W ostatnich dniach amerykański wywiad potwierdził obecność w Cieśninie Ormuz dwóch zaawansowanych typów irańskich min morskich. Pierwszy to miny kotwiczne Mahan 3. Drugi to miny denne Maham 7. Za rozstawianiem min stoi prawdopodobnie – tak twierdzą Amerykanie – Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), który ma w swoim posiadaniu sporą liczbę przystosowanych do tego zadania małych jednostek.
Iran stawia miny nie tylko wykorzystując okręty specjalistyczne, ale i małe kutry, bezzałogowce czy okręty podwodne typu Ghadir (mogą rozstawić do kilku min) i Taregh (mogą rozstawić nawet do 24 min). Szacunkowa szerokość cieśniny (33 km w najwęższym punkcie) ułatwia blokadę, podnosząc ryzyko dla ubezpieczycieli i handlu ropą (przez Cieśninę Ormuz, w normalnych warunkach, przechodzi 20 proc. ropy transportowanej na świecie drogą morską). Zapasy irańskich min oceniane są na kilka tysięcy sztuk.
Cieśnina Ormuz
Posiadane zasoby min pozwalają Irańczykom skutecznie blokować Cieśninę i kontrolować odbywający się przez nią, kluczowy dla światowego rynku paliw, ruch tankowców. Mimo wyeliminowania przez Amerykanów z walki niemal całej irańskiej marynarki wojennej i zabicia przez Izrael dowódcy marynarki wojennej Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej Alirezy Tangsiriego, w praktyce Irańczycy sprawują całkowitą kontrolę nad Cieśniną Ormuz. To oni decydują, kto – a często także czy za darmo, czy za zapłatą – przez Cieśninę przepłynie. Konsekwentnie domagają się też uznania irańskiej suwerenności nad Cieśniną, co w praktyce oznacza usankcjonowanie prawa do jej pełnego kontrolowania i czerpania zysków z przebiegających przez nią szlaków handlowych.
Dlaczego Amerykanie mają problem z odblokowaniem Cieśniny Ormuz?
Amerykanie mają z tym poważny kłopot od początku trwania konfliktu. Dlatego prezydent Donald Trump wzywał już publicznie sojuszników do zapewnienia bezpieczeństwa na wodach Cieśniny, co jednak początkowo spotkało się z dość chłodnym przyjęciem po ich stronie – z wyjątkiem Estonii, która zadeklarowała chęć wysłania w ten rejon swoich trałowców. Jednak zdaniem byłego dowódcy marynarki Estonii komandora Juri Saski, aby jednostki te wysłać na wody Zatoki Perskiej, Estonia potrzebowałaby co najmniej dwóch, jeśli nie trzech lat przygotowań logistycznych i prac remontowych. Co ciekawe, choć amerykański prezydent nawoływał sojuszników do przyłączenia się do interwencji morskiej, a następnie nazwał ich „tchórzami”, oficjalnie – jak twierdzą dyplomaci zarówno europejskich, jak i azjatyckich sojuszników USA – nigdy się o taką pomoc nie zwrócił.
Amerykańska flota, mimo że jest nadal pierwszą marynarką wojenną świata, ma dwie dość istotne słabości. Nie posiada dziś floty eskortowej zdolnej do skutecznej ochrony żeglugi handlowej na płytkich wodach Zatoki Perskiej. Nie ma też sił przeciwminowych z prawdziwego zdarzenia. I w tych dwóch obszarach Amerykanie potrzebują obecnie sojuszniczego wsparcia.
Jakie znaczenie ma sytuacja w Cieśninie Ormuz dla Polski?
Można by zapytać, co to ma wszystko wspólnego z Polską i polską Marynarką Wojenną? Premier Donald Tusk wyraźnie oświadczył już po pierwszych wezwaniach Donalda Trumpa, że „Polska nie planuje i nie przewiduje udziału w operacjach bojowych na Bliskim Wschodzie”. – Nasze miejsce jest dziś tutaj, w Europie, gdzie toczy się zasadniczy spór o bezpieczeństwo kontynentu - dodał premier. Deklaracje te potwierdzali później także wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz oraz minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.
Czytaj więcej
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump ponownie zasugerował, że Kuba może stać się kolejnym celem działań Waszyngtonu. Zapytany o kontrolę nad...
Mimo deklaracji rządu sytuacji na Bliskim Wschodzie Polska nie może ignorować. To z obszaru Zatoki Perskiej pochodzi część ważnych dla polskiej gospodarki i polskiego bezpieczeństwa surowców (Polska sprowadza np. 20 proc. gazu LNG z Kataru; z tego samego kierunku sprowadzamy też hel, ważny np. dla polskich szpitali). Obecnie wyraźnie widać, jak potrzebne mogą być naszej Marynarce Wojennej okręty zdolne do zapewnienia bezpieczeństwa statkom przewożącym te surowce i dlatego prowadzona już budowa fregat programu Miecznik ma głęboki sens. To kolejna ważna lekcja dla Polski, płynąca z wojny USA i Izraela z Iranem po tej, jaką otrzymaliśmy w sprawie zapasów amerykańskich rakiet, które w wyniku wojny z Iranem zaczęły kurczyć się w zastraszającym tempie.
Ponadto polska polityka, mimo wszystkich obecnych w dyskursie publicznym zastrzeżeń, nadal zakłada, że kluczowym gwarantem naszego bezpieczeństwa są Stany Zjednoczone. Dlatego polskie wojska znalazły się zarówno w Iraku, jak i w Afganistanie. W tej mierze, niezależnie od frustracji wywołanej zachowaniem i działaniami Donalda Trumpa, nic się nie zmienia. Polska pozostaje bardzo „wrażliwa” na potrzeby Amerykanów. Dlatego to, czy ostatecznie polskie siły znajdą się w rejonie Zatoki Perskiej, czy nie, wcale nie jest przesądzone. Nawet jeśli, zgodnie z deklaracjami rządu, nasi żołnierze nie wezmą udziału w gorącej fazie konfliktu, to jednak nie oznacza, że nie znajdą się tam już po jego zakończeniu.
A Amerykanie naszej pomocy mogliby w tym rejonie potrzebować, np. przy rozminowywaniu Cieśniny Ormuz. Poza tym, niezależnie od Amerykanów, o taką pomoc mógłby nas też poprosić np. Katar – którego marynarka wojenna nie posiada w swoim składzie jednostek przeciwminowych i w tym zakresie jest uzależniona od wsparcia sojuszników.
Czytaj więcej
Prezydent USA Donald Trump zasugerował, że Stany Zjednoczone, które „niczego od NATO nie potrzebują” nigdy za pomną, że państwa Sojuszu nic nie zro...
Jakie polskie okręty mogłyby pojawić się na Bliskim Wschodzie?
Polska nie ma dziś zdolności do eskortowania nawet własnej floty handlowej. Trudno zatem, aby była w stanie pomagać w tym komukolwiek – USA nie wyłączając. Sytuacja zmieni się dopiero po wejściu do służby wspomnianych wcześniej fregat budowanych w ramach programu Miecznik. To nastąpi jednak – zgodnie z informacjami z połączonych Komisji Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej oraz Komisji Obrony Narodowej z 25 lutego 2026 r. – dopiero w latach 2027–2028.
Takie fregaty są budowane w ramach programu Miecznik
Ze sprawozdania z tego posiedzenia wynika, że budowa pierwszej jednostki, czyli przyszłego ORP Wicher, przebiega bez zakłóceń i znajduje się na zaawansowanym etapie. Jej wodowanie zaplanowano na sierpień 2026 r. Trwa też budowa drugiej jednostki, ORP Burza, a pod trzecią, ORP Huragan, stępka ma być położona w lipcu tego roku (w stenogramie błędnie podano lipiec 2025). Planowany termin przekazania Marynarce Wojennej jednostek to kolejno: lipiec 2027 r., kwiecień 2028 r. oraz grudzień 2028 r. Nawet jeśli terminów tych uda się dochować, pełną zdolność operacyjną jednostki te osiągną zapewne nie wcześniej niż w okolicach roku 2030.
Do czasu wejścia nowych okrętów do służby jedynymi okrętami eskortowymi polskiej floty są dwie leciwe, eksamerykańskie fregaty typu Oliver Hazard Perry: ORP Gen. Kazimierz Pułaski i ORP Gen. Tadeusz Kościuszko, oraz ewentualnie wciąż niedozbrojona korweta patrolowa ORP Ślązak.
Zarówno wspomniane fregaty, jak i korweta mają obecnie nikłą wartość bojową, a ich wysłanie na akweny takie jak Morze Arabskie czy Zatoka Perska miałoby dla nas raczej opłakane skutki. Dlatego też nikt w Polsce z inicjatywą wysyłania naszych okrętów w ten rejon się nie wychyla. Ale też i Amerykanie wcale takiej pomocy ze strony Polski nie oczekują, dobrze znając nasze możliwości. Czym innym są jednak zdolności eskortowe polskiej floty, a czym innym jej zdolności przeciwminowe.
W tej dziedzinie polska Marynarka Wojenna ma przewagę nad Amerykanami
Polska flota ma tu poważny atut, który z reguły umyka uwadze obserwatorów i którego korzenie sięgają PRL. Jest nim jedna z największych flot przeciwminowych w NATO – a dzięki wysiłkom ostatnich lat także jedna z nowocześniejszych.
Polska flota przeciwminowa to przede wszystkim seria jednostek typu Kormoran II (projekt 258), budowana w stoczni Remontowa Shipbuilding w Gdańsku. To bardzo nowoczesne niszczyciele min, z których w służbie są już trzy jednostki: ORP Kormoran (601), ORP Albatros (602) i ORP Mewa (603). Czwarty – ORP Jaskółka (604) – wyruszył w marcu 2026 r. na pierwsze próby morskie i ma wejść do służby jeszcze w tym roku. Dwa ostatnie, ORP Rybitwa (605) i ORP Czajka (606), zostaną przekazane Marynarce Wojennej w 2027 r.
ORP Czajka
To jednak nie cały potencjał przeciwminowy polskiej floty. Kormorany nadal wspierają liczne trałowce redowe i bazowe projektu 207P/M (zbudowano ich łącznie 17), o których mało kto pamięta, a z których część przechodzi obecnie remonty połączone z modernizacją (m.in. wymiana siłowni). Dotychczas objęła ona m.in. ORP Drużno, ORP Hańcza, ORP Mamry, ORP Nakło, ORP Necko, ORP Resko i ORP Sarbsko.
To starsze i mniejsze jednostki – o wyporności około 217 ton i długości zaledwie 38,5 metra – działające na zupełnie innej zasadzie niż Kormorany. Zamiast sonarów i pojazdów podwodnych używają trałów holowanych: kontaktowych, które fizycznie przecinają kotwiczne liny min, oraz bezkontaktowych, emitujących pola elektromagnetyczne lub impulsy akustyczne symulujące przepływ okrętu i prowokujące detonację min zapalnikowych. Ich kadłuby wykonane są z laminatu, co ogranicza pole magnetyczne jednostki. Choć są to konstrukcje znacznie starsze, wciąż stanowią wartościowe uzupełnienie sił przeciwminowych – szczególnie przy oczyszczaniu portów i płytkich akwenów przybrzeżnych, gdzie działanie dużymi niszczycielami min bywa utrudnione.
Czytaj więcej
Rada ds. Obrony i Bezpieczeństwa Iranu, irańska instytucja zajmująca się sprawami militarnymi i obronnymi państwa, zagroziła w poniedziałek rozmies...
Trzeba też pamiętać, że polskie jednostki nie są raczej w stanie dotrzeć na Bliski Wschód o własnych siłach – poza może niszczycielami min typu Kormoran II. Ich przebazowanie zajęłoby zapewne niewiele mniej czasu niż wspomniane udostępnienie Amerykanom okrętów estońskich (prawdopodobnie trzy jednostki, które stanowią trzon małej floty Estończyków).
Tymczasem Amerykanie nie mają dziś praktycznie wcale zdolności przeciwminowych w swojej flocie. Ostatnie trałowce klasy Avenger (MCM) stacjonujące na wodach Zatoki Perskiej wycofali ze służby we wrześniu 2025 r. Jednostki te – USS Devastator (MCM 6), USS Dextrous (MCM 13), USS Gladiator (MCM 11) i USS Sentry (MCM 3) – zakończyły służbę i są przeznaczone do złomowania. Warto zaznaczyć, że cztery pozostałe Avengery wciąż służą w bazie w Sasebo w Japonii, jednak nie ma planów ich przebazowania na Bliski Wschód. Jest za to plan stopniowego wycofywania ich ze służby. Amerykanie, póki co, nie zamówili ich następców.
W roli sił przeciwminowych w rejonie Zatoki Perskiej Amerykanie rozmieścili jeszcze przed konfliktem okręty przybrzeżne typu Independence (LCS – Littoral Combat Ship), wyposażone w moduły misyjne do poszukiwania i zwalczania min. Nie są to klasyczne jednostki przeciwminowe, lecz znacznie większe, okręty wielozadaniowe (USS Canberra, USS Santa Barbara, USS Tulsa), pozbawione charakterystycznych dla Avengerów niskomagnetycznych kadłubów z drewna i laminatu, które pozwalały im operować bezpośrednio w strefie zagrożenia minowego. Jednostki typu Independence w momencie zaostrzenia sytuacji miały – jak donoszą niektóre media – opuścić wody Zatoki Perskiej i wycofać się na Morze Arabskie. Świadczy to jednoznacznie o tym, że region ten, dla jednostek tej klasy – jeśli pozbawione są dodatkowej ochrony okrętów eskortowych – jest zabójczo niebezpieczny, a o żadnym rozminowywaniu, tak długo, jak trwa konflikt, mowy być nie może.
Miny używane przez Iran w cieśninie Ormuz
Mina denna Maham 7
Mina Maham 7 o ładunku 220 kg trotylu to mina denna, przeznaczona głównie do niszczenia mniejszych jednostek takich jak patrolowce czy barki desantowe. Rozstawiana jest z kutrów, śmigłowców lub samolotów na głębokościach 3-91 m. Jej kształt utrudnia jej wykrycie sonarami, a czujniki akustyczne i magnetyczne umożliwiają selektywne ataki na podstawie sygnatury celu (pozwalają na atakowanie konkretnych jednostek).
Mina kotwiczna Mahan 3
Mina Mahan 3 o ładunku około 180 kg trotylu to klasyczna mina pływająca (kotwiczna), przeznaczona do zwalczania większych jednostek nawodnych, w tym tankowców i okrętów eskortowych. Może być stawiana z małych kutrów, okrętów i bezzałogowych jednostek nawodnych. Utrzymywana jest na kablu kotwicznym na głębokości 10–60 metrów, co pozwala jej skutecznie oddziaływać na kadłuby jednostek o średnim i dużym zanurzeniu. Wyposażona w zapalnik kontaktowy i czujniki magnetyczne, może być też zdalnie uzbrajana lub dezaktywowana, co zwiększa elastyczność jej wykorzystania w rejonach o intensywnym ruchu morskim.
Polska powinna wykorzystać atut, jakim są jej trałowce, w polityce zagranicznej
Iran w stosunku do posiadanego potencjału prowadzi do tej pory dość ograniczoną wojnę minową na wodach Cieśniny Ormuz (dotychczas nie przeprowadził większych akcji jej minowania). To o tyle zrozumiałe, że Iran wybrał drogę bardziej „politycznego” zarządzania kryzysem wokół Cieśniny. W przypadku ponownego zaostrzenia działań po stronie amerykańskiej sytuacja w tym obszarze może jednak szybko ulec zmianie. Wówczas cała Cieśnina i spora część Zatoki Perskiej mogą zostać skutecznie zaminowane.
Polska – dysponująca jedną z największych i najnowocześniejszych flot przeciwminowych w NATO – powinna aktywniej wykorzystać ten atut w polityce zagranicznej. Skierowanie Kormoranów do działań w rejonie Zatoki Perskiej po zakończeniu gorącej fazy konfliktu lub przekazanie Katarowi kilku starszych jednostek trałowych projektu 207 to nie gest dobrej woli, lecz konkretny instrument budowania pozycji w regionie, z którego czerpiemy kluczowe surowce. Dla Kataru oznaczałoby to bezcenne wsparcie w zakresie zdolności, których sam nie posiada. Dla Polski – realne wzmocnienie własnego bezpieczeństwa energetycznego. Kryzys w Cieśninie Ormuz pokazał dobitnie, że zdolności przeciwminowe to dziś jeden z najbardziej deficytowych towarów w regionie. Polska, nieoczekiwanie, ma go w nadmiarze. Czas to wreszcie zauważyć.