Reklama
Rozwiń
Reklama

Przywódcy bez prawa do urlopu

Kryzys finansowy i protesty sprawiają, że najważniejszym politykom trudno wyrwać się na wakacje

Publikacja: 19.08.2011 02:45

Przywódcy bez prawa do urlopu

Foto: AFP

Jacek Przybylski z Waszyngtonu

Prywatna plaża, basen, boisko do koszykówki, miejsce do gry w golfa i duża rezydencja z pięcioma sypialniami. Blue Heron Farm – kurort leżący na niewielkiej wyspie Martha's Vineyard na Atlantyku – jest wart 20 mln dolarów. Za tydzień luksusowego urlopu trzeba tam wydać 50 tysięcy dolarów (około 144 tysięcy złotych).

Właśnie tam trzeci rok z rzędu wyleciał wczoraj z rodziną na dziesięciodniowe wakacje Barack Obama. Wiadomość o luksusowym urlopie pierwszej rodziny Ameryki, gdy bezrobocie w USA wciąż wynosi 9,1 proc., wywołała tym razem wyjątkowo potężną lawinę krytycznych komentarzy.

Krytyka z różnych stron

Portal "Politico" zwrócił uwagę na hipokryzję prezydenta, który obiecywał, że nie spocznie, dopóki każdy Amerykanin nie znajdzie pracy.

– Jeśli ktoś jest prezydentem Stanów Zjednoczonych, a naród jest pogrążony w kryzysie, a mamy kryzys na rynku pracy, to nie powinien robić sobie wakacji – przekonywał Mitt Romney. Jeden z czołowych republikanów, który chce w przyszłym roku walczyć o Biały Dom, zaapelował do prezydenta, by wracał do biura, ściągnął do Waszyngtonu urlopujących kongresmenów i ratował gospodarkę.

Reklama
Reklama

Wakacyjne plany prezydenta skrytykowali też liberalni publicyści. "Panie Prezydencie, Martha's Vineyard to ostatnie miejsce na świecie, które powinien pan odwiedzić" – przekonywał na łamach "Washington Post" Colbert King, podkreślając, że prezydent nie powinien teraz pławić się w luksusie wśród bogaczy i gwiazd. Dziennikarze zwracają uwagę, że zapewnienie bezpieczeństwa na wyspie przez Secret Service będzie kosztować podatników miliony dolarów.

Niewiele dały zapewnienia rzecznika Białego Domu, że nie istnieje coś takiego jak "prezydenckie wakacje", bo Obama będzie w ciągłym kontakcie z doradcami odpowiadającymi za bezpieczeństwo czy gospodarkę.

Na walizkach

Duże kłopoty z urlopami mieli też tego lata europejscy przywódcy. Nicolas Sarkozy skrócił wakacje na francuskiej Riwierze, krytykowany w mediach za to, że w czasie, gdy rynki finansowe niepokoją się gigantycznym zadłużeniem rządu w Paryżu, paraduje w kąpielówkach po śródziemnomorskiej plaży, a jego premier odpoczywa w Toskanii.

Wakacje w Toskanii musiał też nagle przerwać brytyjski premier David Cameron, który pospiesznie pakował walizki, oglądając w telewizji płonące ulice Londynu, demolowane w czasie największych od lat 80. zamieszek. Jak zauważyła prasa, gdy wybuchły zamieszki, w biurach nie było też sekretarz ds. wewnętrznych Theresy May, burmistrza Londynu Borisa Johnsona – który odpoczywał w Kanadzie – ani kanclerza skarbu George'a Osborne'a, który zamiast myśleć o kryzysie, pokazywał dzieciom parki rozrywki w Los Angeles.

Przez kryzys finansowy wakacje przerwał też premier Hiszpanii José Luis Zapatero. Letni wypoczynek skrócili nawet o tydzień włoscy parlamentarzyści. Kontrowersyjnego słowa na "w" stara się więc unikać rzeczniczka Komisji Europejskiej Karolina Kottova. Pytana przez AP o to, czy jej szef José Manuel Barroso przebywa na wakacjach, odpowiedziała, że "jest ciągle dostępny i zasadniczo pracuje, choć nie w Brukseli". Jedynie belgijski minister finansów Didier Reynders bez skrupułów wrzucił na Facebooka swoje zdjęcie na górskim szczycie ze szczerym podpisem "En vacances". Na wakacjach.

Masz pytanie, wyślij e-mail do autora j.przybylski@rp.pl

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1451
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1450
Świat
„Rzecz w tym”: Bad Bunny, MAGA i kryzys Zachodu – pokolenie 30–40-latków buduje własny mit Ameryki
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1449
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama