Co najmniej kilkaset osób zgromadziło się w piątek wieczorem Rotterdamie, by zaprotestować przeciwko obowiązującemu do 4 grudnia częściowemu lockdownowi, czyli m.in. ograniczeniom godzin otwarcia sklepów "niekluczowych" oraz obowiązku okazywania tzw. paszportów covidowych w wybranych miejscach. Protest dotyczył także planów wprowadzenia tzw. przepustki covidowej 2G - co oznaczałoby zaostrzenie polityki 3G (od niemieckich słów "geimpft, getestet, genesen" - "zaszczepiony, przetestowany, ozdrowieniec") i to, że negatywny wynik testu na koronawirusa SARS-CoV-2 nie byłby już w wielu miejscach akceptowany.

Władze lokalne ogłosiły, że demonstracja nie została zarejestrowana, zatem zgromadzenie było nielegalne.

Rotterdam, uczestnicy protestu przeciw lockdownowi w Holandii

Rotterdam, uczestnicy protestu przeciw lockdownowi w Holandii

Killian LINDENBURG / ANP / AFP

Doszło do zamieszek. Podpalone zostały pojazdy, w tym policyjny radiowóz. W stronę policji rzucano kamienie. Funkcjonariusze użyli m.in. armatek wodnych oraz broni. Tłum rozpędzali też policjanci na koniach.

Czytaj więcej

Francuzi boją się obostrzeń jak w Austrii. Wyszli na ulice Paryża

- Oddaliśmy strzały ostrzegawcze, były też strzały bezpośrednie, ponieważ istniało zagrożenie życia - powiedziała agencji Reutera rzeczniczka policji Patricia Wessels.

- Wiemy, że co najmniej dwie osoby zostały ranne, prawdopodobnie w wyniku strzałów ostrzegawczych, ale musimy zbadać tę sprawę dokładnie - dodała.

Władze lokalne wzywają do unikania dzielnicy, w której doszło do zamieszek. Transport publiczny w tym rejonie został wstrzymany. Policja wydała zebranym polecenie rozejścia się oraz nadzwyczajny zakaz przebywania w pobliżu m.in. Dworca Centralnego.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Zamieszki potępili niektórzy holenderscy parlamentarzyści.