Reklama

Sondaż: Polacy oceniają stan ochrony zdrowia. Alarmujący sygnał dla rządu

Grupą, która najczęściej zwraca uwagę na pogarszającą się sytuację w ochronie zdrowia są respondenci z małych miast do 50 tys. mieszkańców. Co ciekawe, najrzadziej trend jako negatywny postrzegają mieszkańcy wsi – wynika z sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej”.

Publikacja: 18.11.2025 04:30

Sondaż: Polacy oceniają stan ochrony zdrowia. Alarmujący sygnał dla rządu

Foto: PAP/Leszek Szymański

Z tego artykułu się dowiesz:

  • W jaki sposób miejsce zamieszkania wpływa na percepcję opieki zdrowotnej?
  • Która grupa wiekowa najczęściej dostrzega pogorszenie się sytuacji w ochronie zdrowia w ciągu minionego roku?
  • Jak preferencje polityczne wpływają na ocenę stanu ochrony zdrowia?
  • Dlaczego wyniki sondażu to żółta kartka dla polityków?

Prawie połowa Polaków jest zdania, że sytuacja w ochronie zdrowia w minionym roku się pogorszyła – wynika z sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej”. Jedynie 5,5 proc. respondentów uznało sytuację za lepszą niż rok temu, a 8,9 proc. wskazało, że nie ma w tej sprawie zdania. Jednocześnie spora grupa respondentów nie odnotowuje ani pogorszenia, ani polepszenia stanu ochrony zdrowia.

Reklama
Reklama

– Brak zmiany, widziany przez niemal 41 proc. wszystkich badanych, nie jest oceną pozytywną – mówi „Rzeczpospolitej” dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, ekonomistka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego. Jak zauważa, sondaż nie bada poziomu zadowolenia z systemu, lecz dostrzeganą poprawę lub pogorszenie. – Dlatego biorąc pod uwagę inne badania, w których odsetek osób wysoko oceniających system ochrony zdrowia jest bardzo niski, brak zmiany stanowi złą wiadomość. Ale  bardzo duży odsetek respondentów wskazujących na pogorszenie sytuacji to sygnał wręcz alarmujący – ocenia Gałązka-Sobotka.

Jak Polacy oceniają ochronę zdrowia? Rozczarowani milenialsi

Najwięcej respondentów, którzy dostrzegają pogorszenie sytuacji w ochronie zdrowia w minionym roku, jest w grupie wiekowej 30-39 lat. To aż 60 proc., co – jak zauważa Małgorzata Gałązka-Sobotka – jest zaskakujące w relatywnie zdrowej części populacji. – Niewykluczone, że to syndrom tzw. szoku pourazowego – po pierwszych kontaktach z mało transparentnym i dostępnym publicznym systemem ochrony zdrowia. To osoby, które po raz pierwszy realnie wchodzą w system: rodzą dzieci, zaczynają mieć własne potrzeby zdrowotne, korzystają z pierwszych interwencji medycznych i właśnie wtedy następuje ich zderzenie z rzeczywistością – tłumaczy.

Foto: Paweł Krupecki

Reklama
Reklama

Nie dziwią za to wyniki sondażu wśród młodych dorosłych i seniorów. Osoby w wieku 18-29 lat praktycznie nie odczuwają pogorszenia. – Nie są oni w większości konsumentami usług zdrowotnych. Nie korzystają z systemu, więc nie mają podstaw, by zauważyć poprawę. Wskazuje na nią jedynie 2 proc., a z kolei pogorszenie zauważyło 8 proc. Ich doświadczenie sprowadza się więc do stwierdzenia, że „jest, jak było” – komentuje dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

Rosnące mankamenty opieki zdrowotnej dużo częściej odczuwają za to respondenci w wieku 40-49. W tej grupie na pogorszenie się sytuacji w ochronie zdrowia w ostatnim roku wskazało 56 proc. osób. W przedziałach wiekowych 50-59, 60-69 i 70+ było to zaś odpowiednio 30 proc., 50 proc. i 54 proc.

Na wsi w ochronie zdrowia było i jest źle

Wyniki sondażu według miejsca zamieszkania wskazują, że grupą, która najczęściej zwraca uwagę na pogarszającą się sytuację w ochronie zdrowia są respondenci z małych miast do 50 tys. mieszkańców (62 proc.). Co ciekawe, najrzadziej trend jako negatywny postrzegają mieszkańcy wsi (35 proc.), za to przedstawiciele tej grupy najczęściej widzą polepszenie się sytuacji, choć zauważa je jedynie co dziesiąty (9 proc.).

– Można się pokusić o tezę, że ich sytuacja była na tyle zła na wyjściu, że mniej odczuli skutki fatalnych trendów – metropolizacji medycyny, czyli wysysania kadr przez największe aglomeracje, oraz obecnego kryzysu płynności Narodowego Funduszu Zdrowia – komentuje dr Maria Libura, kierownik Zakładu Dydaktyki i Symulacji Medycznej Collegium Medicum Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Jak przypomina, w Polsce wielkość miejscowości bardzo silnie determinuje realny dostęp do świadczeń zdrowotnych. Mieszkańcy wsi mają do dyspozycji mniej placówek ochrony zdrowia – ok. 3 na 10 tys. mieszkańców – w porównaniu z miastami, gdzie wskaźnik ten kształtuje się na poziomie 6-6,5. Rzadziej korzystają też z leczenia, rzadziej są hospitalizowani i w dużo mniejszym stopniu korzystają z rehabilitacji niż mieszkańcy miast. – Wieś od lat cierpi z powodu braku specjalistów i aptek. To nie są „przypadkowe” różnice, tylko efekt koncentracji kadry i infrastruktury w dużych miastach, słabszej pozycji finansowej małych samorządów i nawarstwiających się nierówności społecznych. Teraz efekty metropolizacji zaczynają odczuwać małe miasta – wskazuje Libura.

Czytaj więcej

Ministerstwo Zdrowia chce ograniczyć zarobki lekarzy. Znamy propozycje resortu
Reklama
Reklama

Na problem nierówności w ochronie zdrowia zwraca uwagę też Gałązka-Sobotka. Jej zdaniem system będzie można uznać za wchodzący w równowagę dopiero wtedy, gdy zacznie te nierówności zmniejszać. – Nie chodzi przecież o to, by tworzyć wyspy czy enklawy, w których wybrane grupy społeczne będą miały nowoczesną, szybką i kompleksową opiekę, podczas gdy reszta pozostanie na marginesie, wręcz w sferze wykluczenia zdrowotnego – mówi ekonomistka. Dodaje też, że monitorowanie i zarządzanie systemem ochrony zdrowia powinno mieć jasno określony główny cel i nie jest nim wyłącznie poprawa dostępności. Zbyt często bowiem poprawa, którą chwalą się politycy, dotyczy w praktyce jedynie garstki pacjentów w dużych aglomeracjach. – Prawdziwą miarą postępu i doskonalenia jakości oraz efektywności systemu ochrony zdrowia powinien być stopień redukcji nierówności w dostępie do świadczeń porównywalnej jakości i realnej poprawy zdrowia populacji – uważa.

Choć dostępność placówek ochrony zdrowia jest większa w dużych ośrodkach miejskich, to na pogorszenie się sytuacji w ochronie zdrowia zwróciło uwagę 43 proc. mieszkańców miast powyżej 250 tys. osób. – W dużych miastach na kłopoty publicznego systemu ochrony zdrowia nakłada się dziś kryzys systemu popularnych abonamentów prywatnych. Stały się one na tyle masowe, że pacjenci zaczęli być ustawiani w kolejkach – mówi Libura. Jak tłumaczy, do niedawna abonament, jako dobro ekskluzywne, zapewniał klasie średniej poczucie bezpieczeństwa i niemal natychmiastowy kontakt z lekarzem dowolnej specjalizacji. – Dziś, przy umasowieniu tego produktu, sieciówki medyczne bohatersko odtworzyły wszystkie problemy systemu publicznego, i to z nawiązką. Aby szybko dostać się do lekarza, nie wystarczy podstawowy pakiet, ale trzeba zapłacić za „upgrade” albo po prostu wykupić wizytę „z własnej kieszeni” – komentuje.

Foto: rp.pl/Weronika Porębska

Zdrowie jest polityczne

Najbardziej surowi wobec minionego roku w ochronie zdrowia są wyborcy Prawa i Sprawiedliwości – na pogorszenie się sytuacji wskazało 81 proc. z nich, wobec 26 proc. w elektoracie Koalicji Obywatelskiej. Zwolennicy KO dużo częściej dostrzegają poprawę sytuacji (56 proc.), podobnie jak wyborcy Nowej Lewicy (55 proc.) i Trzeciej Drogi (52 proc.). Równie skrajnie wyniki sondażu rozkładają się w kategorii dotyczącej poparcia w tegorocznych wyborach prezydenckich. Wyborcy Karola Nawrockiego w 82 proc. wskazali, że sytuacja w ochronie zdrowia się pogorszyła, a wyborcy Rafała Trzaskowskiego w 64 proc. ocenili, że nastąpiła poprawa.

Wyniki sondażu to jednak żółta karta zarówno dla minionej, jak i obecnej ekipy rządzącej. – W kontekście starzenia się społeczeństwa, ogromnego długu zdrowotnego narosłego w czasie pandemii oraz słabej kondycji zdrowotnej Polaków mierzonej zarówno długością życia, oczekiwaną długością życia w zdrowiu, jak i wysoką zapadalnością na wiele chorób oraz ich późnym wykrywaniem, powinniśmy oczekiwać, a wręcz domagać się istotnej poprawy efektywności i skuteczności systemu ochrony zdrowia. Jeżeli więc respondenci mówią, że nic się nie zmienia, a w rzeczywistości zdecydowana większość dostrzega pogorszenie sytuacji, to z pewnością nie jest to wynik satysfakcjonujący kogokolwiek. Nie może być zadowalający ani dla rządzących, ani dla opozycji, a dla obywateli i ubezpieczonych, którzy finansują system, stanowi szczególnie przygnębiającą informację – podsumowuje Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Czytaj więcej

Nowa minister zdrowia: Niemówienie o pieniądzach w ochronie zdrowia było błędem
Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Społeczeństwo
Sondaż: Polacy nie wierzą w rychły pokój na Ukrainie
Społeczeństwo
Papież Franciszek, Brigitte Bardot, Stanisław Sojka. Kogo pożegnaliśmy w 2025 roku?
Społeczeństwo
3,2,1... Witamy 2026 rok!
Materiał Promocyjny
Technologie, które dziś zmieniają biznes
Społeczeństwo
Atak zimy. Zablokowana trasa S7, setki samochodów w zaspach
Materiał Promocyjny
Lojalność, która naprawdę się opłaca. Skorzystaj z Circle K extra
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama