Reklama
Rozwiń
Reklama

Zamach na Hamida Karzaja

Brawurowa akcja terrorystów. Talibowie zaatakowali podczas defilady w Kabulu. Prezydenta uratowała szybka reakcja ochroniarzy

Aktualizacja: 28.04.2008 12:17 Publikacja: 28.04.2008 02:22

Zamach na Hamida Karzaja

Foto: Reuters

Parada wojskowa w dniu święta narodowego miała być dowodem na to, że sytuacja w Afganistanie powoli wraca do normy.

Stolica kraju. Gorący niedzielny poranek. Trzy tysiące doskonale wyszkolonych afgańskich żołnierzy w paradnych mundurach. Na trybunie prezydent, ministrowie, parlamentarzyści i zachodni dyplomaci.

Nad bezpieczeństwem dostojnych gości czuwała prawdziwa armia ochroniarzy i funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa. Uroczystości z okazji 16. rocznicy obalenia przez mudżahedinów prosowieckiego reżimu były transmitowane na żywo przez telewizję państwową.

Nagle rozległ się strzał. Kilka sekund później misternie zaplanowana defilada przerodziła się w chaotyczną bieganinę. Towarzyszyły jej krzyki przerażonych ludzi, odgłosy eksplozji. Żołnierze w paradnych mundurach rozpierzchli się na wszystkie strony.

Na stadion udało się przeniknąć dobrze uzbrojonym talibom. Ponieważ telewizja natychmiast przerwała transmisję z uroczystości – zastąpiono ją kolorową planszą i muzyką – dokładny przebieg zdarzeń został odtworzony później na podstawie relacji świadków.

Reklama
Reklama

Terrorystów było najprawdopodobniej sześciu. Ci, którym udało się dostać najbliżej trybuny VIP, otworzyli w jej stronę ogień z kałasznikowów. Trafili kilka osób, między innymi paru parlamentarzystów. Jeden z nich, który dostał kilka kul w brzuch, zmarł kilka godzin później na stole operacyjnym. Na miejscu zginął przywódca jednego z afgańskich plemion.Jedynymi osobami, które zachowały zimną krew, byli ochroniarze Hamida Karzaja. Natychmiast zasłonili prezydenta, wyprowadzili go z ostrzeliwanej trybuny i wywieźli limuzyną w bezpieczne miejsce.

Tymczasem kilku innych terrorystów odpaliło ręczne wyrzutnie rakiet. Rannych zostało kilkanaście osób. Funkcjonariusze sił bezpieczeństwa odpowiedzieli ogniem, zabijając trzech talibów. Trzech innych udało się schwytać. W strzelaninie zginął mieszkający w pobliżu dziesięcioletni chłopiec.

Do ataku doszło pod nosem policji i wojska. Nikt już nie może się czuć bezpieczny

Afgańska telewizja szybko wznowiła nadawanie. Widzowie mogli zobaczyć prezydenta, który ostro potępił „wrogów Afganistanu i postępu”. – Całe szczęście, że udało się szybko otoczyć napastników. Przywróciliśmy porządek – powiedział Karzaj.

Eksperci podkreślają jednak, że brawurowy atak podczas parady jest spektakularnym sukcesem talibów. Dokonali go bowiem w Kabulu – rzekomo najbezpieczniejszym miejscu Afganistanu – pod nosem policji. Okazało się, że nikt, nawet prezydent, nie może się czuć bezpieczny.

Zachodni dyplomaci mogli się zaś przekonać, że do normalizacji w Afganistanie jest jeszcze daleko. – Chcieliśmy pokazać, że jesteśmy w stanie uderzyć w każdym miejscu – ogłosił rzecznik talibów.

Reklama
Reklama

Człowiek, którego nie imają się kule

Hamid Karzaj jest jednym z najlepiej strzeżonych ludzi na świecie. Zawsze towarzyszy mu tłum uzbrojonych po zęby zagranicznych (głównie amerykańskich) ochroniarzy. Nic dziwnego, skoro talibowie i al Kaida wydali na niego wyrok śmierci.

Gdy w 2001 roku z amerykańskiego namaszczenia został szefem rządu tymczasowego Afganistanu, talibowie uznali go za kolaboranta, marionetkę i zdrajcę islamu.

Pierwszy raz usiłowali go zamordować we wrześniu 2002 roku. Terroryści przebrani w mundury afgańskiej armii ostrzelali wtedy samochód Karzaja w Kandaharze. W ataku ranni zostali gubernator tej prowincji i jeden z ochroniarzy.

Dwa lata później do zamachu użyto broni o większym kalibrze. Lądowisko w Gardez w południowo-wschodniej części kraju, na którym siadał właśnie prezydencki śmigłowiec, zostało ostrzelane z ręcznych wyrzutni rakietowych. Prezydent znowu jednak wyszedł z ataku bez szwanku.

Podobnie było w czerwcu 2007 roku w południowej prowincji Ghazni. Gdy afgański prezydent przemawiał do mieszkańców, talibowie odpalili w jego stronę kilka rakiet. Rebelianci nie popisali się jednak celnością. Pociski spadły kilkaset metrów dalej, nikomu nie robiąc żadnej krzywdy. Prezydent Hamid Karzaj uspokoił wystraszonych słuchaczy i spokojnie dokończył swoje przemówienie. p.z.

Reklama
Reklama
Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama