Obrońcy zgodnie podkreślają, że są już zmęczeni przeciągającą się sytuacją, jednak nie ustąpią do momentu uzgodnienia akceptowalnej dla nich formy upamiętnienia ofiar tragedii smoleńskiej.

Dariusz Wernicki, przedstawiciel Komitetu Obrony Krzyża powiedział, że z odpowiedzią na apel episkopatu czekali tak długo, gdyż chcieli ją uzgodnić z różnymi wspierającymi ich środowiskami. Oświadczenie komitet ma przedstawić w poniedziałek.

Zwolennicy krzyża chcą też zwrócić się z prośbą o rozmowę z episkopatem i przedstawicielami pałacu prezydenckiego. Podczas spotkania chcieliby omówić warunki, po których spełnieniu zgodzą się na przeniesienie krzyża do kościoła św. Anny.

Były wicemarszałek Sejmu Tomasz Nałęcz w programie "Fakty po Faktach" stwierdził, że przedstawiciele pałacu prezydenckiego nie będą rozmawiać z obrońcami krzyża, na temat pomnika.

- Pałac nie będzie rozmawiał z obrońcami krzyża. To nieporozumienie: z mocy prawa o pomnikach decyduje społeczność lokalna, radni, prezydent Warszawy, a nie prezydent RP. Skończyły się czasy dyktatury, że to pierwszy sekretarz podejmował decyzje w sprawie pomnika – przekonywał Nałęcz.

[srodtytul]Pomysł na pomnik w alei Żwirki i Wigury[/srodtytul]

Paweł Deresz, mąż zmarłej w katastrofie Joanny Szymanek-Deresz przedstawił wczoraj swoją wizję miejsca, w którym powinien stanąć pomnik upamiętniający katastrofę smoleńską.

- Jest w Warszawie miejsce, przez które przejeżdżało te 96 osób w pełnej jedności, w przekonaniu, ze jadą uczcić godnie tragedię katyńską. Na lotnisko wojskowe jedzie się aleją Żwirki i Wigury, najbardziej chyba uczęszczaną w Warszawie. W związku z tym ulokowanie tego pomnika pośrodku pasma zieleni w alei Żwirki i Wigury byłoby do przyjęcia – stwierdził.

Z kolei przewodniczący klubu PiS Mariusz Błaszczak oświadczył, że miejsce pomnika "zostało wskazane przez miliony ludzi". - To jest Krakowskie Przedmieście - mówił. W jego opinii odpowiednią lokalizacją dla pomnika byłoby też miejsce przed kościołem św. Anny.