Taka, zdaniem wysokiego rangą urzędnika Kremla, cytowanego przez dziennik „Kommiersant", ma być odpowiedź na niedzielny ostrzał Doniecka (bez związku z dużym miastem w Donbasie) rzekomo przez Ukraińców, w którym zginęła jedna osoba.
– Doskonale wiemy, skąd pocisk został wystrzelony. Postaramy się zlikwidować ten ukraiński punkt oporu – powiedział rozmówca gazety.
Już dzień wcześniej rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych ostrzegło przed „nieodwracalnymi konsekwencjami" z powodu „pogwałcenia rosyjskiego terytorium".
Kijów co prawda zaprzecza, jakoby pocisk został wystrzelony przez ukraińskie wojska.
– Naszych sił w ogóle tam nie było – oświadczył Andrij Łysenko, rzecznik Ministerstwa Obrony Narodowej Ukrainy.
Wiele jednak wskazuje na to, że Kreml poszukuje tylko pretekstu, aby wprowadzić konflikt na zupełnie nowy poziom.
– Putin w ostatnich tygodniach poniósł bardzo poważne porażki na Ukrainie – tłumaczy „Rz" John Lough, ekspert londyńskiego Chatham House. – Ukraińcy sprawnie przeprowadzili wybory prezydenckie, Poroszenko podpisał umowę stowarzyszeniową z Unią, a ukraińska armia odbiła Słowiańsk i Kramatorsk. Kreml musi więc teraz odzyskać inicjatywę, zmienić warunki gry – dodaje Lough. Jego zdaniem prezydent doprowadził do takiego rozgrzania nastrojów nacjonalistycznych w Rosji, że teraz nie może sprawiać wrażenia słabego polityka. Dla niego to ważniejsze niż interesy rosyjskiego biznesu, które mogą być zagrożone w razie eskalacji konfliktu i zaostrzenia przez Zachód sankcji wobec Moskwy.
Rosjanie na granicy
Po kilku tygodniach przerwy rosyjskie wojska w poniedziałek znów zaczęły się koncentrować na granicy z Ukrainą. Jednak poza ewentualnym bezpośrednim uderzeniem z Rosji Putin może się także zdecydować na otwarte starcie z ukraińską armią w Doniecku i Ługańsku. – Odbicie tych miast przez Ukraińców będzie bardzo trudne. Walki uliczne w milionowej aglomeracji mogą nie tylko spowodować wiele ofiar wśród ludności cywilnej, ale także uruchomić ogromną falę uchodźców. A to może się okazać doskonałym pretekstem dla Rosji do przeprowadzenia bezpośredniej interwencji na Ukrainie, tak jak NATO interweniowało w Jugosławii po dramacie uchodźców w Kosowie – wskazuje Lough.
Andriej Anoszkin, cytowany przez Reutersa dziennikarz „Realnej Gazety", twierdzi, że 400-tysięczny Ługańsk jest wymarłym miastem. Jego zdaniem po kilku dniach ostrzału przez ukraińską artylerię wielu mieszkańców postanowiło wyjechać. Tylko wczoraj Ukraińcy przeprowadzili pięć nalotów na miasto. W tym czasie Rosjanie przy użyciu „bardzo potężnego pocisku" zestrzelili ukraiński samolot transportowy AN-26, załoga zdołała się uratować.
W Ługańsku rosyjskich separatystów wsparła kolumna czołgów i wozów opancerzonych, które miały przyjechać w trakcie weekendu z Rosji. Dowódca buntowników Igor Striełkow powiedział BBC, że dzięki takiemu wzmocnieniu separatystom udało się powstrzymać uderzenie od 40 do 70 ukraińskich czołgów.
W poniedziałek równie zacięte walki trwały także w Doniecku. Ukraińcom udało się jednak przerwać blokadę miejscowego lotniska, jednego z największych w kraju.
W nocy z niedzieli na poniedziałek prezydent Poroszenko rozmawiał z przewodniczącym Rady Europejskiej Hermanem Van Rompuyem. Próbował przekonać go do wprowadzenia przez Unię ostrzejszych sankcji wobec Rosji. Taka decyzja mogłaby zapaść już w środę w trakcie szczytu przywódców Unii w Brukseli. Ale to mało prawdopodobne. Takie kraje, jak Włochy, Francja czy Grecja są przeciwne wojnie handlowej z Moskwą, która mogłaby ponownie wepchnąć zachodnią Europę w recesję. Decyzja w sprawie nałożenia nowych sankcji musi zapaść w Radzie UE jednogłośnie.
Merkel wyciąga rękę
Przeciwna zaostrzeniu stosunków z Rosją zdaje się także być Angela Merkel. Niemiecka kanclerz nie tylko spotkała się w niedzielę z Putinem tuż przed finałem mistrzostw świata w piłce nożnej, ale zdaniem rzecznika Kremla Dmitrija Pieskowa zaapelowała o podjęcie bezpośrednich rozmów między Kijowem a przedstawicielami rebeliantów. To jeden z najważniejszych postulatów forsowanych przez Kreml, który chce w ten sposób doprowadzić do szerokiej autonomii zamieszkanych w znacznym stopniu przez Rosjan regionów w ramach luźnej federacji. Dzięki temu Moskwa uzyskałaby prawo weta wobec strategicznych decyzji podejmowanych przez ukraińskie władze, przede wszystkim jeśli chodzi o integrację z Zachodem.
– Zarówno Putin, jak i Merkel podkreślili konieczność pilnego wznowienia pracy grupy kontaktowej (w której reprezentowani są m.in. separatyści – red.), być może poprzez wideokonferencje – powiedział Pieskow. – Oboje uważają, że warunkiem wstępnym musi być zawieszenie broni – dodał rzecznik. Zaraz po zaprzysiężeniu tygodniowy rozejm ogłosił prezydent Poroszenko. Zrezygnował jednak z niego, gdy okazało się, że separatyści nie wstrzymali walk.
Rosja może się jednak zawieść na postawie Niemiec.
– Merkel nie chce wojskowego rozwiązania kryzysu na Ukrainie, tylko rozwiązania politycznego. W tym celu jest gotowa wyjść naprzeciw oczekiwaniom Putina. Ale jeśli okaże się, że Rosji nie da się powstrzymać, Berlin poprze nałożenie poważnych sankcji na Moskwę ?– ostrzega John Lough.