Polityczny kryzys na Ukrainie rozkręca się w coraz szybszym tempie. We wtorek prezydent Ukrainy Petro Poroszenko oświadczył, że „czas na częściowe zmiany w ukraińskim rządzie już minął" i zaproponował premierowi oraz prokuratorowi generalnemu podanie się do dymisji. Prokurator już kilka godzin później zrezygnował ze swojego stanowiska, ale szef rządu Arsenij Jaceniuk postanowił przeczekać. Mimo że roczne sprawozdanie jego gabinetu nie zostało zatwierdzone przez parlament, do jego dymisji nie doszło.

W głosowaniu nad wotum nieufności dla rządu „za" zagłosowało 194 deputowanych, a potrzeba było 226 głosów. Mimo apeli prezydenta kilkudziesięciu deputowanych Bloku Petra Poroszenki nie poparło wniosku. Interesujące jest to, że przed głosowaniem salę opuściła większość reprezentantów prorosyjskiego Bloku Opozycyjnego. Już w środę Batkiwszczyna Julii Tymoszenko, która głosowała za dymisją swojego niegdyś najbliższego współpracownika Jaceniuka, opuściła rządzącą koalicję. Oświadczyła, że całe głosowanie zostało przeforsowane przez układy oligarchiczne.

– W parlamencie krążą opowieści o tym, że za każdy głos na rzecz rządu płacono nawet milion dolarów. To straszne – powiedziała Tymoszenko. Batkiwszczyna jest już drugim ugrupowaniem, które opuściło rządzącą koalicję. Wcześniej opuściła ją populistyczna Radykalna Partia. Jednak dalszy los koalicji, która została utworzona po rewolucji na Majdanie, będzie zależał od tego, jakie stanowisko zajmie partia Samopomoc.

Decyzja prawdopodobnie zapadnie w czwartek podczas nadzwyczajnego posiedzenia tego ugrupowania. Ukraińskie media sugerują, że Samopomoc pójdzie raczej śladami Batkiwszczyny. Wtedy ukraiński parlament będzie miał miesiąc na znalezienie kompromisu, a jeżeli ten nie zostanie znaleziony, Poroszenko będzie musiał rozwiązać Radę Najwyższą. W tym przypadku na Ukrainie musiałoby dojść do przedterminowych wyborów parlamentarnych.

– Upadek rządzącej koalicji spowodowałby długotrwałą destabilizację sytuacji politycznej na Ukrainie. Przedterminowe wybory sparaliżowałyby pracę rządu i parlamentu co najmniej na pół roku – mówi „Rz" ekspert kijowskiego Centrum Razumkowa Jurij Jakimienko. – W nowym parlamencie zwiększy się liczba populistycznych i radykalnych sił, swoją pozycję może polepszyć również Blok Opozycyjny, który zrzesza byłych deputowanych partii Janukowycza – dodaje.

Według najnowszych badań ukraińskiego ośrodka Rejting aż 70 proc. Ukraińców popiera dymisję szefa rządu. Dymisji Jaceniuka domaga się gubernator obwodu odeskiego Micheil Saakaszwili. Wezwał on deputowanych partii Poroszenki do opuszczenia koalicji i zaznaczył, że jeżeli tego nie zrobią, „będą ponosić odpowiedzialność za przewrót, którego oligarchowie dokonali na Ukrainie".

– Rząd Jaceniuka doprowadził ukraińskie społeczeństwo do ubóstwa. Ludzie już nie chcą słuchać opowieści, że w warunkach wojny nie da się nic zrobić – mówi „Rz" Witalij Kuprij, deputowany Rady Najwyższej z opozycyjnej partii Ukrop. – Zmiany te nigdy nie nastąpią, jeżeli będzie rządził skorumpowany rząd i oligarcha prezydent – dodaje.