Czy fundacje rodzinne to początek szerszego przesunięcia polskiej gospodarki w stronę modelu „family governance”, czy raczej rozwiązanie przejściowe dla pierwszej fali sukcesji po 1989 r.?
Odpowiedź jest po części zawarta w pytaniu, bo to właśnie ta pierwsza fala sukcesji. Ustawa o fundacjach rodzinnych to twór z maja 2023 r. Jesteśmy więc na początku drogi. Wydaje mi się jednak, że to droga w stronę modelu „family governance”. I im większa firma rodzinna, im bardziej złożona struktura, tym bardziej proces sukcesyjny wymusi podążanie w tym kierunku. Dlatego że, po pierwsze, ustali to pewne zasady, na jakich rodzina funkcjonuje, a po drugie, wskaże, jak te procesy i ustalenia wpływają na zarządzanie rodzinnym biznesem.
A czy można powiedzieć, że sukcesja w firmach rodzinnych to dziś jedno z kluczowych ryzyk makroekonomicznych Polski – obok demografii i inwestycji?
Zdecydowanie tak. Firmy rodzinne to połowa naszej gospodarki. To połowa firm zatrudniających powyżej dziesięciu osób i ponad połowa podatku CIT. To też 3 mln zatrudnionych osób, więc naturalne jest, że to, co się w nich dzieje, także procesy sukcesyjne, będzie miało wpływ na polską gospodarkę. Obserwujemy też, jak te firmy się internacjonalizują oraz jaki procent swoich nadwyżek przeznaczają na inwestycje. W tej chwili widzimy pewną stagnację w tym obszarze, co może oczywiście wynikać z sytuacji geopolitycznej, ale też jawi się pytanie, czy to nie jest moment, w którym nestorzy chcą zostawić dalsze kierunki rozwoju już w rękach kolejnych pokoleń. Nie możemy też zapominać o tym, że część z tych firm jest rozproszona po różnych regionach. Są to m.in. przedsiębiorstwa, które są głównym pracodawcą w danym regionie. Zdecydowanie więc to, co się będzie działo, jeżeli chodzi o sukcesję w firmach rodzinnych, będzie miało istotny, moim zdaniem częściowo niedoszacowany wpływ na to, co się wydarzy w polskiej gospodarce.
Czy Polska ma dziś szansę zbudować własny model długowiecznego kapitału rodzinnego – czy jesteśmy dopiero na etapie uczenia się na błędach pierwszego pokolenia?
Proszę zauważyć, że na dziś złożono niemal 7 tys. wniosków o fundacje rodzinne, a prawie 3,5 tys. fundacji założono. Według naszych badań wykonanych wraz z partnerami do końca 2030 r. takich procesów czeka nas 80 tys. One są jeszcze w powijakach, dlatego szacujemy, że z firm rodzinnych sformalizowane, rozpoczęte już procesy ma między 15 a 30 proc. tych przedsiębiorstw. Także startujemy, uczymy się na swoich błędach, ale też na doświadczeniach krajów zachodnich. Proszę też pamiętać, że wszystkie procesy typu budowa „family governance” w Niemczech czy we Francji zajmowały trzy pokolenia. W Polsce jesteśmy dopiero pierwszym pokoleniem, które taką transformację przeprowadza, więc wszelkie choroby wieku dziecięcego są przed nami. Bardzo ważne jest, jak to będzie funkcjonowało w triumwiracie: firmy rodzinne, doradcy, m.in. banki oraz państwo. Ten trzeci element jest bardzo istotny.
Przybywa zamożnych Polaków. W rezultacie dynamicznie rozwija się bankowość prywatna. W jakich kierunkach zmierza private banking w Pekao?
W naszym banku zmiany obejmują trzy kierunki. Pierwszy to z kim pracujemy. Przestajemy patrzeć na jednostkę, zaczynamy patrzeć na wiązkę, czyli dla nas ważny jest nie tylko klient, ale i jego najbliższe otoczenie rodzinne. I to zmienia perspektywę budowania relacji i zaufania. Drugi obszar to wszystkie rzeczy związane z produktami. Wyszliśmy dwadzieścia parę lat temu od wysoko opłacanych depozytów. Przeszliśmy przez wszystkie etapy budowania świadomych portfeli, otwartej architektury funduszy emerytalnych. Teraz pojawiają się inwestycje alternatywne. Wprowadziliśmy możliwość inwestowania w private debt. Rozważamy private equity, ale też pojawiają się inwestycje z pasji. Prowadzimy duży program Pekao Dimensions, gdzie poprzez naszych partnerów, takich jak m.in. DESA Unicum, wprowadzamy klientów w świat inwestycji w sztukę. Także portfel się rozszerza. I trzecia, naturalna kolej rzeczy związana z technologią to omnikanałowość. Klient nie jest już obsługiwany tylko przez bankiera, który za niego robi transakcję, ale też w kanałach zdalnych. W aplikacji musi mieć praktycznie lustrzane odbicie usług, które ma w rzeczywistości.
Wymienił pan wybrane instrumenty. A w które najczęściej inwestują klienci państwa banku?
Mamy bardzo rozproszony portfel. Staramy się budować go w oparciu o wiele klas aktywów. Są to cały czas depozyty, dystrybuujemy też obligacje Skarbu Państwa i korporacyjne. Wciąż bardzo popularna jest otwarta architektura funduszy. Zapewniamy naszym klientom dostęp do funduszy inwestycyjnych nie tylko Pekao TFI, ale również innych towarzystw. A uzupełnieniem są inwestycje alternatywne i inwestycje z pasji.
Zaczęliśmy rozmowę od zmiany pokoleniowej w firmach. Czy obserwujecie różnice w apetycie na ryzyko inwestycyjne między pokoleniami – i jak to wpływa na konstrukcję portfeli?
Obserwujemy, tylko że to się też oczywiście inaczej rozkłada, jeżeli rozmawiamy z rodziną, a nie tylko z klientem. Starsze pokolenia myślą bardziej o zabezpieczeniu kapitału, analizują możliwości inwestycji w tradycyjne klasy aktywów. Młodsze pokolenie jest zdecydowanie bardziej otwarte na ryzyko i na wszystkie rynki związane z kryptowalutami.
A jakie są pańskie oczekiwania co do tego, jak potoczy się sukcesja pierwszego pokolenia naszych biznesmenów?
Jestem optymistą. Myślę, że najgorsze, co może się zdarzyć w firmach, to sukcesja niezaplanowana. Nagłe zdarzenia, które powodują, że trzeba wszystko uporządkować w ciągu kilku tygodni. Cieszy mnie to, że dzisiaj prawie 60 proc. właścicieli fundacji rodzinnych to nie są przedsiębiorcy w wieku emerytalnym, ale w przedziale między 40 a 59 lat. To takie światełko w tunelu, że właściciele firm zaczynają rozumieć, że fundacja rodzinna to nie narzędzie optymalizacji podatkowej, ale element, który wprowadza ład i porządek w zarządzaniu biznesem rodzinnym i przekształca go z jednoosobowego przedsięwzięcia w przedsięwzięcie dynastyczne.