Gdy 14-letnia Maria Antonina z dynastii Habsburgów pojawiła się w Wersalu, by wyjść za mąż za Ludwika Augusta Burbona (późniejszego króla Francji Ludwika XVI) i przypieczętować mariaż dwóch europejskich dynastii, rysowała się przed nią wspaniała przyszłość. Miała zostać władczynią potężnego królestwa i dać Ludwikowi następcę tronu. Zadanie okazało się trudne do wykonania.
Niedoświadczony w sprawach damsko-męskich Ludwik, całkowicie pochłonięty swoim hobby – majsterkowaniem – nie kwapił się do spełniania małżeńskich obowiązków w królewskiej sypialni. Wrzucona w obcy świat Maria, zmuszona do poddania się absurdalnej dworskiej etykiecie, była coraz bardziej osamotniona...
Tak losy Habsburżanki przedstawia Sofia Coppola w „Marii Antoninie”. Reżyserka, przygotowując się do realizacji, przeczytała biografię królowej autorstwa Stefana Zweiga, a także książkę o jej życiu napisaną przez Antonię Fraser, ale nie miała zamiaru kręcić filmu historycznego.
Odtworzone z pietyzmem wnętrza Wersalu i obowiązujące na dworze rytuały stanowią jedynie kostium dla opowieści o dziewczynie, przypominającej współczesną nastolatkę, która żyje w luksusowym, ale pustym, odciętym od życia świecie. Tak jak dzisiejsze gwiazdki popkultury – Paris Hilton lub Britney Spears.
Premiera filmu odbyła się w 2006 roku na festiwalu w Cannes. Miał być czarnym koniem konkursu. Jednak – z powodu ujęcia przez Coppolę tematu – wywołał rozczarowanie. Mimo to jego atutem są scenografia i świetnie dobrana, ostra rockowa muzyka.
Maria Antonina przeszła do historii jako kobieta, która wolała bawić się i błyszczeć w modnych strojach, niż poważnie zajmować się polityką. Jej przeciwieństwem była Elżbieta I, zwana królową dziewicą. Stworzyła podstawy brytyjskiego imperium, a era jej rządów była nazywana Złotym Wiekiem. W filmach jej postać pojawiała się dotąd aż 54 razy.
Ostatnio z powodzeniem wcielała się w nią Cate Blanchett. Najpierw znakomicie pokazała przemianę Elżbiety z młodej kobiety w świadomą swoich obowiązków władczynię w „Elizabeth”. Później zagrała już dojrzałą monarchinię w „Elizabeth: Złotym wieku”. Druga część przedstawia królową w chwili jej największego triumfu – zwycięstwa nad hiszpańską Wielką Armadą w 1588 roku.
Choć od wstąpienia Elżbiety na tron minęło już niemal 30 lat, ona nadal czuje się niepewnie w swej roli. Cate Blanchett wyśmienicie oddała każde wahanie bohaterki – jako kobiety spragnionej uczuć, a także wodza armii i polityka.
Najciekawsze w filmie reżyserowanym przez Shekhara Kapura (ur. w Lahaur w Indiach Brytyjskich, obecnie Pakistan) są sceny audiencji na dworze Elżbiety, podczas których liczni władcy europejscy ubiegają się o jej rękę i tron Anglii. Zmęczona monarchini odprawia kolejnych kandydatów z kwitkiem. Widać, że rytuały dworskie ją męczą, sztywny gorset dyplomatycznych zwyczajów uwiera, ale rolę niewzruszonej królowej dziewicy musi odegrać do końca. Dla Kapura – podobnie jak dla Sofii Coppoli w „Marii Antoninie” – fakty historyczne są kwestią drugorzędną.
Oba filmy skupiają się na emocjonalnym wymiarze opowieści. Pokazują życie królowych tak, by mogły się w nim przejrzeć współczesne kobiety. Inaczej postępuje Anglik Stephen Frears w „Królowej”. Jego dramat o sytuacji na dworze Windsorów po śmierci księżnej Diany przedstawia prawdopodobną wersję zdarzeń. Ma mocne oparcie w faktach.
W sierpniu 1997 roku, po tragicznym wypadku Diany, Anglicy oczekiwali, że królowa Elżbieta II odda hołd zmarłej, przemawiając m.in. do narodu i każąc opuścić flagę na pałacu Buckingham do połowy masztu. Jednak władczyni, która od dziecka przyuczana była do powściągania emocji i zachowań zgodnych z dworską etykietą, nie wyobraża sobie publicznego wyrażania uczuć.
Film jest wybornym studium konfliktu między tradycją (świat królowej) a nowoczesnością (media i opinia publiczna), a gra Helen Mirren w tytułowej roli była aktorskim wydarzeniem 2007 roku.
Artystka stworzyła przebogaty portret Elżbiety II. Można ten występ podsumować, parafrazując słowa premiera Winstona Churchilla: „Jeszcze nikt nie wyraził tak wiele za pomocą tak niewielu środków wyrazu”. Ten minimalizm przyniósł Mirren zasłużonego Oscara i nieformalny tytuł królowej wśród aktorek.
[srodtytul]Księżna inna niż wszystkie [/srodtytul]
Kiedy 28 lipca 1980 roku w „The Sun” ukazało się pierwsze zdjęcie lady Diany Spencer, przyszłej żony następcy tronu, fotoreporterzy zakochali się od razu w nieśmiałej, kruchej nastolatce i nie odstąpili jej już ani na krok. Świetnie dawała sobie radę z mediami, bo dobrze wiedziała, że bez zainteresowania dziennikarzy rodzina królewska straciłaby na znaczeniu.
Księżna Diana sprzeciwiała się panującemu w królewskiej rodzinie zwyczajowi zachowania powściągliwości w uczuciach. Dawała swoim synom dużo ciepła i poczucie bezpieczeństwa, prowadziła działalność dobroczynną i charytatywną. Świat ją podziwiał, lecz królowa nie darzyła względami synowej, ignorującej konwenanse przynależne swojemu stanowi.
Tragiczna śmierć Diany w wypadku samochodowym 31 sierpnia 1997 roku do dziś wywołuje wiele pytań. Jedna z wersji mówi, że był to zamach zorganizowany przez brytyjskie służby specjalne, o czym ma świadczyć sposób prowadzenia śledztwa. Opowiada o nim film zrealizowany przez niemieckich dokumentalistów.
[i]Elizabeth – złoty wiek
20.00 | Canal+ | sobota
Królowa
22.05| Canal+ | sobota
Maria Antonina
11.30 | HBO | piątek
Diana kontra Królowa
23.45 | TVP info | piątek[/i]