„Jedź do Polski, twój samochód już tam jest” — napisał kilkanaście lat temu bulwarowy dziennik „Bild”, uważając, że wymyślił świetny dowcip tłumaczący przyczyny fali kradzieży samochodów w Niemczech w początkach ubiegłej dekady. Obecnie nikt dowcipów już nie wymyśla, lecz niemieckie media rozpisują się na temat samochodów, które giną w rejonach granicy z Polską i Czechami.

— Trzeba było poczekać z wycofaniem policji z tych rejonów jeszcze co najmniej dwa lata — twierdzi Wolfgang Gunkel poseł SPD w Bundestagu, sugerując, że przyczyną wzrostu kradzieży jest rozszerzenie strefy Schengen i likwidacja kontroli granicznych. Niemiecka policja zapowiedziała już wzmożone kontrole na autostradzie Berlin-Frankfurt nad Odrą. Przejście na moście łączącym Frankfurt ze Słubicami ma zostać objęte szczególnym monitoringiem, podobnie pomiędzy Guben i Gubinem czy Görlitz i Zgorzelcem.

— We Frankfurcie nad Odrą nie obserwujemy żadnego zjawiska wzmożonych kradzieży — stwierdził jednak rzecznik lokalnej policji. Dwa lata temu w mieście zginęły 208 samochodów, a w roku ubiegłym o jeden więcej. Ale w całej graniczącej z Polską Brandenburgii zniknęła w minionym roku jedna trzecia aut więcej niż rok wcześniej. Podobnie w Berlinie. Rekordy kradzieży zarejestrowano w Dreźnie, stolicy Saksonii.

„Bild” opisał niedawno historię pewnego biznesmena z Drezna, któremu zginęło BMW wartości 85 tys. euro. Kierując się sygnałami GPS odnalazł swój samochód w jednym z garażu w Mirsku w okolicach Zgorzelca. Włamał się do garażu i wykradł swe auto. Takie opowieści utwierdzają wszystkich w przekonaniu, że ostatnia fala kradzieży jest dziełem polskich złodziei.

— Tego rodzaju podejrzenia przyczyniły się przed laty do powstania negatywnego obrazu Polski i Polaków w Niemczech — przypomina Andrzej Kałuża z Niemieckiego Instytutu Polskiego w Darmstadt. Wtedy jednak zaniepokojone wzrostem kradzieży firmy ubezpieczeniowe zaordynowały własne śledztwo. Okazało się, że co najmniej jedna czwarta zgłoszonych kradzieży została dokonana na zamówienie niemieckich właścicieli w celu wyłudzenia odszkodowań. — Sporo aut ląduje w Polsce, gdzie są rozbierane na części. Mam jednak wątpliwości, czy to polscy złodzieje kradną nowe mercedesy, porsche czy audi — mówi nam jeden naszych rodaków handlujący w Berlinie używanymi autami.

[i]Piotr Jendroszczyk z Berlina[/i]