Ogłoszone w poniedziałek przez Państwową Komisję Wyborczą wyniki (bez 0,03 proc. oddanych głosów) pokazują, że do urn poszło ponad 20 mln Polaków, a różnica między konkurentami wyniosła 500 tys. głosów. To mało w skali kraju, ale dużo, gdyby złożyli w Sądzie Najwyższym protesty podważające wynik. Czy opozycji uda się zmobilizować tak wielu wyborców? Raczej wątpliwe, choć próby będą. Wyborcy, którzy stwierdzą nieprawidłowości, mają na ich złożenie zaledwie trzy dni od podania oficjalnych wyników przez PKW. Cezary Tomczyk, sztabowiec Rafała Trzaskowskiego, jeszcze w niedzielną noc zapowiadał w mediach, że protestów będzie wiele.

Epidemia już nieważna

Co ciekawe, ani Andrzej Duda, ani Rafał Trzaskowski w wystąpieniach bezpośrednio po zakończeniu głosowania nie odnieśli się nawet słowem do epidemii koronawirusa i wynikających z niej obostrzeń, ani do tego, że wybory prezydenckie, po ich nieodbyciu 10 maja, ogłoszono ponownie. Wskazując na te nieprawidłowości, część ekspertów uznała te wybory za niespełniające kryteriów uczciwości. Tego zarzutu jednak główni gracze obecnie nie podnoszą; w poniedziałek po godz. 14 Rafał Trzaskowski pogratulował reelekcji prezydentowi Andrzejowi Dudzie.

Czytaj też:

Sędzia Stępkowski: Nowa izba SN gotowa na wyborcze skargi

Wybory: mało czasu na zastrzeżenia do głosowania

Kazus Kingi Dudy

Nie zadbano o wyjaśnienie zasad głosowania w pierwszej i drugiej turze poza miejscem zamieszkania. Okazało się to brzemienne w skutkach dla córki prezydenta Kingi Dudy. 28 czerwca głosowała w Londynie, gdzie teraz pracuje, a na drugą turę przyjechała do Polski, by głosować z rodzicami. Okazało się jednak, że nie miała paszportu, którego numer figurował w zaświadczeniu – a paszportu nie miała przy sobie i musiała przyjść jeszcze raz. Zmianę miejsca głosowania w drugiej turze można było zgłosić tylko 29 i 30 czerwca.

Najwięcej wątpliwości od początku budziło głosowanie korespondencyjne. Niby nic nowego, bo ta formuła już istniała, ale jej poszerzenie spowodowało kłopoty z dostawą pakietów przez Pocztę Polską (na terenie kraju). Wyborcy za granicą informowali, że nie doręczono im pakietów. – Ale to nie może być podstawą protestu – mówi Beata Tokaj, radca prawny, była szefowa Krajowego Biura Wyborczego.

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

W nowej sytuacji znaleźli się niepełnosprawni, dotąd główni zainteresowani głosowaniem pocztowym. Po zmianie stanowiska przez PKW, że zgłoszenie zamiaru skorzystania tej formy musi nastąpić „ustnie" (a „telefonicznie" to nie „ustnie"), musieli udać się do urzędu – nie każdy mógł. Przez telefon o pakiet wyborczy mogły prosić tylko osoby w kwarantannie.

Nie znamy jeszcze skali zjawiska, ale są już doniesienia o nieprawidłowościach. Przede wszystkim chodzi o nieopieczętowane karty do głosowania. Gdy taka trafi do urny, głos powinien być uznany za nieważny, a stwierdzenie karty bez pieczęci odnotowuje w protokole obwodowa komisja.

Inny wyborca otrzymał pocztą nieopieczętowaną kartę i poprosił komisję o jej wymianę. Komisja odmówiła, bo uznała, że istnieje ryzyko, iż ten wyborca oddał już głos.

– Decyduje tu dobra wola urzędnika wyborczego. W podobnej sytuacji konsul w USA wymienił kartę – dowiadujemy się od urzędnika wyborczego. Kłopotem był zbyt krótki termin na dostarczenie karty do głosowania, szczególnie poza Polską, gdzie pakiet należało odesłać do konsulatu na własny koszt. Za rozważeniem możliwości likwidacji głosowania za granicą jest sędzia SN Wiesław Kozielewicz, były szef PKW.

Koniec z głosem Polonii?

– Wybory za granicą są kłopotliwe z powodów organizacyjnych i poniesionych kosztów. Na to nałożyły się jeszcze obostrzenia związane z koronawirusem. Może trzeba przemyśleć likwidację możliwości głosowania poza krajem. Głos mieliby obywatele przebywający w dniu wyborów w Polsce – powiedział „Rz".

Były też kłopoty z dostarczeniem pakietów. W poprawczaku w Świdnicy głosować chciało dwóch 20-latków. Poczta twierdziła, że listonosz miał dla nich pakiety, ale nikogo nie zastał w ośrodku, ale monitoring nie wykazał, by listonosz próbował tam cokolwiek doręczyć.

Trzy dni i trzy tygodnie

Wyborca, który uważa, że naruszono jego prawa lub wręcz uniemożliwiono oddanie głosu, może powiadomić o tym sąd, a czasem też prokuraturę. Według art. 15 kodeksu wyborczego protest przeciw wyborowi prezydenta RP musi mieć formę pisemną. Trzeba wskazać, co uniemożliwiło prawidłowe głosowanie. Na jego złożenie są trzy dni od daty uchwały PKW. Protesty rozpoznają sędziowie Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN. Po 21 dniach cała ta izba SN orzeknie, czy wybór był ważny. Nie wiadomo, co będzie, jeśli uchwała nie zapadnie w tym terminie – niektórzy uważają, że to może oznaczać nowe wybory. Przestępstwa przeciw wyborom i referendum opisuje kodeks karny w rozdziale XXXI. W art 248 mówi on (w pkt 2) o używaniu „podstępu celem nieprawidłowego sporządzenia dokumentów wyborczych", za co grozi kara więzienia do lat trzech. Można próbować tak kwalifikować dystrybucję nieopieczętowanych kart do głosowania – równie dobrze brak pieczęci może być uznany za zwykłe przeoczenie.