Raport został przygotowany przez niezależny komitet na czele którego stoi Kohei Nasu, emerytowany sędzia japońskiego Sądu Najwyższego. Komisja badała proces rekrutacji na uczelnię w latach 2017-2018.

We wnioskach z raportu czytamy, że uczelnia powinna poinformować niedoszłe studentki, które w normalnych warunkach przeszłyby egzaminy wstępne o tym, że zostały potraktowane niesprawiedliwie i zrekompensować im to finansowo.

Zmienianie wyników egzaminów wstępnych na prestiżowej tokijskiej uczelni w ciągu ostatnich kilkunastu lat zostało ujawnione kilka miesięcy temu. Uczelnia miała manipulować wynikami egzaminów tak, aby studiowało na niej jak najwięcej mężczyzn - uzasadniano to obawą, że kobiety, które ją ukończą w przyszłości założą rodziny i zajmą się wychowywaniem dzieci oraz prowadzeniem domu, nie kontynuując praktyki lekarskiej.

Raport komisji badającej sprawę potwierdził, że począwszy od egzaminów wstępnych w 2006 roku, części zdających na uczelnię mężczyzn dodawano punkty w drugim etapie procesu rekrutacyjnego, obejmującym część pisemną i ustną.

Szczegółowa analiza wyników egzaminów wstępnych w latach 2017-2018 wykazała, że gdyby egzaminy przeprowadzono uczciwie to w 2017 roku na uczelnię przyjętych zostałoby 110 kobiet zamiast 99, a w 2018 - 113 zamiast 69.

Były rektor uczelni Mamoru Suzuki, który obecnie czeka na proces w sprawie zarzutów korupcyjnych, jest cytowany w raporcie w kontekście wyników rekrutacji z 2018 roku. Suzuki twierdzi, że chciał, aby w 2018 roku przyjęto więcej mężczyzn, ponieważ w 2017 roku na uczelnię przyjęto wiele kobiet.

Uczelnia zapowiada, że na początku listopada poinformuje o formie zadośćuczynienia dla osób, które w procesie rekrutacyjnym zostały potraktowane niesprawiedliwie.

Tymczasem ministerstwo edukacji prowadzi obecnie kontrolę egzaminów wstępnych na 81 uczelniach medycznych w całym kraju. Co najmniej sześć innych uczelni podejrzanych jest o manipulowanie wynikami egzaminów wstępnych.