Kampania toczy się w Wielkiej Brytanii, sprzeciwiającej się temu, aby na czele Komisji Europejskiej stanął były wieloletni premier Luksemburga. Bo symbolizuje prowadzoną w zamkniętych gabinetach, oderwaną od obywateli politykę unijną, która doprowadziła do kryzysu.

Brytyjski tabloid "The Sun" napisał w niedzielnym wydaniu, że ojciec Junckera Joseph "walczył dla Hitlera w czasie drugiej wojny światowej", a jakby tego było mało - to jego teść miał był sympatykiem nazizmu, który prześladował luksemburskich Żydów. Mocny jest też tytuł w brytyjskim tabloidzie: "nazistowskie powiązania rodziny Junckera".

Wygląda to na zachodnioeuropejską wersję "dziadka z Wehrmachtu".

Z tą różnicą, że o tym, że ojciec Junckera był wcielony w 1941 roku do niemieckiej armii, mówiono już wiele lat temu (informacja na ten temat jest też w Wikipedii, w tym w angielskiej wersji. A w niemieckiej wersji jest też wzmianka o członkach rodziny, którzy zmarli w "niemieckich obozach koncentracyjnych").

Ale wtedy nie starał się on o tak ważne europejskie stanowisko.

Już w niedzielę zwolennicy kandydatury Luksemburczyka wyrażali oburzenie z powodu grzebania w przeszłości Junckera.

W poniedziałek specjalne oświadczenie wydała luskemburska Chrześcijańsko-Społeczna Partia Ludowa (CSV), z której wywodzi się kandydat na szefa KE. Jest w nim mowa o "podłej kampanii części brytyjskiej prasy bulwarowej". Oraz pojawia się wyjaśnienie, że w czasie wojny Luksemburczycy byli wcielani przymusowo do armii niemieckiej, której mundury były przez nich "znienawidzone". Partyjni koledzy kandydata wyrazili solidarność z nim i jego rodziną.

Brytyjskie gazety wysłały do małego państwa, ojczyzny Junckera, sporo dziennikarzy. Można się spodziewać kolejnych krytycznych tekstów.