Każda z tych linii zapłaci powyżej 20 tysięcy euro grzywny za wprowadzenie drastycznych ograniczeń dotyczących wielkości bagażu podręcznego, jaki pasażer ma prawo wnieść na pokład i pobieranie zawyżonych opłat za prawo zabrania go do kabiny.

Skarga została początkowo wniesiona przez stowarzyszenie konsumenckie Facua przeciwko Ryanairowi, ale szybko okazało się, że Irlandczycy nie są jedyni, którzy zarabiają na czym tylko się da i sprawę przejęły władze.

Felix Alonso, dyrektor generalny ds. ochrony praw konsumentów w lokalnych majorkańskich władzach uznał, że pasażerowie podróżujący z tej wyspy muszą mieć prawo do bezpłatnego bagażu podręcznego, ponieważ oprócz promu pomiędzy wyspą i lądem nie kursuje tam inny środek transportu. Władze majorkańskie uznały, że linie lotnicze nadużywają możliwości pozyskania dodatkowych przychodów i zarabiają na tym poważne kwoty pieniędzy. To dlatego easyJet i Eurowings muszą teraz zapłacić po 21,5 tys. euro grzywny, hiszpańska niskokosztowa Volotea — 24 tys. euro, czyli tyle samo, ile wcześniej ukarane Ryanair i Vueling. Od tych kar nie ma odwołania.

Niskokosztowe linie lotnicze starają się kasować swoich pasażerów za wszystko, a prawo do przewozu bagażu uzależniają od tego, czy pasażer wybrał taką możliwość kupując bilet i odpowiednio za to zapłacił. Tymczasem hiszpańskie prawo nakazuje przewoźnikom zaakceptowanie pasażera z bagażem kabinowym pod warunkiem, że nie przekracza on określonych wymiarów. Balearski Departament ds. Konsumpcji jest znany z determinacji w ochronie praw konsumentów. Kilka miesięcy temu ukarał kilka linii lotniczych za to, że nie udostępniały swoim klientom bezpłatnych numerów telefonów, pod które można dzwonić w razie zawirowań w podróży.

Majorkańskie władze konsumenckie szczególnie uwzięły się na hiszpańskiego niskokosztowego Vuelinga. Oprócz konieczności uiszczenia kary w wysokości 24 tys. euro za nadużycia przy pobieraniu opłat bagażowych dołożyły mu jeszcze kolejne 28,5 tys. euro za dwa mniejsze przewinienia. W tym wypadku chodziło o to, że dwojgu pasażerom odmówiono wejścia na pokład, ponieważ nie mieli wypełnionych dokumentów lokalizacyjnych. A nie zrobili tego, ponieważ czasowo odpowiednia strona w internecie nie była aktywna. Nie było tam również bezpłatnego numeru telefonu, pod który można byłoby zadzwonić i wyjaśnić sytuację, ani linku do strony, gdzie można byłoby złożyć reklamację.

Czytaj więcej

Ryanair bardziej ekologiczny. Wózki bagażowe na prąd na wybranych lotniskach