Reklama

John M. Coetzee przyjedzie na Malta Festival w Poznaniu

Węgier Kornel Mundruczo wystawił w Wiedniu „Hańbę". Spektakl, brutalniejszy niż książka Johna M. Coetzeego, w lipcu przyjedzie na festiwal do Poznania

Publikacja: 21.05.2012 08:10

John M. Coetzee przyjedzie na Malta Festival w Poznaniu

Foto: ROL

Bohater „Hańby" to dwukrotnie rozwiedziony profesor literatury David Lurie z Kapsztadu (RPA), zafascynowany motywem Lucyfera. Próbuje dorównać mu cynizmem i naśladować amoralną wolność – w stosunkach seksualnych z kobietami: prostytutką, sekretarką i studentką. Tak oto zabija nieznośną lekkość bytu na progu starości.

W kinowej adaptacji „Hańby" profesora zagrał John Malkovich. Reżyser Steve Jacobs skorzystał z tego, że diaboliczny uśmiech filmowego casanowy rozmyła do szczętu starość.

Zarówno w książce, jak i ekranizacji lucyferyczny podrywacz traci kontrolę nad życiem, staje się bezsilny. Został oskarżony o molestowanie studentki i wyrzucony z uczelni. Ale poczucie klęski przytłacza go, dopiero gdy odwiedza córkę. Zgwałcili ją czarnoskórzy sąsiedzi, a w skomplikowanej rzeczywistości RPA ani ona, ani ojciec nie mogą nic przeciw nim zdziałać.

O ile książka i scenariusz zbudowane są jak antyczna tragedia, o tyle węgierski spektakl Mundruczo pokazany na festiwalu Wiener Festwochen eksponuje groteskę męskiej hipokryzji i zwierzęcej seksualności leżących u podłoża dramatu kobiet. Oglądamy moralitet o współczesnym Adamie. W różnych wcieleniach, z różnymi społecznymi maskami – nieustannie dokonuje gwałtu na Ewie, czyniąc z jej życia piekło.

Ten zabieg uwypukla delikatnie zarysowaną w powieści analogię między białym profesorem, wykorzystującym dwudziestolatkę, a czarnoskórymi gwałcicielami, którzy wybrali na ofiarę jego córkę.

Reklama
Reklama

Wzmocnieniu efektu służy także to, że zamiast studentki oglądamy gimnazjalistkę, a jej historię ilustrują fragmenty radzieckiej bajki „Wilk i zając". Po latach, w nowym kontekście, zaskakuje jako zapis nieustannej męskiej agresji i próby przemocy. Niemal pedofilskiej.

Węgierscy aktorzy, z Sandorem Zsoterem (David Lurie) na czele, bezpruderyjnie odgrywają brutalne gwałty: dosłownie poniewierają po scenie ciała aktorek.

Mundruczo znalazł też współczesny ekwiwalent literatury Byrona. To śpiewany przez cały zespół song „I Talk To The Wind" z lucyferycznej płyty „In The Court Of The Crimson King" grupy King Crimson – o tym, że gdy człowiek znajduje się na dnie rozpaczy, nikt nie wysłucha jego błagania o pomoc i litość. Reżyser nie pozostawia złudzeń: świat jest areną przemocy i śmierci.

Nadzieja gaśnie z wiekiem, a ludzkość czeka taki sam los jak skazane na eksterminację bezdomne psy ze schroniska, gdzie dorabia Lurie. Powstał piekielnie mocny spektakl o ludzkiej samotności, która bierze się z poczucia krzywdy, ale również produkuje zło na globalną skalę.

Polski pokaz odbędzie się 3 lipca na Malta Festival. Jesteśmy współproducentem przedstawienia wraz z Festival d'Avignon, gdzie zostanie zaprezentowany później.

W Poznaniu zaplanowano też światową prapremierę opery „Slow Man" według libretta Coetzeego z muzyką flamandzkiego kompozytora Nicholasa Lensa w inscenizacji Mai Kleczewskiej. John M. Coetzee będzie gościem specjalnym Malty, a Uniwersytet Poznański nada mu tytuł doctora honoris causa.

Reklama
Reklama

—Jacek Cieślak z Wiednia

Teatr
Styczniowe premiery Teatru TV bez wyróżnień
Teatr
Piotr Domalewski po „Ministrantach” wraca do teatru dyskutować o polskich bohaterach
Teatr
Anna Dymna wróciła do Teatru TV. TVP VOD ma „Norymbergę" z Crowem na wyłączność
Teatr
„Europa” Warlikowskiego: a nie mówiłem, że jesteśmy mordercami i kanibalami?
Teatr
„Europa” Krzysztofa Warlikowskiego. Cielecka, Chyra, Ostaszewska o krwawych tajemnicach Europy
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama