O „Aeon’s End” miałam już okazję pisać przy okazji recenzowania jednej z odsłon tej rozbudowanej serii, czyli „Aeon’s End: Wygnańcy”. Chociaż słowo „rozbudowana” nie oddaje w pełni rozmiaru tego uniwersum. O kolejne pozycje, mniejsze i większe dodatki można się wręcz potknąć. Co ciekawe, nie chodzi wyłącznie o dodawanie w kolejnych pudłach nowych potworów do pokonania bądź bohaterów do grania. Seria rozwija się zarówno fabularnie – wzbogacana o coraz to nowe elementy oraz zwroty akcji, jak i mechanicznie. W tym drugim przypadku, chociaż wciąż jest to kooperacja oparta na tzw. deck-buildingu, dostaliśmy i kampanie (gdzie rozgrywamy serie scenariuszy połączonych wspólną historią), i edycję legacy (w której w pewnym sensie „niszczymy” czy też modyfikujemy elementy gry np. przez umieszczanie na kartach naklejek zmieniających ich zdolności).