Złudzeń raczej nikt nie ma. Bardziej niż kompromisowy projekt ustawy o statusie osoby najbliższej, przyjęty w końcówce roku przed rząd, ma znikome szanse na podpis prezydenta. Mimo że dzięki staraniom konserwatywnego PSL i tak zabrano parom homoseksualnym całą radość wiążącą się z ogłoszeniem światu sformalizowania własnych uczuć i starannie zadbano, by nie było powodu do sypania ryżem na stopniach Urzędu Stanu Cywilnego – polska prawica nadal kręci nosem. Jak już zażegnano straszną groźbę, że związek partnerski będzie się mylił z małżeństwem, ba! zrezygnowano nawet z samej nazwy „związki partnerskie” (partnerstwo też się przecież źle kojarzy), przyszedł czas na twarde argumenty finansowe.
Czytaj więcej
Nie będzie zgody na wprowadzenie związków partnerskich - mówił w rozmowie z TVN24 Paweł Szefernak...
– Jestem w stanie zagłosować za tą ustawą, gdyby nie było tam wspólności majątkowej, przynależnych małżonkom przywilejów w dziedziczeniu i innych specyficznych instytucji prawnych przypisanych tylko małżeństwom – oświadczył jeden z bardziej centrowych polityków PiS, Marcin Horała. Po co więc w ogóle taki związek zawierać? Żeby poseł Horała odczuwał satysfakcję?
Nie ma zgody prezydenta na zrównanie małżeństwa i związku partnerskiego
Zresztą prezydent Karol Nawrocki i tak ustawy nie podpisze, bo – jak oświadczył szef gabinetu prezydenta Paweł Szefernaker , „to nie jest ustawa o statusie osoby najbliższej, tylko jest to po prostu kwestia ideologii i nie ma zgody pana prezydenta na to, żeby zrównywać małżeństwo ze związkiem partnerskim”.
Czytaj więcej
Zwolnienie z podatku od spadków i darowizn jak dla najbliższej rodziny i prawo do łącznego rozlic...