Krystyna Janda jest konsekwentna w robieniu tradycyjnego teatru, opartego na dobrych wzorcach. Więc puszcza do nas oko (ale i idzie pod prąd) zabierając się za twórczość autora z Krakowa, Michała Bałuckiego, który już za życia był atakowany przez młodopolską „awangardę” jako niepoprawny konserwatysta. Czytam w programie teatralnym: „Zarzucano mu, że postaci tworzy schematyczne i płytkie, że intrygi są durne. Jego komedie drażniły powierzchownym moralizatorstwem”. Pod ostrzałem takiej krytyki pisarz strzelił sobie w głowę w 1901 r.