Reklama

NPW: Brzoza złamana na wysokości 7,7 metra

Według pomiarów biegłych powołanych przez wojskowych śledczych brzoza, o którą miał skrzydłem zahaczyć Tu-154M, jest złamana prawie 3 metry wyżej, niż napisano w raporcie komisji Millera - ustaliła rp.pl

Publikacja: 08.02.2013 16:40

Brzoza w okolicy lotniska w Smoleńsku

Brzoza w okolicy lotniska w Smoleńsku

Foto: Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski

- Brzoza jest złamana na wysokości 7 metrów i 70 centymetrów - poinformował kpt. Marcin Maksjan z Naczelnej Prokuratury Wojskowej. W raportach rosyjskiego MAK i polskiej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego napisano, że drzewo zostało złamane na wysokości około 5 metrów nad powierzchnią gruntu.

- Wysokość uderzenia zawarta w raporcie naszej komisji została określona na podstawie pomiarów przeprowadzonych przez członków KBWLLP, którzy przebywali w Smoleńsku - zapewnił rp.pl Maciej Lasek, który był zastępcą przewodniczącego tamtej komisji.

Wątpliwości dotyczą również pomiaru grubości drzewa. Według komisji Millera w miejscu złamania średnica pnia drzewa wynosiła 30-40 cm. Według NPW w tym punkcie drzewo było grubsze - miało średnicę 52 cm.

Zespół Macierewicza i komisja Millera zaczną mówić jednym głosem w sprawie Smoleńska?

Reklama
Reklama

Niedokładne pomiary?

- Te rozbieżności muszą wynikać z faktu, że drzewo na początku nie zostało dokładnie zmierzone, a jego parametry oszacowano - przypuszcza dr Jan Łukaszkiewicz z Katedry Architektury Krajobrazu ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

Eksperci KBWLLP byli w Smoleńsku w kwietniu 2010 r. Prokuratorzy i biegli badali brzozę dwa razy - na jesieni 2011 r. i rok później. Zdaniem dr Łukaszewicza nie ma możliwości, by drzewo urosło o kilkaset centymetrów w tak krótkim czasie.

- Pień w miejscu złamania mógł minimalnie przyrosnąć na grubość, ale średnica nie mogła zwiększyć się o 12 cm. Utrata górnego przewodnika spowodowała zbyt duży szok dla tego drzewa - uważa naukowiec.

Kpt. Maksjan przekonuje, że nieprawdziwe są podawane w mediach informacje, by w raporcie Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej była zawarta informacja, że końcówka drzewa została odłamana metr od wierzchołka. - To błąd, który pojawił się w odpisie i jego tłumaczeniu. W odręcznie sporządzonym oryginale zapisano, że drzewo złamane jest na wysokości 9 m od ziemi - zapewnia.

Wysokość, na której złamało się drzewo miała znaczenie w wyznaczeniu trajektorii lotu przedstawionej w raporcie Millera. Eksperci kierowanego przez Antoniego Macierewicza (PiS) zespołu parlamentarnego, który bada katastrofę, przedstawiają obliczenia, według których drzewo nie mogło złamać skrzydła. Ich zdaniem samolot leciał wyżej, a nawet gdyby doszło do kontaktu, to nie spowodowałby on oderwania końcówki skrzydła.

Strona rządowa zapewnia jednak od dłuższego czasu, że nie ma nowych faktów, które dawałyby podstawy do wznowienia prac. Część ekspertów, która tworzyła raport działa w ramach nieformalnego zespołu Macieja Laska. Ma on stworzyć stronę internetową, na której będzie odpowiadał na pytania osób, które mają zastrzeżenia do oficjalnych ustaleń.

Reklama
Reklama

Gen. Błasik w "kontekście sytuacyjnym"

To kolejna sytuacja, w której materiały zebrane przez wojskowych śledczych są odmienne od tego co napisała w swoim raporcie komisja Millera.

"Zgromadzony w śledztwie materiał dowodowy, w szczególności opinia z fonoskopijnych badań zapisu dźwiękowego rejestratora MARS-BM, nie wskazuje, aby gen. Andrzej Błasik wywierał wpływ na czynności załogi w czasie lotu z dnia 10 kwietnia 2010 r." - zakomunikowała przed kilkoma dniami NPW.

Po wydaniu tego postanowienia byli członkowie KBWLLP stwierdzili, że nie wycofują się ze swoich wniosków. Ich zdaniem obecność gen. Błasika w kokpicie wynika z "kontekstu sytuacyjnego". Według nich nie oznacza to, że wywierał bezpośrednią presję na załogę, gdyż ta, według nich, była pośrednia.

Już po ujawnieniu opinii Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Sehna w Krakowie, z której wynikało, że komisja Millera i MAK przypisywały gen. Błasikowi słowa wypowiadane przez drugiego pilota tupolewa, "Rz" ujawniła, że ciało dowódcy wojsk lotniczych nie zostało znalezione w kokpicie samolotu. Przewodniczący komisji, ówczesny szef MSWiA Jerzy Miller przekonywał wcześniej w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej, że "sektor pierwszy to kokpit. I wśród znalezionych tam ciał był gen. Błasik". Tymczasem ciała pilotów i technika pokładowego znajdowały się w sektorach 2 i 3. W sektorze 1 odnaleziono aż 12 ciał i fragmentów ciał innych ofiar, w tym nawigatora.

O polemice ekspertów KBWLLP i zespołu parlamentarnego więcej w jutrzejszej "Rzeczpospolitej"

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama