Blisko godzinny film Darii Galant ogląda się z zapartym tchem. Trudno nie poddać się tej historii toczącej się w rytm zwierzeń aktora, którą ilustrują jedyne w swoim rodzaju zdjęcia - także archiwalne - i świetnie dopasowana muzyka.
- Na moim koniu, z szablą w ręku nie boję się nikogo, bo żaden szermierz tak nie jeździ jak ja, a żaden jeździec nie zna szermierki w tym stopniu - mówi śmiejąc się Olbrychski, ale w tym stwierdzeniu nie ma ani krzty przechwalania się.
Z końmi był zżyty od chłopięcych lat, najpierw uczył się jazdy na oklep. Z profesjonalnym ujeżdżaniem zetknął się, gdy otrzymał rolę Rafała Olbromskiego w „Popiołach” w reżyserii Wajdy. Miał wtedy 20 lat. Zgodnie z powieścią i scenariuszem miał świetnie jeździć konno. Zaopiekował się nim wtedy Wiktor Olędzki - rotmistrz, trener kadry, przedwojenny reprezentant Polski w skokach. Kiedy aktor powiedział, że chce w ciągu roku nauczyć się tak jeździć, by widzowie byli przekonani, że jest do konia stworzony, usłyszał w odpowiedzi: - A czy nie chciałbyś nauczyć się wyższej matematyki w ciągu trzech miesięcy mając 6 lat? Przez pierwsze tygodnie, a może miesiące - nie powąchasz strzemion.
Kiedy Olbrychski przyszedł do niego po kilku dniach pokazując krwawiące rany na łydkach, trener zamiast go pożałować, powiedział tylko, że powinny być w innym miejscu... Aktor śmieje się na te wspomnienia. Do dziś bardzo podoba mu się jazda kowbojska, bo ma wiele wspólnego z kawaleryjską. Jedna ręka pozostaje wolna, a prawej można użyć do szabli.
- Czasami także do piwa, gdy się stępa wraca - mówi i dodaje - kocham taką nonszalancję i luz. Tak przecież jeździła polska kawaleria.
Ten luz widzowie zobaczą w czasie konnej jazdy aktora utrwalonej na taśmie filmowej. W stajni w Żółwinie pod Warszawą mieszka 17-letni Cudek, koń Daniela Olbrychskiego, o którym aktor mówi: mój przyjaciel. - Starzejemy się równo, uczymy od siebie wzajemnie, bo koń potrafi nauczyć stosunku do świata.
Rozumieją się w pół spojrzenia, a Cudek jest bardzo spokojny przy panu i mimo swego ognistego temperamentu odziedziczonego po świetnych rasowych przodkach Arabach, przytula się do niego jak kot. Autorka filmu pokazuje cały rytuał spotkania - od marchewki wręczanej na powitanie, poprzez czyszczenie, wspólną przejażdżką i powrót... - Na konia trzeba mieć czas, to przyjemność, że wszystko robi się samemu – mówi.
Są i wspomnienia, bo w aktorskiej karierze Daniela Olbrychskiego wiele było ról, w których dosiadał rumaki. Jego wyczyny do tej pory zadziwiają Monikę Słowik, dyrektorkę Wyścigów Konnych Partynice we Wroclawiu, która mówi, że nie widziała, by koń tak poddał się woli jeźdźca i położył pod nim, jak miało to miejsce w „Potopie”. Olbrychski opowiada też, skąd wzięła się jego mołojecka sława, o zadaniach, które wykonywał na planie, choć były bardzo niebezpieczne. Zdarzyło mu się wykonywać upadki z konia w zastępstwie kaskaderów, uciekać przed pogonią psów na ogierze, choć przekraczało to ramy scenariusza. Dziś przyznaje, że nie było to zbyt profesjonalne, bo ryzyko wypadku było niemałe.
Widzowie dowiedzą się też, w jakich okolicznościach Daniel Olbrychski stał się posiadaczem siodła Kirka Douglasa i dlaczego ma nadzieję, że u schyłku życia będzie podobny do Lwa Tołstoja.
Obiecuję wiele wzruszeń.