miejsce amerykańskich list przebojów, została też uhonorowana nagrodą Grammy. Drugą kobietą okazała się Pam, którą poślubił w latach 80.

Od połowy tej dekady każda płyta Joe Cockera spotykała się z zainteresowaniem, a nagrał ich kilkanaście, ostatnia – „Fire It Up", ukazała się w 2012 roku.

Był też Joe Cocker kompozytorem, ale znacznie lepiej sprawdzał się jako interpretator cudzych piosenek, takich jak „You Are So Beautiful" Billy Prestona, „Unchain My Heart" Raya Charlesa. Dlatego tak bardzo spodobał się jego album „Heart&Soul" z 2004 roku z kompozycjami, które wywarły na niego wpływ: „Chain Of Fools" z repertuaru Arethy Franklin, „I Who Have Nothin" Bena E. Kinga, „Jealous Guy" Johna Lennona, „One" U2, „Everybody Hurts" R. E. M czy wielki przebój śpiewany przez Ninę Simone „I Put A Spell On You".

Wszystkie te utwory zaśpiewał w charakterystyczny i niepowtarzalny sposób. Głos i styl Joe Cockera rozpoznawało się od pierwszych taktów. Iluż wokalistów na świecie próbowało się na nim wzorować, ale powstawały jedynie nędzne imitacje. I pod tym względem Joe Cocker pozostanie na zawsze przedstawicielem pokolenia, które zmieniło muzykę w latach 60. Ta generacja dala światu indywidualności, które przetrwały rozmaite burze i mody. I Joe Cocker był jedną z nich.

Jacek Marczyński

Joe Cocker, wokalista o niepowtarzalnym, niemal „murzyńskim" głosie, był Anglikiem z typowej brytyjskiej klasy średniej (ojciec pracował jako urzędnikiem). Ale to właśnie młodzi Anglicy, często z dobrych domów, przełamali dotychczasową hegemonię Amerykanów w muzyce rozrywkowej. Stało się to wraz z całą falą brytyjskich zespołów na czele oczywiście z Beatlesami i Rolling Stonesami.

O tym być może marzył także nastoletni Joe, a właściwie John Robert Cocker, gdy zaczął występować w grupie The Avengers, którą założył jego brat Victor. Zaczynał jednak od naśladowania amerykańskich wzorów, od śpiewania soulowych hitów, takich jak „Georgia On My Mind" czy „What'd I Say" z repertuaru Raya Charlesa.

Pozostało 82% artykułu
Wydarzenia
RZECZo...: powiedzieli nam
Wydarzenia
Nie mogłem uwierzyć w to, co widzę
Wydarzenia
Polscy eksporterzy podbijają kolejne rynki. Przedsiębiorco, skorzystaj ze wsparcia w ekspansji zagranicznej!
Materiał Promocyjny
Jakie możliwości rozwoju ma Twój biznes za granicą? Poznaj krajowe programy, które wspierają rodzime marki
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Wydarzenia
Żurek, bigos, gęś czy kaczka – w lokalach w całym kraju rusza Tydzień Kuchni Polskiej