Trwający od 3 września strajk pracowników sądownictwa, domagających się znaczących podwyżek pensji, kompletnie sparaliżował kolumbijski wymiar sprawiedliwości i kosztował do tej pory kraj 57 milionów dolarów. Nie zapadły wyroki w 160 tysiącach spraw. Wolność odzyskało 2720 osób aresztowanych za zabójstwa, napady, porwania, kradzieże i handel narkotykami. Między innymi winni uprowadzenia i zamordowania w2006 roku Liliany Gavirii, siostry byłego prezydenta Kolumbii.
Prezydent Alvaro Uribe, konserwatysta, który nie boi się zdecydowanych kroków, przyznał w orędziu do narodu, że to właśnie perspektywa wyjścia na wolność groźnych przestępców skłoniła go do wprowadzeniu na 90 dni stanu wyjątkowego w całym kraju. Zgodnie z kolumbijską konstytucją w razie „zagrożenia stabilności instytucji” głowa państwa może rządzić za pomocą dekretów.
Na spełnienie żądań płacowych pracowników sądownictwa trzeba by wydać127 mln dolarów.
– Rząd nie jest do tego stopnia nieodpowiedzialny, by próbować ugasić strajk za wszelką cenę i przyjąć kompromis płacowy, z którego w przyszłości nie byłby się w stanie wywiązać – tłumaczył prezydent, który sam jest z zawodu prawnikiem.
56-letni Alvaro Uribe, sprawujący władzę w Kolumbii od sześciu lat, już raz uciekł się do ogłoszenia stanu wyjątkowego, by zaprowadzić porządek w kraju nękanym przez konflikt zbrojny i narkobiznes.