Aresztowany, którego do sądu doprowadzili policjanci, skutymi w kajdanki dłońmi zasłaniał twarz. Na głowie miał kaptur. Zgromadzonym przed salą dziennikarzom znowu nie udało się więc zobaczyć jego twarzy. Kolejnej szansy już mieć nie będą. Werdykt zamyka polski rozdział „sprawy Brodskiego”.

Sąd Apelacyjny podtrzymał decyzję sądu okręgowego. W ciągu dziesięciu dni Izraelczyk musi zostać wydany Niemcom. Ci nie będą go jednak mogli oskarżyć o szpiegostwo, ale jedynie o drobne przestępstwo: sfałszowanie dokumentów. Tak polscy sędziowie zinterpretowali przepisy, które były podstawą do wydania europejskiego nakazu aresztowania (ENA).

Niemcy ścigają Uriego Brodskiego, bo rok temu pomógł innemu agentowi Mossadu wyrobić niemiecki paszport. Mężczyzna ten wykorzystał ów dokument, aby dostać się do Dubaju, gdzie wziął udział w zabójstwie członka Hamasu.

Kiedy Brodski w czerwcu został zatrzymany na Okęciu, Polska znalazła się między młotem a kowadłem. Niemcy domagali się jego wydania, a Izrael naciskał, żeby „puścić agenta do domu”. Obecne rozwiązanie uznawane jest za kompromis. Brodski pojedzie do Niemiec, ale za fałszerstwo grozi mu mały wyrok.