Do ataku doszło wczoraj nad ranem w mieście Dursza pod Damaszkiem. Uzbrojeni napastnicy zaatakowali dwa budynki telewizji informacyjnej al Ichbarija, obezwładnili strażników, splądrowali siedzibę stacji, po czym podłożyli w niej bomby. Syryjskie władze podały, że w ataku zginęło siedem osób, w tym trzech dziennikarzy. Jeden z budynków został całkowicie zniszczony w wybuchu.
Syryjskie Ministerstwo Informacji wydało oświadczenie, w którym potępiło atak, nazywając go „obrzydliwym aktem agresji wymierzonym w wolne media". Mimo ataku telewizja nie przestała nadawać programu.
Al Ichbarija jest prywatną telewizją, która wspiera prezydenta Baszara Asada. Syryjscy opozycjoniści od dawna nazywali ją tubą propagandową reżimu. Kilka dni temu stacja trafiła na listę organizacji, na które Unia Europejska nałożyła sankcje.
Atak na siedzibę telewizji nastąpił kilka godzin po ogłoszeniu przez Asada publicznie, że Syria jest w stanie wojny. „Wszystkie posunięcia polityczne, działalność wszystkich resortów i wszystkie nasze wysiłki muszą mieć na celu wygranie tej wojny" – mówił prezydent na posiedzeniu rządu.
– W Syrii nie ma obecnie dwóch walczących ze sobą stron – komentuje dla „Rz" Giora Eiland, specjalista ds. bezpieczeństwa z izraelskiego Instytutu Studiów nad Bezpieczeństwem Narodowym. – Rewoltę przeciwko Asadowi rozpoczęła nowoczesna świecka młodzież, ale dziś w kraju działa również wiele fundamentalistycznych organizacji. Są one często złożone z cudzoziemców z innych krajów arabskich i nie stronią one od bardzo brutalnych akcji – dodaje Eiland.
Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka ogłosiło, że ubiegły tydzień był najkrwawszym okresem trwającego od marca powstania przeciwko Asadowi. Organizacja podaje, że od 20 do 26 czerwca zginęło 916 osób.
Z raportu oenzetowskiej Komisji Dochodzeniowej ds. Syrii wynika, że obok walk opozycji z siłami rządowymi coraz częściej dochodzi do starć na tle religijnym. Sunnici walczą z mniejszością alawitów, na których Asad oparł swoje rządy.
– Początkowo wielu alawitów należało do opozycji – mówi Eiland. – Teraz nie spotyka się ich w szeregach powstańców, bo różnice polityczne nałożyły się szczelnie na podziały wyznaniowe. Istnieje ryzyko, że powstanie antyrządowe zmieni się w wojnę religijną.