Na początku tej filmowej opowieści widzimy, jak nastoletnia Sonita Alizadeh Afganka próbuje urządzić się w Teheranie z siostrą i jej córką, podobnie jak część jej siedmiorga rodzeństwa, które wyjechało z rodzinnego kraju. Ojciec zmarł, a matka została w Afganistanie.
Sonita znaczy jaskółka. W Iranie zaś także daleko do raju. Ona i jej bliscy przebywają w tym kraju nielegalnie i nie mają żadnych dokumentów. Ona chce śpiewać rap i nagrać z kolegą piosenkę w studiu nagraniowym. Jego właściciele obawiają się jednak problemów i mówią, że za nagranie jednej piosenki będą musieli zapłacić tysiąc dolarów.
Teherański ośrodek, pod którego opieką przebywa 160 dzieci, nie może jako instytucja wspierać Sonity, od kiedy zaczęła występować publicznie. Zresztą tu, podobnie jak w Afganistanie, śpiewające dziewczyny są niemile widziane.
Sonita ma zeszyt, do którego wkleja opowieści o swoich marzeniach: upragnionym pięknym domu, dobrze wyposażonym studiu nagraniowym. Kiedy natomiast do Teheranu przyjeżdża jej matka – wypadki zaczynają toczyć się szybciej. – W Afganistanie dziewczynkom nie godzi się śpiewać. To nieprzyzwoite – mówi jej matka.
I chce zabrać córkę do Afganistanu, aby zgodnie z wolą brata wydać ją za mąż. W ten sposób otrzyma on pieniądze, którymi z kolei będzie mógł zapłacić za swoją narzeczoną. Chodzi o 9 tysięcy dolarów. Według Afghanistan Independent Human Rights Commission przynajmniej 15 procent Afganek wychodzi za mąż przed ukończeniem 15. roku życia.