Reklama

Intrygujący horror z prostą muzyką

„Zagłada domu Usherów” w Operze Narodowej to spektakl wyjątkowy, bo oryginalne pomysły reżysera pomogły kompozytorowi

Aktualizacja: 17.11.2009 09:46 Publikacja: 16.11.2009 01:09

„Zagłada domu Usherów” w Operze Narodowej

„Zagłada domu Usherów” w Operze Narodowej

Foto: Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski

Reżyserem jest debiutująca w operze Barbara Wysocka. Kompozytorem – Amerykanin Philip Glass, kultowy twórca tzw. minimalizmu, czyli muzyki zredukowanej do kilku motywów powtarzanych po wielokroć. Jednych wprawia to w trans, drugich irytuje, niemniej 72-letni Glass ma zapewnione miejsce w historii sztuki.

Kto nie zna twórczości Glassa, w „Zagładzie domu Usherów” otrzyma od razu jej kwintesencję. To 90 minut prostych, momentami banalnych tematów, ale mających klimat. Muzyka wwierca się nam w mózg, skutecznie dołując psychicznie, choć to jej jedyna zaleta. W wielu momentach całkowicie brak w niej dramaturgii, Glass zresztą nie kryje, że liczy na inwencję reżysera. Tego nauczył się w filmie, z którym chętnie współpracuje.

Barbara Wysocka, jak typowy reżyser młodego pokolenia, nie zważała na wskazówki zawarte w libretcie według opowiadania mistrza horroru Edgara Allana Poe. Na kameralnej scenie warszawskiej Opery Narodowej nie ma ponurego domu, mgieł i wichrów oraz trumny, w której Roderick Usher przedwcześnie złożył ciało zmarłej, jak mu się wydawało, siostry Madeleine.

Zrezygnowawszy z gotyckiej scenerii i krwawych zjaw, Barbara Wysocka wymyśliła ciekawszą, współczesną opowieść. Zagłada dokonuje się tu w psychice bohaterów, gdyż chore relacje między nimi muszą prowadzić do samodestrukcji. Reżyserka niczego jednak nie rozstrzyga, widz pozostaje w kręgu jej sugestywnych podpowiedzi, ale sam musi sobie wytłumaczyć, co naprawdę łączyło Rodericka i Madeleine.

Wiadomo tylko, że nie ma powrotów do szczęśliwej przeszłości, a taką próbę chciał podjąć z Usherami ich przyjaciel William. Dzięki prostym środkom inscenizacyjnym powstał spektakl intrygująco wieloznaczny, dynamiczny, a przy tym – rzadkość w dzisiejszej operze – absolutnie zgodny z muzyką.

Reklama
Reklama

Reżyserka świetnie też poprowadziła wykonawców obu obsad: Agnieszkę Piass i Agatę Zubel (Madeleine), Briana Stuckiego i Tomasza Krzysicę (Roderick) oraz Adama Szerszenia i Andrzeja Witlewskiego (William). Dyrygent Wojciech Michniewski zapewnił zaś wysoki poziom muzyczny. Czegóż zatem można wymagać więcej?

 

 

 

 

Teatr
Styczniowe premiery Teatru TV bez wyróżnień
Teatr
Piotr Domalewski po „Ministrantach” wraca do teatru dyskutować o polskich bohaterach
Teatr
Anna Dymna wróciła do Teatru TV. TVP VOD ma „Norymbergę" z Crowem na wyłączność
Teatr
„Europa” Warlikowskiego: a nie mówiłem, że jesteśmy mordercami i kanibalami?
Teatr
„Europa” Krzysztofa Warlikowskiego. Cielecka, Chyra, Ostaszewska o krwawych tajemnicach Europy
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama