Punktem zapalnym okazała się kolekcja Corneliusa Gurlitta, którego ojciec był jednym z czterech marszandów upoważnionych do przejmowania od Żydów obrazów mistrzów oraz sprzedaży dzieł „sztuki zdegenerowanej" przejmowanych od niemieckich muzeów. Odkryty przeszło dwa lata temu w Monachium skarb, na który składa się 1406 majstersztyków takich mistrzów jak Picasso, Chagall czy Canaletto, był utrzymywany przez władze w tajemnicy aż do ujawnienia całej sprawy przez tygodnik „Focus" na początku listopada. Niemieckie władze co prawda po wielu naciskach opublikowały część obrazów w Internecie, jednak droga do ich oddania prawowitym właścicielom pozostaje odległa.
– Niemcy robią sobie farsę z międzynarodowych norm zwrotu dzieł sztuki, do których przestrzegania same się zobowiązały – oświadczył pełnomocnik Departamentu Stanu USA ds. Holokaustu Stuart Eizenstat. – Jeśli konwencja waszyngtońska (w sprawie zwrotu zagrabionych dzieł sztuki – red.) jest sprzeczna z niemieckim prawem, po co niemieckie władze w ogóle ją podpisywały? – dodał amerykański dyplomata. Jak ujawnił „Wall Street Journal", także władze Izraela podjęły oficjalne starania w Berlinie na rzecz modyfikacji przepisów w Republice Federalnej.
Zgodnie z niemieckim prawem, jeśli ktoś kupił w dobrej wierze dzieła sztuki zrabowane od prawowitych właścicieli, to po dziesięciu latach „wchodzi w ich posiadanie". W praktyce oznacza to, że prawowity właściciel nie może swojej własności odzyskać. W przypadku takiej transakcji podjętej w złej wierze okres przedawnienia roszczeń prawowitych właścicieli mija po 30 latach.
– To są przepisy wywodzące się jeszcze z prawa rzymskiego. Zostały wprowadzone w Niemczech w XIX wieku. Ich celem nie jest blokowanie restytucji dzieł sztuki rodzinom ofiar Holokaustu, ale de facto taki jest ich efekt – mówi „Rz" Claudia von Selle, adwokat z Berlina, która specjalizuje się w odzyskiwaniu własności zrabowanej w czasie wojny.
Restytucję blokują także państwowe muzea. Jednym z nich jest słynna Pinakoteka w Monachium, która odmawia negocjacji z potomkami ofiar Holokaustu, jeśli nie mają oni formalnych dowodów zagrabionych dzieł, co – zważywszy na warunki drugiej wojny światowej – zdarzało się niezwykle rzadko.
W Niemczech powołano specjalną komisję Limbacha, która ma pośredniczyć w restytucji dzieł. W praktyce jej prace stoją jednak w martwym punkcie. Od jej utworzenia w 2003 r. zdołano bowiem rozstrzygnąć tylko siedem przypadków zwrotu zagrabionych dzieł.
Zmiana ustawy, której domagają się Amerykanie i Izraelczycy, miałaby znieść ochronę tych, którzy weszli w posiadanie zrabowanych dzieł sztuki. Claudia von Selle jest jednak sceptyczna, czy to się uda.
– W Niemczech wciąż jest rozpowszechniony ukryty antysemityzm. Przeciw zmianie ustawy, jeśli stanie ona na porządku obrad Bundestagu, będzie głosowało wielu posłów lewicy w imię sympatii dla Palestyńczyków oraz wielu posłów prawicy w przekonaniu, że „Niemcy uczyniły już wystarczająco dużo", aby wyrównać rachunki za wojnę – mówi adwokat.
Przyznaje jednak, że zmianę przepisów mimo wszystko może wymusić presja międzynarodowa, o ile będzie wystarczająco skuteczna. Odchodzący minister spraw zagranicznych Guido Westerwelle przyznał, że bezczynność w tej sprawie może bardzo zaszkodzić „dobremu imieniu Niemiec, na które pracowaliśmy po wojnie przez dziesięciolecia".
Polski MSZ przeszło miesiąc temu interweniował w Berlinie na rzecz ujawnienia całości dzieł zebranych przez Corneliusa Gurlitta. Nie wiadomo jednak, czy nasz kraj przyłączy się do amerykańsko-izraelskiej inicjatywy na rzecz zmiany niemieckiego prawa.
– Nie komentuje tej sprawy – powiedział nam pełnomocnik MSZ ds. zwrotu zrabowanych dzieł sztuki Wojciech Kowalski.