Wojna Rosji z Ukrainą i ograniczenie dostaw surowców energetycznych z Rosji do państw Zachodu, doprowadziło do kryzysu energetycznego w Europie. Ceny gazu, dostarczanego dotąd do Europy w dużej mierze przez Rosję, osiągają rekordowo wysokie poziomy.

W wielu krajach rozpoczęto już działania mające na celu oszczędzanie energii - np. w Niemczech w miastach zaprzestano podświetlania budynków publicznych i zabytków, w niektórych miastach w urzędach z kranu leci wyłącznie zimna woda, lokalne władze zaprzestają też ogrzewania wody w basenach. 

We Francji na lotniskach i dworcach wyłączane mają być podświetlane reklamy.

W Szwajcarii zimą budynki publiczne będą ogrzewane do nie więcej niż 20 stopni Celsjusza.

Czytaj więcej

Szwajcaria obniża tempraturę w biurowcach i urzędach

W Polsce o oszczędzaniu energii mówiła niedawno minister klimatu Anna Moskwa, która stwierdziła, że obniżyła w domu temperaturę do „17 stopni w przestrzeniach wspólnych i 19 stopni w bardziej użytkowanych”. Minister zapewniła, że „można się przyzwyczaić” i taka temperatura w domu jest zdrowa dla organizmu.

Czytaj więcej

Minister Anna Moskwa: 17 stopni w domu? To zdrowe dla organizmu

Rosyjski gaz przestał płynąć do Polski 27 kwietnia, po tym jak polski odbiorca, PGNiG, odmówił płacenia za dostawy gazu do Polski w rublach. Polska wprowadziła też - wcześniej niż cała UE - embargo na rosyjski węgiel (w kwietniu, podczas gdy UE zaprzestała sprowadzania węgla z Rosji w sierpniu). Ta druga decyzja doprowadziła do deficytu węgla na polskim rynku. Premier Mateusz Morawiecki zapewnia wprawdzie, że na sezon zimowy rząd zakontraktował więcej węgla, niż w poprzednim roku, ale węgiel ten jest sprowadzany z daleka - m.in. z Indonezji, Kolumbii czy Australii - i ma się pojawiać na polskim rynku stopniowo. W związku z dużym popytem na węgiel przy jego ograniczonej dostępności, cena tony tego surowca przekroczyła 3 tysiące złotych.

Rząd wprowadził już ustawą tzw. dodatek węglowy w wysokości 3 tysięcy złotych, przysługujący osobom ogrzewającym dom za pomocą węgla. Obecnie Sejm pracuje nad poprawkami Senatu do ustawy ws. dodatków dla osób ogrzewających domy innymi surowcami energetycznymi.

15 września premier Mateusz Morawiecki zapowiedział wprowadzenie stałej ceny energii elektrycznej od stycznia 2023 r. dla wszystkich gospodarstw domowych do rocznego zużycia 2000 kWh. – Dajemy gwarantowaną cenę energii co najmniej do zużycia 2000 kWh rocznie. To w porównaniu do tego, co oferują firmy energetyczne, oszczędności na poziomie 150 zł miesięcznie – tłumaczył szef rządu.

W związku z sytuacją na rynku energii zapytaliśmy uczestników sondażu SW Research dla rp.pl czy obawiają się wzrostu cen prądu, ogrzewania i ciepłej wody.

Na tak zadane pytanie "tak" odpowiedziało 84,4 proc. respondentów.

"Nie" odpowiedziało 7,9 proc. ankietowanych.

7,7 proc. nie ma zdania w tej sprawie.

- Podwyżek częściej obawiają się kobiety (88%) niż mężczyźni (80%). Wzrost cen jest przyczyną obaw dla 9 na 10 osób, które skończyły 50 lat i takiego samego odsetka badanych posiadających dochód w wysokości 2001 – 3000 zł netto. Ze względu na wielkość miejsca zamieszkania wzrostu cen najczęściej obawiają się respondenci z miast liczących nie więcej niż 20 tys. mieszkańców (91%) - komentuje wyniki badania Przemysław Wesołowski, prezes zarządu agencji badawczej SW Research.

Metodologia badania

Badanie zostało przeprowadzone przez agencję badawczą SW Research wśród użytkowników panelu on-line SW Panel w dniach 13-14 września 2022 r. Analizą objęto grupę 800 internautów powyżej 18. roku życia. Próba została dobrana w sposób losowo-kwotowy. Struktura próby została skorygowana przy użyciu wagi analitycznej tak, by odpowiadała strukturze Polaków powyżej 18. roku życia pod względem kluczowych cech związanych z przedmiotem badania. Przy konstrukcji wagi uwzględniono zmienne społeczno-demograficzne.