W poniedziałek uczestnicy protestów, trwających od pięciu dni, blokowali drogi w kraju. Powodem protestu jest kryzys gospodarczy, w którym pogrążony jest Liban, a także niezadowolenie mieszkańców z powodu korupcji, o którą oskarżani są przedstawiciele elit rządzących Libanem.
W niedzielę premier Saad al-Hariri miał zgodzić się na pakiet reform, które mają pomóc w uporaniu się z kryzysem.
W demonstracjach w Libanie biorą udział setki tysięcy osób.
W ramach proponowanych reform rząd ma obniżyć o połowę wynagrodzenia prezydenta (obecnego i byłych), ministrów, a także parlamentarzystów. Rząd odbierze też część przywilejów przysługujących urzędnikom i pracownikom instytucji państwowych.
Ponadto bank centralny i banki prywatne - w ramach reform - mają przekazać 3,3 mld dolarów władzom w celu zrównoważenia budżetu na rok 2020.
Rząd Libanu chce również sprywatyzować sektor telekomunikacyjny i zreformować kosztowny sektor energetyczny.
Hariri dał swojemu koalicyjnemu rządowi 72 godziny na zawarcie porozumienia co do reform - w innym przypadku miał podać się do dymisji.
Dymisji rządu domaga się wielu uczestników trwających od czwartku protestów.
W poniedziałek w Libanie nie działają banki. Główne związki zawodowe w kraju ogłosiły strajk.