Johnson podkreślił, że miał nadzieję, iż już w sobotę wygra głosowanie w sprawie swojej umowy, ale w wyniku przyjęcia przez parlament poprawki Olivera Letwina, byłego parlamentarzysty Partii Konserwatywnej, wstrzymano procedowanie umowy do czasu przyjęcia przepisów umożliwiających jej wejście w życie.
W związku z tym - jak powiedział Johnson - rząd przyspieszył przygotowania do brexitu bez umowy.n
Premier Wielkiej Brytanii podkreślił, że przyjęcie umowy brexitowej przez Izbę Gmin umożliwi Wielkiej Brytanii skupienie się na jej przyszłej relacji z Unią i priorytetach w polityce wewnętrznej.
- Ta ustawa umożliwi parlamentowi i krajowi rozpoczęcie procesu uzdrowienia i zjednoczenia - dodał.
Boris Johnson jest zdeterminowany, by doprowadzić do brexitu 31 października. Jednak po sobotnim głosowaniu w Izbie Gmin, na mocy ustawy Hilary'ego Benna przyjętej przez parlament 9 września, Johnson był zmuszony wysłać do Brukseli list z prośbą o przełożenie brexitu.
W rzeczywistości Johnson wysłał do Unii dwa listy - w jednym, nie podpisanym (jak tłumaczył był to bowiem de facto list parlamentu) poprosił o przełożenie daty brexitu do 31 stycznia 2020 roku. W drugim, pod którym się podpisał, przekonywał, że przełożenie brexitu będzie bezcelowe i niekorzystne dla obu stron.
UE nie zdecydowała jeszcze w jaki sposób odniesie się do prośby Borisa Johnsona. 27 państw członkowskich Unii musi jednogłośnie zgodzić się na opóźnienie brexitu.
W niedzielę przedstawiciele brytyjskiego rządu przekonywali, że dysponuje on większością w Izbie Gmin, która pozwoli mu przegłosować wynegocjowaną z UE umowę.
Rząd ma jednocześnie we wtorek przedstawić na forum Izby Gmin przepisy niezbędne do wprowadzenia w życie umowy brexitowej.
Umowa wynegocjowana przez Johnsona opiera się na zapisach umowy May - najpoważniejszą różnicą jest wykreślenie z niej tzw. backstopu, czyli mechanizmu, który miał pozwolić na uniknięcie przywrócenia regularnej granicy celnej między Irlandią Północną a Irlandią po brexicie (co mogłoby doprowadzić do ponownego wybuchu konfliktu między brytyjskimi rojalistami, a zwolennikami oderwania się Irlandii Północnej od Wielkiej Brytanii). Backstop przewidywał, że po brexicie cała Wielka Brytania tymczasowo pozostanie członkiem unii celnej z UE - co budziło sprzeciw dużej części parlamentarzystów Partii Konserwatywnej obawiających się, że takie tymczasowe rozwiązanie może okazać się stałe. Tymczasem umowa Johnsona przewiduje, że - aby uniknąć pojawienia się granicy w Irlandii - kontrola celna dotycząca wybranych towarów będzie prowadzona na granicy między Irlandią Północną a pozostałą częścią Zjednoczonego Królestwa.
9 września królowa podpisała przyjętą wcześniej przez parlament tzw. ustawę Hilary'ego Benna. Zgodnie z jej treścią w przypadku nie przyjęcia do 19 października umowy ws. brexitu przez brytyjski parlament oraz w sytuacji, w której parlament nie poprze do tego dnia możliwości twardego brexitu, brytyjski rząd musi zwrócić się do Unii z prośbą o przełożenie daty wyjścia Wielkiej Brytanii z UE do 31 stycznia 2020 roku. Johnson zapowiadał wielokrotnie, że będzie przestrzegał prawa, ale jednocześnie deklarował, że Wielka Brytania na pewno opuści Unię 31 października.
W związku z przyjęciem ustawy Benna Johnson usunął z Partii Konserwatywnej 21 posłów, którzy poparli tę ustawę. Po głosowaniu ws. ustawy Benna liczba parlamentarzystów Partii Konserwatywnej w Izbie Gmin wynosi 288 (na ogólną liczbę 650 parlamentarzystów).
Boris Johnson został liderem torysów 23 lipca - wybór Johnsona na to stanowisko oznaczał, że został on automatycznie nowym premierem Wielkiej Brytanii, którego 160 tys. członków partii wybrało spośród dwójki kandydatów (byli to Johnson - były szef MSZ, były mer Londynu; i Jeremy Hunt - w tamtym czasie szef MSZ).
Dwójkę kandydatów na stanowisko szefa partii i premiera wyłonili w serii głosowań posłowie Partii Konserwatywnej. Ostatecznego wyboru dokonują jednak wszyscy członkowie partii. Faworytem wyborów jest Johnson.
Johnson zadeklarował też, że jest gotów przeprowadzić tzw. twardy brexit - czyli brexit bez umowy. Przeciwko takiemu rozwiązaniu przeciwna była od początku część parlamentarzystów Partii Konserwatywnej.
Do zmiany premiera doszło po tym, jak w związku z impasem ws. brexitu, spowodowanym trzykrotnym odrzuceniem przez Izbę Gmin umowy wynegocjowanej z UE przez Theresę May, Bruksela musiała opóźnić datę wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii (pierwotnie miało do tego dojść 29 marca) - najpierw na 12 kwietnia/22 maja, a potem na 31 października.
W tzw. głosowaniach orientacyjnych przeprowadzonych w Izbie Gmin żadne z rozwiązań impasu, alternatywnych wobec umowy Theresy May, nie zdobyło większości. Najbliżej większości była propozycja wejścia przez Wielką Brytanię w unię celną z UE po brexicie.
Umowa wynegocjowana przez May była za każdym razem odrzucana m.in. głosami części posłów Partii Konserwatywnej i popierającej rząd Demokratycznej Partii Unionistycznej. Powodem sprzeciwu polityków partii rządzącej wobec umowy brexitowej wynegocjowanej przez szefową rządu jest zawarty w niej mechanizm tzw. backstopu, czyli tymczasowe pozostanie przez Wielką Brytanię w unii celnej z UE, aby uniknąć odtworzenia regularnej granicy celnej między Irlandią a Irlandią Północną, co stałoby w sprzeczności z postanowieniami tzw. porozumienia wielkopiątkowego z 1998 roku, które zakończyło konflikt w Irlandii Północnej.
May podała się do dymisji 7 czerwca. Premierem Wielkiej Brytanii była od 2016 roku, od czasu referendum, w którym Brytyjczycy opowiedzieli się za wyjściem z UE, po którym do dymisji podał się David Cameron.
Brytyjczycy podjęli decyzję o wyjściu z UE w referendum z 23 czerwca 2016 roku. Za wyjściem z Unii głosowało 51,89 proc. respondentów, przeciw - 48,11 proc. Zwolennicy pozostania w UE stanowili większość spośród głosujących w Szkocji (62 proc.) oraz Irlandii Północnej (56 proc.), a także na Gibraltarze (95,9 proc.).