Reklama

Jak pokonać Rosję? Jak zmieni się armia? Znamy plany

Program Rozwoju Sił Zbrojnych RP zakłada wzrost zdolności głębokiego rażenia, czyli uderzenia na ponad tysiąc kilometrów w głąb Rosji. To jest tzw. odstraszanie poprzez karę. W ciągu piętnastu lat armia wraz z rezerwami ma liczyć 500 tys. żołnierzy.

Publikacja: 17.01.2026 14:29

Żołnierz Wojska Polskiego w czasie ćwiczeń wojskowych

Żołnierz Wojska Polskiego w czasie ćwiczeń wojskowych

Foto: Damian Łubkowski

„Program Rozwoju Sił Zbrojnych to dokument, który wyznacza kierunki transformacji Wojska Polskiego w perspektywie kolejnych 15 lat” – informują wojskowi ze Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.

Określa on m.in. „docelową liczebność Sił Zbrojnych, kierunki rozwoju zdolności operacyjnych, priorytety modernizacji technicznej oraz zasady budowy i utrzymania rezerw osobowych”. Dokument został podpisany przez ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza pod koniec grudnia i teraz jest wprowadzany w życie.

Jak wygląda ten program? Szczegóły tego dokumentu, który liczy ok. 350 stron są niejawne, ale my poznaliśmy niektóre dane dotyczące rozwoju Sił Zbrojnych. Sztab Generalny WP zakłada, że do 2039 r. liczebność armii będzie wynosić 300 tys. żołnierzy w czynnej służbie wojskowej (czyli także żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej, czy Dobrowolnej Zasadniczej Służby Wojskowej) oraz 200 tys. w ramach aktywnej rezerwy oraz rezerwy wysokiej gotowości.

Czym się różni pobór selektywny od powszechnego? Takie rozwiązanie praktykuje Szwecja

Aktywną rezerwę tworzą byli żołnierze zawodowi, którzy związani są kontraktem z armią. Nową formułą ma być tzw. rezerwa wysokiej gotowości. To osoby niekoniecznie związane wcześniej z armią, ale które zaliczyły szkolenie podstawowe, następnie podpisały kontrakt z konkretną jednostką wojskową, w niej uczestniczą w szkoleniach i ćwiczeniach, aby podtrzymywać zdolności, np. z obsługi czołgów K-2. W przypadku wojny od razu mają ruszyć do boju wraz z żołnierzami zawodowymi. Za gotowość będą otrzymywali specjalne dodatki finansowe, coś na wzór przyznawanych żołnierzom Terytorialnej Służby Wojskowej Wojsk Obrony Terytorialnej Program ten zostanie „odpalony” w czasie wakacji.   

Reklama
Reklama

O 300-tysięcznej armii słyszymy już od kilku lat i liczba żołnierzy faktycznie rośnie – teraz wynosi ponad 210 tysięcy żołnierzy. Warto przypomnieć, że w Polsce już funkcjonuje Dobrowolna Zasadnicza Służba Wojskowa (DZSW), czyli tzw. dobrowolny pobór. Ta służba przewiduje szkolenia ochotników, które kończą się przysięgą wojskową. Szkolenie podstawowe trwa 28 dni, specjalistyczne do 11 miesięcy, a później chętni mogą zostać w armii na dłużej.

Jednak po ogłoszeniu mobilizacji ta liczba ma wzrosnąć kilkukrotnie. Dlatego, mimo wprowadzenia DZSW, coraz więcej generałów mniej lub bardziej otwarcie mówi o przywróceniu poboru. Na razie można zakładać, że przebija się koncepcja tzw. poboru selektywnego, a nie powszechnego. Podobne rozwiązanie od kilku lat praktykuje Szwecja, która co roku wybiera sobie kandydatów do szkolenia w oparciu o to, jakie umiejętności są przydatne dla wojska, np. powołują kierowców samochodów, informatyków, oraz personel medyczny.

Dowództwo polskiej armii zakłada, że będzie mogło dokonać takiej selekcji, bowiem zakłada wprowadzenie w trakcie obowiązkowej kwalifikacji wojskowej, którą przechodzą osoby osiągające pełnoletność, obowiązku wypełnienia kwestionariusza takiego, jaki wypełniają kandydaci do wojska. Chodzi o to, aby armia znała umiejętności i talenty młodych ludzi i dokonała sensownego wyboru.

Foto: Tomasz Sitarski

To jest jeden z wariantów – ustaliliśmy. Inny zakłada np. powołanie całego rocznika absolwentów szkół średnich na dwumiesięczne szkolenie podstawowe  zorganizowane w czasie wakacji, następnie utrzymanie tych osób w rezerwie poprzez regularne wzywania na ćwiczenia.

Wojskowi analitycy wskazują, że poważnym „wyzwaniem egzystencjalnym” stanie się demografia, wiek żołnierzy rezerwy powoływanych na ćwiczenia będzie wzrastał. Eksperci wskazują, że do 2040 r. ubędzie ok. 2 mln Polaków. Wprowadzenie np. poboru selektywnego byłoby możliwe wtedy, gdyby załamał się system ochotniczego naboru do służby wojskowej. Kiedy jest to możliwe? Wojskowi o tym na razie nie mówią, bo decyzję podejmą politycy. Ale warto przypomnieć, że w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” gen. Mirosław Bryś, były szef Centralnego Wojskowego Centrum Rekrutacji jeszcze przed objęciem funkcji zastępcy szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, pytany czy powinien zostać odwieszony pobór, odpowiedział, że teraz jeszcze nie, „ale już w 2028 r. trzeba byłoby się nad tym zastanowić z powodu demografii”. Przypomniał, że w innych krajach, np. w Szwecji, na Litwie, na Łotwie i Estonii, przywrócono obowiązkową służbę wojskową.    

Reklama
Reklama

Aby zwiększyć liczbę żołnierzy, zostaną odtworzone m.in. szkoły podchorążych rezerwy przy uczelniach cywilnych, zmieni się filozofia szkolenia pilotów śmigłowców oraz niektórych samolotów, zadania te przejmą podoficerowie.

Uderzyć przeciwnika w czuły punkt

Przyjęty plan zakłada, że Wojsko Polskie ma odstraszać potencjalnego agresora, czyli Federację Rosyjską. Dokument zakłada, jak to ujmują wojskowi, pewną „zmianę paradygmatu”. Dotychczas mówili o tzw. „odstraszaniu przez odmowę dostępu” i m.in. dlatego tworzymy wielowarstwowy zintegrowany system obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. To choćby kupowane przez nas systemy Patriot – dwie pierwsze baterie niedawno osiągnęły pełną gotowość operacyjną. Problem w tym, że są to systemy bardzo drogie i nigdy nie będą w stu proc. skuteczne, z setek dronów czy pocisków, zawsze co najmniej kilka się „prześlizgnie”. Koszt finansowy takiej obrony jest zawsze wyższy niż koszt ataku. Co nie zmienia faktu, że takie systemy są kluczowe.

Jednak teraz bardziej chcemy podkreślać „odstraszanie poprzez karę”, czyli zdolności do głębokiego precyzyjnego rażenia na terytorium przeciwnika. Obecnie Wojsko Polskie dysponuje zdolnościami uderzenia rakietowego na odległość 300 km (artyleria rakietowa Homar-K i Homar-A), na 1 000 km (samoloty F-16 z pociskami JASSM ER), ale nie mamy zdolności na większe dystanse.

To ma się w najbliższym czasie zmienić. Wojsko Polskie chce pozyskać zdolności do rażenia na odległości przekraczające tysiąc kilometrów w głąb Rosji (nikt z analityków wojskowych nie przewiduje, aby w ciągu co najmniej dwóch dekad zmieniła się polityka Rosji i znikło z tej strony zagrożenie, Rosję w dokumentach planistycznych określa się zagrożeniem systemowym). Tutaj możliwości jest kilka – wiadomo, że prężnie rozwijane, także w Polsce, są m.in. bezzałogowce dalekiego zasięgu. Prawie dwa lata temu powstała inicjatywa ELSA, czyli European Long Range Strike Approach, w ramach której mają zostać stworzone rakiety mogące razić przeciwnika w odległości do nawet 2 tys. km. Polska, tak jak m.in. Francja, Niemcy czy Włochy jest członkiem tego projektu, ale trudno przewidzieć, kiedy taki pocisk może zostać skonstruowany i wdrożony. Podobne programy prowadzą także Amerykanie i Koreańczycy.

W każdym razie taka zmiana narracyjna wśród wojskowych jest godna odnotowania.

W rozwoju Sił Zbrojnych w najbliższych latach wyznaczono siedem głównych priorytetów. Oprócz wspominanego szkolenia rezerw czy zdolności do dalekiego rażenia, kluczowe będą m.in. operacje wielodomenowe (czyli używające różnych narzędzi do osiągnięcia celu), ale także dronizacja, robotyzacja i wykorzystanie sztucznej inteligencji.

Reklama
Reklama

Program zakłada też zwiększenie liczby posiadanego sprzętu i poszczególnych rodzajów sił zbrojnych (te dane są tajne). Z naszych informacji wynika, że program zakłada, iż na wyposażeniu Sił Zbrojnych będą m.in. trzy okręty podwodne, cztery fregaty, 150 samolotów wielozadaniowych (wojskowi skłaniają się ku maszynom co najmniej piątej generacji), 1747 czołgów.  

Ale też powstaną nowe struktury wojskowe: jednostka stałego eksperymentowania (na poziomie batalionu), w której przemysł lub start-upy będą mogły testować sprzęt przeznaczony dla wojska, Centralna Grupa Działań Psychologicznych „Czarne Pająki”, która prowadzi operacje psychologiczne (PSYOPS) przekształci się w centrum działań kognitywnych, powstanie nowa dywizja multidomenowa, a w domenie cyber m.in. Big Data i Data Science, powinno także w tym roku powstać dowództwo transformacji.

Wiemy ile to może kosztować

Innym ciekawym zagadnieniem poruszonym przez przedstawicieli Sztabu Generalnego WP na spotkaniu z ekspertami i dziennikarzami jest kwestia zarządzania ryzykami, w tym finansowym, ale także lepszej komunikacji z politykami. Jak to ma działać w praktyce? Mocno upraszczając, aby armia miała zdolności do obrony Rzeczpospolitej i była pewna wygranej w potencjalnej konfrontacji z Rosją, powinniśmy przez najbliższe kilkanaście lat wydawać po ok. 5 proc. naszego PKB na obronność. A tyle teraz nie wydajemy.

Przyjęty Program Rozwoju Sił Zbrojnych RP zakłada, że do 2039 r. na obronę narodową powinniśmy wydać 2,5 bln zł. 

Jeśli będziemy wydawać 4 proc., to to wojskowi nie otrzymają wszystkiego, co chcą otrzymać. Jeśli to będą 3 proc. PKB, to te braki będą jeszcze większe. Dlatego tworzone są różne scenariusze w zależności od poziomu finansowania. Wojskowi chcą, by wśród polityków i społeczeństwa była jeszcze większa świadomość tego, że brak odpowiednich środków oznacza brak konkretnych zdolności do obrony. I to są braki, których nie da się nadrobić w rok czy dwa, bardzo potrzebne jest myślenie długofalowe. I choć dzisiaj jest duże poparcie dla wydatków zbrojeniowe, to najpewniej w najbliższym czasie czeka nas dyskusja, skąd te środki brać.

Reklama
Reklama

Przyjęty plan zakłada, że do 2039 r. na obronę narodową powinniśmy wydać 2,5 bln zł. Program Rozwoju Sił Zbrojnych RP ma być co cztery lata weryfikowany i poprawiany. Z informacji wojskowych wynika, że został zaakceptowany przez resort finansów, czyli bilansuje się w perspektywie 15-letniej.      

Celem tych działań – jak słyszymy od wojskowych – jest uniknięcie takiej wojny, jaką obserwujemy teraz na Ukrainie, a w przypadku agresji pokonanie Rosji. W szczegółowych rozwiązaniach wojskowi korzystają nie tylko z doświadczeń ukraińskich, ale także wojny dwunastodniowej, do której doszło w czerwcu i lipcu 2025 r. pomiędzy Izraelem wspieranym przez USA oraz Iranem. W wyniku głębokich uderzeń rakietowych sił powietrznych z wykorzystaniem lotnictwa USA i Izraela oraz wojsk specjalnych i wywiadu izraelskiego działającego na lądzie zniszczone zostały systemy przeciwlotnicze Iranu oraz infrastruktura związana z realizacją nuklearnego programu przez Teheran.

 

Wojsko Polskie
Długie ramię Wojska Polskiego. Armia ma liczyć pół miliona żołnierzy
Społeczeństwo
Sondaż: Polacy nie wierzą w rychły pokój na Ukrainie
Wojsko
Kiedy Polska przekaże swoje ostatnie MiG-i-29 Ukrainie?
Transport
Port Haller. Czy to ma sens?
Opinie Ekonomiczne
Maciej Miłosz: Podatek na obronność? Warto rozmawiać
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama