Reklama

Uczta mistrzów

Fascynujący spektakl o starciu dwóch wybitnych kompozytorów w wykonaniu aktorskich sław. Roman Wilhelmi gra Jerzego Fryderyka Haendla, Janusz Gajos – Jana Sebastiana Bacha.

Publikacja: 09.04.2009 20:08

Janusz Gajos

Janusz Gajos

Foto: Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak

Wielcy muzycy XVIII wieku spotykają się pierwszy i jedyny raz na kolacji, podczas której przez kilka godzin dyskutują o sztuce, sławie, pieniądzach i osobistych wyborach. Obaj urodzeni w 1685 roku są już u schyłku artystycznej i życiowej drogi.

Licytują się na dzieła, chwalą osiągnięciami, opowiadają o wyrzeczeniach i kosztach, jakie ponieśli, by poświęcić się pracy. Toczą spór, którego ludzie zajmujący się sztuką nie rozstrzygnęli po dziś dzień: Czy liczy się sukces finansowy, schlebianie gustom i zabieganie o popularność, czy może tworzenie jest celem samym w sobie, a pieniądze i sława to jedynie dodatkowe profity?

Autor „Kolacji na cztery ręce” – niemiecki muzykolog Paul Barz, wykorzystując znakomitą znajomość życiorysów obu kompozytorów, opisał sytuację fikcyjną. W rzeczywistości Haendel i Bach nigdy się nie spotkali.

Zrobił to jednak tak zręcznie, że gotowi jesteśmy wierzyć w każde padające z ekranu słowo. Roman Wilhelmi przelatuje przez telewizyjną scenę jak przeciąg. Jego Haendel jest zadufanym, aroganckim bywalcem salonów. Oburza się, gdy członkowie Towarzystwa Nauk Muzycznych, którzy spotkali się w Lipsku, nie oddali mu odpowiedniej czci. Przyzwyczaił się, że na jego widok powstają królowie i kardynałowie. Jest przecież Orfeuszem swoich czasów, najlepiej płatnym muzykiem na świecie.

Bach Janusza Gajosa to skromny, nieobyty w towarzystwie kantor z kościoła św. Tomasza. Ma na utrzymaniu żonę i dwadzieścioro dzieci. Komponuje w skromnym pokoju na plebani. Nigdy nie był we Włoszech, bo dla niego „za daleko, za drogo”. Na swojej „Pasji wg św. Mateusza” nie zarobił ani grosza.

Reklama
Reklama

Z pozoru podział ról jest prosty. Bach to artysta prowincjonalny, kochający żonę, dzieci i muzykę. Haendel – światowiec, z dużym majątkiem i sławą, któremu zabrakło czasu na założenie rodziny. Ale wraz z przybywaniem kolejnych potraw wnoszonych przez Jana Krzysztofa Schmidta (Jerzy Trela), a przede wszystkim wypijanych przez muzyków trunków bohaterowie zaczynają odsłaniać swoje prawdziwe charaktery.

Świetne przedstawienie Kazimierza Kutza nie zestarzało się ani trochę, mimo że od premiery minęło już prawie 20 lat.

[i]Kolacja na cztery ręce

20.00 | TVP Kultura | wtorek[/i]

Teatr
Brak ustawy o teatrze to absurd
Teatr
Teatr Umer i Lupy ocalony od zapomnienia. Już do obejrzenia w TVP VOD
Teatr
„Gaśnica Brauna" w rekonstrukcji procesu mordercy prezydenta Narutowicza
Teatr
„Tkocze” Mai Kleczewskiej z Grand Prix Boskiej Komedii
Materiał Promocyjny
Technologie, które dziś zmieniają biznes
Teatr
Nie żyje Piotr Cieplak, reżyser m. in. „Nart Ojca Świętego" Jerzego Pilcha
Materiał Promocyjny
Lojalność, która naprawdę się opłaca. Skorzystaj z Circle K extra
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama