Reklama

Port Haller. Czy to ma sens?

PiS proponuje budowę portu ro-ro obok przyszłej elektrowni jądrowej w Choczewie, ale nie ma wyliczeń uzasadniających tę inwestycję ekonomicznie. Jeśli chodzi o mobilność wojskową, to armia wybrała już inne warianty.

Publikacja: 15.01.2026 14:57

Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński (L) i poseł PiS Kacper Płażyński (P) na konferencj

Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński (L) i poseł PiS Kacper Płażyński (P) na konferencji prasowej w siedzibie partii przy ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie, 13 bm. Na spotkaniu zaprezentowano projekt nowego polskiego portu morskiego "Port Haller".

Foto: PAP/Rafał Guz

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jakie są argumenty za budową portu Haller w pobliżu Elektrowni Jądrowej w Choczewie?
  • Dlaczego obecnie brakuje ekonomicznego uzasadnienia dla inwestycji w nowy port ro-ro?
  • Jakie wątpliwości zgłaszają eksperci?

Port Haller to koncepcja wykorzystania infrastruktury towarzyszącej budowanej Elektrowni Jądrowej (EJ) „Lubiatowo-Kopalino” w gminie Choczewo, kilkadziesiąt kilometrów na zachód od Gdyni, do budowy terminala ro–ro, czyli takiego, w którym będą przeładowywane ciężarówki, a nie kontenery.

„Na portowej mapie Polski brakuje wielkiego terminala ro–ro dedykowanego do wielkoskalowego tranzytu naczep drogowych – głównie do Skandynawii i na Wyspy Brytyjskie”, czytamy w prezentacji dotyczącej tej koncepcji. Pomysłodawcy, m.in. poseł Kacper Płażyński z PiS, wskazują, że na inwestycje pod infrastrukturę do elektrowni jądrowej państwo polskie i tak wyda ponad 4 mld zł, więc będą one lepiej wykorzystywane, jeśli w tym miejscu zbuduje się także port. Dlatego warto zbudować „czwarty pełnomorski port ro–ro”, po Gdańsku, Gdyni i Szczecinie-Świnoujściu.

Dyskusyjne walory bezpieczeństwa

Autorzy koncepcji wyliczają takie atuty tej inwestycji jak duża ilość dostępnego miejsca (mowa nawet o 300 ha) oraz fakt, że „port znajdzie się w obszarze działania bazy antyrakietowej w Redzikowie i poza zasięgiem haubic dalekiego zasięgu z Obwodu Królewieckiego”.

Czytaj więcej

Program Orka i nowe fregaty. Nadchodzi duża zmiana w polskiej flocie
Reklama
Reklama

Wydaje się jednak, że w tym założeniu ukryte są dwa błędy, czy jak kto woli, nieścisłości. Po pierwsze, tarcza antyrakietowa w Redzikowie to instalacja amerykańska, która jest częścią systemu Aegis Ashore. Jego zadaniem jest przechwytywanie rakiet balistycznych wystrzelonych np. z Iranu, a nie np. Iskanderów z Obwodu Królewieckiego. Do tego służyć będzie polska bateria systemu Patriot, którą Wojsko Polskie będzie musiało rozmieścić w okolicach Redzikowa. Na tej samej zasadzie Choczewo będzie bronione przez jednostki obrony powietrznej rozmieszczone wokół Trójmiasta. Autorzy propozycji budowy portu tłumaczą, że to „skrót myślowy”.

Z kolei jeśli chodzi o zasięg haubic z Obwodu Królewieckiego, to z doświadczeń ukraińskich wynika, że odległość jest raczej zbyt duża, by tego rodzaju rosyjskie uzbrojenie raziło skutecznie nawet porty Trójmiasta. Nie stanowi ona natomiast problemu dla dronów czy pocisków Iskander. Nie zmienia to faktu, że w założeniach nie powinno to stanowić większego problemu, bo jak mawiał śp. gen. Waldemar Skrzypczak, w razie konfliktu z Rosją ten obwód zostanie zajęty w kilka dni. A nawet jeśli to nie nastąpi, to posiadając potężne zdolności artyleryjskie na pewno będziemy w stanie unieszkodliwić środki ofensywne, które przeciwnik tam ulokuje.

Brak uzasadnienia ekonomicznego. Na razie?

Ile taka inwestycja będzie kosztować? – To zależy od przyjętego modelu biznesowego i zaangażowania innych podmiotów. Pytanie, czy się bierze operatora czy kogoś, kto współfinansuje projekt. My szacujemy, że budowa podstawy portowej z nabrzeżem, czegoś, co można potem rozbudować, to kwota 2–3 mld zł. Np. falochron to koszt przynajmniej 1 mld zł. Gros tych kosztów to infrastruktura dostępowa, kolejowa i drogowa, która i tak powstanie dla EJ – tłumaczy „Rzeczpospolitej” poseł Kacper Płażyński, spiritus movens projektu.

Kiedy port może być gotowy? – Jeśli ta inwestycja byłaby priorytetem, to dokumentację można przygotować w półtora roku. Sam proces budowy nie powinien zająć więcej niż trzy lata – odpowiada polityk PiS.

Czy są jakieś analizy ekonomiczne dowodzące, że budowa tego portu jest opłacalna? – Nie mamy takich badań dotyczących wielkości ładunków. Ale wiemy, że za kilka lat powinien być wreszcie gotowy kolejowy korytarz transportowy z Werony, największego centrum logistycznego w Europie specjalizującego się w ro–ro i taki port w Polsce mógłby na tym korzystać. Druga trasa kolejowa to Rail Intermarium, czyli trasa z Turcji i Zakaukazia do Bałtyku. Nie wiemy, jakie to są ładunki, ale oczywistym jest, że to się opłaca – stwierdza Płażyński i dodaje, że pomysłodawcy chcą rozpocząć debatę i zbiorą dokładne dane.

Czytaj więcej

Na Pomorzu przerzut wojsk ma być łatwiejszy
Reklama
Reklama

Jak komentują to eksperci? – Chciałbym zobaczyć liczby. Bez liczb trudno taki pomysł ocenić. Pytanie, czy jest zapotrzebowanie na kolejny port do obsługi tego typu transportu, czy ma to uzasadnienie ekonomiczne? – zastanawia się Adrian Furgalski, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – PiS lubi rzucać godnościowe hasła wielkich projektów, ale potrzebny jest konkret, by móc to ocenić i nie skończyło się np. jak budowa nowego bloku węglowego w Ostrołęce, na której straciliśmy ok. 1 mld zł. – dodaje.

Wojsko już ma plan rozbudowy innych portów

Bardziej krytyczni są politycy rządzącej koalicji. – Mamy Pakt dla Bezpieczeństwa Polski Pomorze Środkowe. Jest to przyjęty przez rząd dokument, nad którym przez kilkanaście miesięcy pracowaliśmy w resorcie obrony i jest on zaakceptowany przez Sztab Generalny. W kontekście mobilności wojskowej wskazuje on cztery porty, w których trzeba dokonać inwestycji. To: Gdynia, Ustka, Kołobrzeg i Świnoujście. One tworzą spójny system komunikacji drogowej i kolejowej potrzebny do przerzutu wojsk. Wiadomo, jakie inwestycje trzeba wykonać i my już to robimy, np. zarezerwowaliśmy środki na kluczową dla wojska Drogę Czerwoną w Gdyni – mówi „Rzeczpospolitej” Maciej Samsonowicz, doradca wicepremiera, ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza, który odpowiada za przygotowanie tego projektu, i podobnie jak Płażyński jest politykiem z Pomorza. – Wszystko kosztuje. Kołdra jest zawsze za krótka. Ten projekt pojawia się niejako w kontrze do zatwierdzonych już dokumentów wojskowych. Jeśli są podjęte decyzje, to wrzucanie teraz takiego tematu wszystko spowalnia – dodaje.

Nie zmienia to faktu, że dyskusja o potencjalnym porcie w Choczewie właśnie się zaczęła. Ale, by była dłuższa niż tylko kilka dni, potrzebne są analizy ekonomiczne potwierdzające rentowność tego projektu.

Transport
Fabryka samochodów w Tychach zwolni całą trzecią zmianę
Transport
Awaria PKP Intercity. Podróżni nie mogą kupić biletów online
Transport
Rynek budownictwa kolejowego. Inwestycje o podwójnym przeznaczeniu wzmocnią PKP PLK?
Transport
Szefowie polskich lotnisk apelują o nowe regulacje współpracy z MON
Transport
Wojciech Drzewiecki, prezes Samar: Spadek cen samochodów wymusi chińska konkurencja
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama