Tego dnia aktywiści Fundacji Ocalenie mieli dużo pracy, szczególnie, że czasem na Straż Graniczną trzeba czekać i dwie godziny. Tak jak w przypadku rodziny z dwójka maleńkich dzieci (1 i 3 lata), zabranej w środę po południu przez SG do placówki w Michałowie.
Procedura jest zawsze taka sama: trzeba napoić, nakarmić, dać ciepłe rzeczy i pełnomocnictwa do podpisania. I wyjaśnić, że to niczego nie gwarantuje, a szczególnie tego, że nie dojdzie do push-backu na Białoruś. Hemin prosi, aby zabrać go na police station, jeśli to konieczne, ale żeby ktoś z nim był, żeby nie zabierali go z uschniętych liści. Aktywistom nie wolno jednak na własną rękę wykonywać żadnych działań poza bezpośrednim ratowaniem życia. O znalezieniu imigranta należy bowiem poinformować Straż Graniczną.
– Tylko go nie wywieźcie do lasu – prosimy wszyscy już w trójkę (dwoje dziennikarzy i aktywistka Ocalenia).
- Dobrze, zgadzam się na wszystko, dziękuje – mówi młody mężczyzna. – Musiałem wyjechać, wiecie Kurdowie mają swoją religię, kulturę. Angażowałem się w działalność kurdyjskiej partii w Iraku – mówi (nie ma czasu by dopytywać się której partii i w jaki sposób się angażował). Opowiada też o chorobie genetycznej, która go osłabia, o tym, że skończył socjologię, że w domu została mama, siostra i brat. A jego imię po kurdyjsku oznacza „pokój”.
Czytaj więcej
Straż Graniczna wypełnia rozkazy i wywozi nielegalnych imigrantów za granicę. Samorząd i lokalna społeczność starają się im pomagać. Na pomoc, ale...
Podpisuje dokumenty. Natalia, które będzie jego prawną reprezentantką obiecuje, że będzie o niego pytać i że nie zostawi go samego. Po wyjściu z lasu Hemin może usiąść w samochodzie i dopić gorącą wodę z termosu. Wszystko inne, po kilku dniach picia wody z kałuż, „nie przyjmuje się” w żołądku. Ale ciepła woda trochę pomaga. Mimo to jest słaby, blady i narzeka na silny ból głowy. Straż już jedzie, a Natalia dzwoni po karetkę. Po krótkich negocjacjach i prośbach, strażnicy wyrażają zgodę na to, by przyjechała do placówki Straży w Kuźnicy.
– Tylko go nie wywieźcie do lasu – prosimy wszyscy już w trójkę (dwoje dziennikarzy i aktywistka Ocalenia). – Nie wywieziemy – mówi chorąży. – Obiecujecie? – pytamy. – No tak, dostarczymy go do placówki, a tam zostaną wdrożone procedury – potwierdza funkcjonariusz. – Ja go reprezentuję – przypomina Natalia. – Chcę wziąć udział w procedurach, proszę mnie zawiadamiać - dodaje. – Tak, tak, wiemy – mówią strażnicy.
Hemin mobilizuje się, wstaje i wygłasza konieczną formułkę. „Nazywam się…. I chcę ubiegać się w Polsce o ochronę międzynarodową”. Strażnicy kiwają głowami, oświadczenie jest nagrane. W ostatniej chwili wciskamy mu jeszcze ciepłą bluzę z misiem, na pobyt w ośrodku. Jeśli to będzie ośrodek, a nie las.