Prawodawcy stanu Arizona na południu USA pracują nad kolejną ustawą, która ma uderzyć w nielegalnych. Tym razem ich celem są dzieci imigrantów. Obecnie, gdy przychodzą na świat na terytorium Stanów Zjednoczonych, automatycznie stają się obywatelami amerykańskimi .

Politycy w Arizonie przekonują jednak, że to nie fair, i forsują prawo, zgodnie z którym władze odmówią przyznania dzieciom obywatelstwa, jeżeli rodzice nie będą w stanie udowodnić, że są w USA legalnie. Zwolennicy tej propozycji przekonują, że wyeliminują w ten sposób jeden z powodów, dla którego nielegalni imigranci przybywają do Ameryki. – Naszym zdaniem ta propozycja jest sprzeczna z 14. poprawką do konstytucji – przekonuje „Rz” Jeff Parcher ze wspierającego m.in. imigrantów waszyngtońskiego Center for Community Change.

„Kolejny zły pomysł z Arizony” – tak komentarz w tej sprawie zatytułował z kolei „The New York Times”. Dziennik nawiązał w nim do przyjętego w kwietniu w tym stanie antyimigracyjnego prawa, które zobowiązuje policjantów do zapytania o dowód legalnego pobytu w USA, jeśli tylko uznają, iż istnieje „uzasadnione podejrzenie”, że zatrzymana przez nich osoba jest nielegalnym imigrantem.

Ustawę krytykuje m.in. Barack Obama. Ostatnio w tej sprawie znów wybuchła burza, bo sekretarz stanu Hillary Clinton zapowiedziała, że administracja prezydenta zaskarży do sądu ustawę z Arizony. – Nie wycofamy się z tego prawa. Spotkamy się w sądzie i zwyciężymy – zareagowała gubernator Arizony Jan Brewer, podkreślając, że zamiast walczyć z przestrzegającymi prawa obywatelami Arizony, rząd federalny powinien zwalczać nielegalną imigrację.

Mieszkający w stanie Latynosi boją się, że policjanci zaczną stosować tzw. profilowanie rasowe, czyli będą zatrzymywać osoby ze względu na ich kolor skóry. Teoretycznie zabrania tego poprawka wniesiona do ustawy, ale nikt nie wie, jak nowe prawo będzie stosowane w praktyce. Krytycy ustawy przekonują także, że stan będzie się kojarzył z rasizmem, co może zmniejszyć liczbę turystów ciągnących do Wielkiego Kanionu. I ostrzegają, iż nawet rodowici Amerykanie mogą trafiać do aresztu, jeśli zapomną prawa jazdy lub innego dokumentu potwierdzającego ich status prawny.

Propozycja dotycząca dzieci imigrantów może jeszcze podnieść temperaturę sporu. – Policjanci pytający o dokumenty kobiety rodzące dzieci? To po prostu niewiarygodne – mówi „Rz” Jeff Parcher, zaznaczając, że prace nad nowym prawem to sygnał rosnącej wrogości republikańskich władz stanu wobec Latynosów i innych imigrantów. Parcher przypuszcza, że również tą kwestią zajmie się Biały Dom. – Niezależnie od tego wiele organizacji wniesie w tej sprawie pozwy do sądu – zapowiada.

– Większość Amerykanów popiera w tej sprawie Arizonę – podkreśla nieustępliwa pani gubernator. I rzeczywiście według sondaży 58 proc. ankietowanych jest za antyimigracyjnymi przepisami Arizony, a przeciw – 41 proc. Organizacje broniące praw człowieka przekonują, że kompleksowa reforma imigracyjna jest jeszcze bardziej popularna. Sęk w tym, że Biały Dom na razie głównie zapewnia, że pracuje nad tą kwestią.

Szacuje się, że w Arizonie na 6,6 mln legalnych mieszkańców przypada 0,5 miliona nielegalnych. W całych Stanach Zjednoczonych mieszka ich około 12 mln.