Rz: Dużo ludzi chce się uczyć pilotażu?

Mirosław Izydorczak:

Od trzech lat lawinowo w Polsce przybywa prywatnych samolotów. Przedstawiciele klasy średniej realizują swoje dziecięce marzenia i uczą się latać. Ale to dopiero początek, będzie coraz więcej chętnych. W dwukrotnie liczniejszych Niemczech jest np. 10 tys. szybowców, a u nas zaledwie 400.

Kogo stać na taki kurs?

Kursy szybowcowe nie są specjalnie drogie, kosztują od 1,7 tys. zł. Natomiast za szkolenie na samolot, gdzie trzeba wylatać aż 45 godzin, trzeba zapłacić 20 tys. zł. Chętnych nie brakuje. Biznesmenom to się nawet opłaca – zamiast wynajmować samolot z pilotem, mogą sami polecieć i być w ciągu dnia na kilku spotkaniach w interesach.

Czy szkoły pilotażu w Polsce dobrze uczą?

Uważam, że nasze prywatne firmy dobrze szkolą w pilotażu. Ale z lataniem jest tak jak z prawem jazdy, nie wystarczy skończyć kurs i zdać egzamin. Trzeba nabrać praktyki, nauczyć się poruszać w ruchu lotniczym, który nad Warszawą jest coraz większy i zaczyna już przypominać ten z dużych europejskich miast.