Ani jedna, ani druga linia nie chce komentować obecnej sytuacji.

Na razie wiadomo, że Brytyjczycy uznali węgierską ofertę za niekorzystną, bez jakiejkolwiek premii dla akcjonariuszy, dlatego cały zarząd solidarnie nie zgodził się na jej przyjęcie. Tyle że EasyJet jest w trudnej sytuacji finansowej i musi poszukać przynajmniej równowartości 2 mld dolarów, żeby samodzielnie przetrwać. Jeśli to się uda, brytyjski przewoźnik będzie w stanie operować przez nadchodzące trudne miesiące zimowe, by potem móc poczekać na wiosenno-letnie odbicie w popycie na podróże lotnicze.

Wizz Air jest silny przede wszystkim w Europie Środkowej i Wschodniej. EasyJet na zachodzie kontynentu, głównie w Wielkiej Brytanii, gdzie Wizz Air dopiero się umacnia. O tym, że wcześniej czy później te dwie linie się połączą mówił jeszcze rok temu prezes Ryanaira, Michael O’Leary. I zapewniał, że nie obawia się takiego konkurenta, bo nikt nie będzie w stanie utrzymać tak niskich cen biletów, jak właśnie kierowany przez niego przewoźnik.

Z drugiej strony jednak wiadomo, że europejski rynek lotniczy dojrzewa do kolejnej rundy konsolidacji, zwłaszcza że pandemia COVID-19 wcale nie daje się zdusić. Linie będą teraz potrzebowały więcej pieniędzy żeby przetrwać, a rządy niekoniecznie są gotowe do kolejnych rund pomocy publicznej. Zdaniem analityków pomysł połączenia Wizza i Easy wcale nie jest nietrafiony. — Jeśli połączymy siatkę EasyJeta i bazę pasażerską Wizz Aira, to taka grupa lotnicza byłaby skazana na sukces, nawet w tych trudnych czasach. I z pewnością stanowiłaby potężną siłę w Europie i mogłaby w niej nieźle namieszać — uważa Daniel Roeska z Bernsteina, jeden z najbardziej znanych analityków rynku lotniczego. Przyznaje jednocześnie, że różnice kulturowe i styl zarządzania w obu liniach bardzo się różnią. Więc mógłby być z tym kłopot.

A europejski rynek rzeczywiście odbija, tyle że to odbicie nie jest równomierne. EasyJet ucierpiał z powodu niespójnej brytyjskiej polityki dotyczącej ograniczeń sanitarnych i nadal ma kłopoty. A Wizz Air już odleciał wszystkim i powrócił do oferowania na poziomie nawet wyższym niż ten z 2019 roku. A jego plany jeszcze ostrzejszej konkurencji z Ryanairem wcale nie są zbyt ambitne. I żeby nie wiadomo jak Michael O’Leary przekonywał o sprawniejszym modelu kosztowym, to właśnie ta kosztowa baza w Wizz Airze jest niższa. To dlatego właśnie Węgrzy bez rozwijają się na rynku austriackim, włoskim i brytyjskim i zakładają tam nowe bazy.

Jakiś czas temu prezes Ryanaira opowiadał o konsolidacji w Europie i prognozował, że ostatecznie znajdzie się tutaj 5 grup lotniczych. Jak na razie mamy Grupę Lufthansy, Air France-KLM, IAG oraz Grupa Ryanaira, czyli polskiego Buzza, maltańską Air Malta i austriackie Lauda Air. A piąta? O’Leary stawiał właśnie na Wizz Aira i EasyJeta.

Dlaczego? Zacznijmy od floty — obie linie latają wyłącznie Airbusami, a gdyby połączyć ich floty, to wyszłoby 300 samolotów, czyli mniej więcej tyle, ile obecnie ma Ryanair. Wizz Air z pewnością potrafiłby pomóc EasyJetowi w zarządzaniu kosztami. Nie mówiąc już o tym, że taki potężny przewoźnik, jako konkurent Ryanaira, potrzebny jest na europejskim rynku także nam, pasażerom.