Minister obrony Mariusz Błaszczak zapowiedział, że liczba żołnierzy zawodowych wzrośnie do 250 tys., teraz jest ich około 110 tys. Na razie nie pokazał jednak mechanizmu, który pozwoli zwiększyć liczebność wojska.

Jednym z rozpatrywanych przez resort obrony i Sztab Generalny Wojska Polskiego rozwiązań jest koncepcja tzw. aktywnej rezerwy. Sprowadza się ona do uregulowania statusu rezerwistów, którzy zostali już przeszkoleni przez armię, poprzez umożliwienie im podpisywania z wojskiem kilkuletnich kontraktów. Kluczem jest stworzenie zachęt dla rezerwistów ochotników oraz pracodawców, aby umożliwiali im łączenie pracy z utrzymywaniem gotowości do służby w armii i udziałem w cyklicznych szkoleniach.

Teraz wielu pracodawców naciska, aby unikali oni ćwiczeń wojskowych, gdyż nie mogą liczyć np. na rekompensatę za zatrudnienie pracownika na zastępstwo. Dzisiaj rezerwiści wzywani są na ćwiczenia niejako z zaskoczenia, stworzenie ram aktywnej rezerwy pozwoli zaś uniknąć takiej sytuacji. Taka osoba powinna bowiem otrzymywać wynagrodzenie za tzw. gotowość, a także dodatkowo za udział w ćwiczeniach.

Aby ten projekt zrealizować, potrzeba licznych zmian prawnych, m.in. pracodawca powinien otrzymać rekompensatę za zatrudnienie pracownika na zastępstwo, gdy rezerwista zostanie wezwany na ćwiczenia. Powinien zostać stworzony mechanizm wsparcia finansowego albo umożliwienie odbycia bezpłatnego kursu w przypadku uzyskania przez rezerwistę kwalifikacji przydatnych w Siłach Zbrojnych, dofinansowanie studiów, nauki lub stażu w specjalnościach wojskowych wymagających dodatkowych kwalifikacji. Wprowadzenie tych założeń wymagałoby też zmiany przepisów dotyczących komisji lekarskich (albo poluzowania teraz obowiązujących wymagań wobec kandydata, albo wręcz rezygnacji z komisji). Warto zastanowić się też nad tym, aby przenieść komisje kwalifikacyjne z MSWiA pod nadzór resortu obrony, zostawiając ich organizację samorządom.

Rozwiązania, nad którymi trwają prace, nie są obce innym armiom. Oto na przykład mobilizacja wojsk izraelskich w czasie wojny sześciodniowej w 1967 r. wynikała właśnie z błyskawicznego powołania do służby aktywnych rezerwistów. Na aktywnej rezerwie oparta jest dzisiaj np. brytyjska Armia Terytorialna (Territorial Army), a brytyjską Regularną Rezerwę najczęściej stanowią byli żołnierze zawodowi. „To świetny sposób na nowe wyzwania w życiu, służba ta pomaga w zdobyciu nowych umiejętności i nowych uprawnień. Nie trzeba przy tym rezygnować z pracy lub cywilnych zobowiązań" – zachęcają Brytyjczycy. Jednostki te funkcjonują często jako pododdziały w wojskach operacyjnych (regularnych), ale też występują jako samodzielne pododdziały. Wśród nich znajdują się jednostki specjalistyczne, np. sił specjalnych, medyczne, HR, mediów, wywiadu. Rocznie żołnierz tej formacji jest zobowiązany uczestniczyć minimum 19 dni w szkoleniu. Nowy żołnierz Armii Terytorialnej otrzymuje 34,41 funtów za każdy dzień szkolenia, a np. absolwent podchorąży ponad 62 funty za dzień.

Z kolei żołnierze kontraktowi duńskiej rezerwy (umowa zawierana jest na 4 lata i zakłada możliwość wezwania do 84 dni w okresie co najmniej dwóch lat) mogą zostać wezwani np. na krótki czas na zastępstwo oficera liniowego, który idzie na urlop. „Oficer rezerwy otrzymuje wynagrodzenie, które jest uzależnione od czasu pracy, czy dodatek transportowy zgodnie z podpisanymi indywidualnie umowami" – czytamy na stronie duńskiej rezerwy.

Korzystna dla polskiej armii może być stabilizacja kadry, możliwość tworzenia jednostek składających się tylko z rezerwistów i przez nich dowodzonych, a ministrowi ON pozwoli ogłosić, że zwiększył liczbę żołnierzy, bo zostaną wciągnięci do ewidencji. Ponadto armia będzie mogła przekwalifikować tych żołnierzy w zależności od potrzeb lub organizować dla nich szkolenia specjalistyczne z obsługi nowoczesnego sprzętu.