Reklama
Rozwiń
Reklama

Jak oswoić talibów

Czy wspólnocie międzynarodowej uda się przekupić rebeliantów

Aktualizacja: 02.02.2010 07:06 Publikacja: 01.02.2010 20:31

Jak oswoić talibów

Foto: AFP

Maulwi Mohammed Szah postanowił skończyć z wojną i podporządkować się władzy Hamida Karzaja, jeszcze zanim prezydent Afganistanu wyciągnął oficjalnie rękę do talibów na londyńskiej konferencji. Rozbroił swoich ludzi, załadował do samochodu 18 kałasznikowów, karabin maszynowy, granatnik i zawiózł to wszystko do siedziby władz dystryktu Jawand, niedaleko granicy z Turkmenistanem. Czy to potwierdza słuszność nowej strategii afgańskiej, obliczonej na pojednanie z talibami?

– Trudno powiedzieć. Badamy ten przypadek – mówi pułkownik Michael Matz, dowódca niemieckich sił szybkiego reagowania na północy Afganistanu. Rozmawiamy w bazie Marmal, w pobliżu Mazar-i Szarif, gdzie mieści się dowództwo sił międzynarodowych ISAF sprawujących teoretycznie kontrolę nad obszarem zamieszkanym przez jedną trzecią ludności Afgani- stanu.

[srodtytul]Posterunek bez lornetki[/srodtytul]

Pułkownik Matz nie przyjechał jednak tutaj, żeby negocjować z talibami.

– Moi ludzie są jak strażacy. Ruszamy tam, gdzie jesteśmy potrzebni, udzielając pomocy naszym żołnierzom zaatakowanym przez wroga – tłumaczy.

Reklama
Reklama

Na względnie spokojnej północy rzadko się zdarza, by konwoje ISAF były ostrzeliwane przez talibów, więc żołnierze spędzają czas na siłowni, przed telewizorami czy na rozmowach z kolegami. Nie są to jednak wczasy, o czym przekonał się sam pułkownik, gdy kilkadziesiąt metrów od niego upadł pocisk z moździerza.

Było to w Nawalbadzie, sporej mieścinie w prowincji Kunduz. Ludność powitała kolumnę Bundeswehry przyjaźnie. Starszyzna nie kryła zadowolenia, licząc, że sama obecność Niemców spowoduje wycofanie się talibów z pobliskich wzgórz, skąd kontrolowali całą okolicę. Stacjonujący w mieście oddział afgańskiej policji siedział jak mysz pod miotłą.

– Nie mieli nawet lornetki – mówi pułkownik.

Nikt nie ucierpiał w wyniku ostrzału talibów, ale ten incydent dowodzi, jak niestabilna jest sytuacja, nawet na wydawałoby się spokojnej północy kraju. A co dopiero na południu, w rejonie Kandaharu, gdzie siły amerykańskie toczą regularne boje z powstańcami afgańskimi.

Poprawić sytuację ma zaproszenie do rozmów wystosowane przez afgański rząd do talibów, wsparte milionami dolarów. Społeczność międzynarodowa zamierza zainwestować dodatkowo w Afganistanie pół miliarda dolarów, licząc, że gdy młodzi Afgańczycy będą mieli do wyboru: strzelać z kałasznikowa do armii rządowej czy żołnierzy ISAF za kilkadziesiąt dolarów tygodniowo (tyle wynosi żołd wypłacany przez talibów) albo zarobić legalnie znacznie więcej – wybiorą to ostatnie rozwiązanie.

[srodtytul]Dać ludziom pracę[/srodtytul]

Reklama
Reklama

– Nie wątpię, że tak będzie. Trzeba tylko stworzyć system rozsądnej dystrybucji tych środków – przekonuje kapitan Stefan Roth ze specjalnej służby CIMIC (Civil Military Cooperation) zajmującej się współpracą sił ISAF z organizacjami cywilnymi. Analizuje rozwój sytuacji w Afganistanie od kilku lat i dawno już doszedł do wniosku, że jedynym sposobem na pozbawienie talibów narybku jest danie Afgańczykom pracy. Wszystko jedno jakiej, byle nie powstało wrażenie, że oferowane im pieniądze są jałmużną.

– Afgańczycy są zbyt dumni, żeby zaakceptować coś takiego – mówi Roth.

Dla pułkownika Matza taka strategia jest warta wypróbowania. – Dowódców talibów trzeba jednak unicestwić – przekonuje. Nie da się tego zrobić w trakcie potyczek czy starć zbrojnych. Giną w nich najczęściej wynajęci przez talibów bojownicy. To o nich jest mowa w komunikatach wojskowych informujących co tydzień o likwidacji kilkudziesięciu kolejnych „wrogów sił rządowych”. Przywódcami zajmują się specjalne jednostki sił ISAF oraz armii afgańskiej.

– Trudno ich wytropić, ale nie jest to niemożliwe – mówi pułkownik Matz.

[srodtytul]Partnerzy zamiast mentorów[/srodtytul]

Sam ma obecnie inne sprawy na głowie. Przygotowuje się do zmiany strategii działania Bundeswehry, która bardziej intensywnie niż dotychczas będzie szkolić afgańskich żołnierzy.

Reklama
Reklama

Od stosowanego dotąd mentoringu nowy system – partnering, różnić się będzie tym, że szkolenie odbywa się nie w bazach ISAF, ale sił afgańskich. Większe ryzyko dla Niemców i większy dyskomfort, bo afgańskie bazy to obozy przetrwania w warunkach ekstremalnych.

– Nie wyobrażam sobie, jak mógłbym spędzić w takich warunkach higieny nawet kilka dni – mówi otwarcie 25-letni Lukas, kapral sił szybkiego reagowania. Partnering oznacza także, że szkoleniowcy Bundeswehry będą czynnie uczestniczyć w akcjach afgańskiej armii. Ma to zwiększyć jej zdolność bojową. – To wszystko plany. Na razie jest, jak jest, i jeżeli coś się zmieni, to nie wcześniej niż jesienią – mówią niemieccy oficerowie.

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1450
Świat
„Rzecz w tym”: Bad Bunny, MAGA i kryzys Zachodu – pokolenie 30–40-latków buduje własny mit Ameryki
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1449
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1448
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama