Apelują o to przedstawiciele środowisk dawnej „S", którzy na zaproszenie wicemarszałka Senatu Jana Wyrowińskiego (PO) spotkali się wczoraj w Warszawie. Z najnowszych szacunków, m.in. IPN, wynika, że nawet 250 tys. osób mogłoby się ubiegać o status zbliżony do statusu kombatanta. Kiedy? Prace nad ustawą trwają od kilku lat, ale teraz zaczynają nabierać tempa.
– Najwyższy czas, bo wielu z nas nie zdążyło już być docenionych i odeszło w poczuciu zapomnienia, jest też wiele koleżanek i kolegów, którzy potrzebują natychmiastowej pomocy medycznej i materialnej – mówił Wojciech Borowik, prezes Stowarzyszenia Wolnego Słowa.
– Niedawno żegnaliśmy w Toruniu kolegę, na którego pogrzeb musieliśmy się po prostu złożyć – dodaje Wyrowiński.
Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz przyznaje, że przez lata nie włączał się w prace nad „ustawą kombatancką", bo nie dostrzegał pilnej potrzeby uregulowania tych problemów. Jednak teraz jest inaczej. – Gdy ma się trzydzieści parę lat, nie widzi się niedostatków związanych z biedą czy kiepskim zdrowiem, ale dawni opozycjoniści są obecnie bardzo często po sześćdziesiątce. Najważniejsza okazuje się więc często pomoc medyczna i dostęp do leków – mówi. – Nie chcemy przywilejów. Ale konieczne jest docenienie zasług tych, dzięki którym żyjemy w wolnym kraju – podkreśla.
O fatalnej sytuacji, w jakiej znajduje się część osób zaangażowanych w nielegalną działalność w stanie wojennym, „Rz" pisała kilkakrotnie. Jednym z problemów, z jakimi się borykają, jest uzyskanie uprawnień emerytalnych.
– Jak to możliwe, że ktoś, kto spędził w komunistycznym więzieniu za głoszenie wolnościowych poglądów kilka lat, ma ten czas liczony jako okres nieskładkowy do emerytury? – pyta Maria Dmochowska, lekarka internowana w stanie wojennym, wieloletnia wiceprezes IPN.
Jej zdaniem czas ten powinien być okresem składkowym, wyliczonym od przeciętnego wynagrodzenia. Stosowną ustawę przygotowuje Senat.
Uregulowania wymaga też kwestia tych działaczy – drukarzy, kolporterów, łączników – którzy nigdy nie dali się złapać SB, nie byli przez nią podejrzewani o wywrotową działalność i w związku z tym nigdy nie byli represjonowani.
– To często najdzielniejsi ludzie, bez których podziemie nie mogłoby funkcjonować, bohaterowie, o których prawa musimy się upominać – dodaje Józef Pinior, legendarny skarbnik „Solidarności". On sam tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego uratował 80 mln zł dolnośląskiej „S".