Podpalenia, uszkodzenia torów, wybuchające przesyłki – to niektóre akty przemocy z ostatnich miesięcy. Badaliście państwo współczesną dywersję, jaki był zakres tych analiz?

Bernard Wiśniewski (BW): Nasze badania prowadzone są od 2024 r. przez dwie komórki organizacyjne Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej tj. Centrum Metodologii Badań w Naukach o Bezpieczeństwie oraz Centrum Badań nad Bezpieczeństwem Transgranicznym. Ich temat to „Uwarunkowania współczesnej dywersji w kontekście przygotowań obronnych państwa”.

Coraz częściej obserwujemy działania obliczone na testowanie systemów, wywoływanie niepewności i generowanie kosztów bezpieczeństwa.

Zespół badawczy rekrutował się głównie z tych centrów, lecz z uwagi na rozległość przedmiotu badań zaprosiliśmy do niego także przedstawicieli kilku uczelni polskich i jednej z Ukrainy oraz pracowników urzędów obsługujących centralne i terenowe organy administracji rządowej. Ci ostatni byli niezbędni do określenia potrzeb utylitarnych naszych badań. Jestem wdzięczny, że nikt z zaproszonych nie odmówił, tym bardziej, że nasze prace są prowadzone na zasadzie Pro Publico Bono.

Co okazało się największym zaskoczeniem?

BW: We współczesnych działaniach dywersyjnych nie zaskakują formy i techniki oraz domeny działań dywersyjnych. Zadziwiające jest ich przenoszenie poza terytoria rywalizujących bądź ścierających się stron. Natomiast groźny jest przede wszystkim poszerzający się krąg sprawców dywersji wykraczający poza struktury wojskowe i służb specjalnych, angażujący grupy przestępcze, obcokrajowców, nieletnich, osoby kierujące się korzyściami finansowymi.

Czytaj więcej

Turyści czy szpiedzy? Obcokrajowców ciągnie do strategicznych obiektów w Polsce

Incydenty o jakim charakterze miały miejsce najczęściej?

Tomasz Safjański (TS): Od 2022 r. europejskie służby bezpieczeństwa odnotowują wyraźny wzrost incydentów analizowanych pod kątem sabotażu, obejmujących podpalenia, kampanie dezinformacyjne, naruszenia przestrzeni powietrznej, zakłócenia sygnału GPS, uszkodzenia infrastruktury krytycznej, zakłócenia transportu, fałszywe alarmy czy cyberataki. Problem stał się wyzwaniem dla całej Europy, a dla Polski w szczególności. Służby coraz częściej analizują nie pojedyncze zdarzenia, lecz całe serie incydentów pod kątem ich potencjalnego związku z wojną hybrydową.

W Polsce najpierw był pożar hali przy Marywilskiej, potem ataki na infrastrukturę krytyczną, w tym najgroźniejszy – uszkodzenie torów na trasie pociągu Warszawa – Lublin – Dorohusk.

TS: Zarówno nasze badania, jak i doświadczenia państw NATO oraz UE dowodzą, że współczesne operacje sabotażowe często koncentrują się na obiektach związanych z energią, wodą, transportem, logistyką, łącznością czy zaopatrzeniem. Są to cele o wysokiej wartości operacyjnej, ale także psychologicznej. Jedno zdarzenie może wywołać efekt domina w wielu innych obszarach funkcjonowania państwa i może oddziaływać jednocześnie na tysiące lub setki tysięcy ludzi. Zaobserwowaliśmy jeszcze jeden istotny trend: coraz częściej celem nie jest samo zniszczenie obiektu, lecz pozyskanie wiedzy o jego funkcjonowaniu czy lukach w systemie. To trochę jak działanie włamywacza, który zanim wejdzie do domu, obserwuje zwyczaje domowników i reakcję sąsiadów.

Współczesne operacje hybrydowe coraz rzadziej przypominają działania komandosów, a coraz bardziej działania socjotechników

BW: Nasze badania potwierdzają to, że obiekty infrastruktury były, są i najprawdopodobniej będą nadal celem działań dywersyjnych zwłaszcza w zakresie systemów energetycznych, telekomunikacyjnych i transportowych. Nie można wykluczyć, że przejawem tych działań będą wciąż próby wykolejenia pociągów, podpaleń, ataków na obiekty powszechnego użytku i administracji publicznej oraz niszczenia mienia polityków.

We znaki dały się przesyłki z niebezpiecznymi materiałami, rozsyłane po Europie. Jedną odkryto w magazynie pod Łodzią. Co tu jest celem?

TS: Z perspektywy analityka bezpieczeństwa widać tu dwa potencjalne cele jednocześnie. Pierwszy to sabotaż gospodarczy – uszkodzenie infrastruktury, straty, paraliż np. lotniska. Przeciwnik osiąga cel bez wystrzelenia pocisku. Ale drugi cel to rentgen naszych procedur. Dawniej terroryzm, sabotaż i klasyczny wywiad to były odrębne szufladki. Dzisiaj jedna operacja z paczką kurierską łączy je wszystkie: jest rozpoznaniem walką, operacją psychologiczną i próbą destrukcji. Współczesny przeciwnik często nie potrzebuje spektakularnego ataku. Dużo bardziej opłaca mu się systematyczne badanie odporności infrastruktury logistycznej, lotniczej czy transportowej państw zachodnich.

Do aktów dywersji i sabotażu są angażowani zwykli ludzie. Jak ci, którzy wjechali do nas z falą uchodźców, a potem zakładali kamery na trasie pociągu przy granicy z Ukrainą. Czy to już stały trend?

TS: Rzeczywiście, mamy do czynienia z deprofesjonalizacją takich działań. Coraz rzadziej operacje sabotażowe są prowadzone nie bezpośrednio przez funkcjonariuszy obcych służb, lecz przez pośredników – tzw. agentów proxy. Mogą to być osoby zwerbowane dla pieniędzy, w tym ze środowiska przestępczego albo wykonawcy, którzy nie mają pełnej świadomości, kto jest rzeczywistym zleceniodawcą.

Rosja chce, żebyśmy obudzili się rano i czuli, że nigdzie nie jesteśmy bezpieczni. Chce nas spolaryzować, skłócić i przede wszystkim – złamać naszą wolę pomagania Ukrainie.

Dzięki temu inspiratorzy zachowują możliwość zaprzeczania swojej odpowiedzialności, a zdarzenie wygląda jak zwykłe przestępstwo kryminalne. Paradoksalnie, wykorzystanie amatorów lub półprofesjonalnych agentów proxy nie oznacza, że wykrywanie sabotażu staje się łatwiejsze. Przeciwnie, w takim modelu potencjalnym wykonawcą aktu sabotażu może być praktycznie każdy. Dlatego że współczesne operacje hybrydowe to po prostu outsourcing nielegalnej usługi w myśl zasady: „sabotage as a service”.

Jaki sposób werbunku, według państwa badań, jest dominujący, kogo się wykorzystuje, z jakich motywacji – ideologicznych, finansowych?

TS: Współczesny werbunek do działań sabotażowych ma niewiele wspólnego z klasycznymi metodami z czasów zimnej wojny. Model działania jest znacznie prostszy, tańszy i bardziej anonimowy. Proces zaczyna się od pozornie niewinnych zadań zlecanych przez komunikatory internetowe, głównie Telegram. Wynagrodzenie jest stosunkowo atrakcyjne, a ryzyko postrzegane przez wykonawcę jako niewielkie. Później następuje stopniowa eskalacja zadań. Mechanizm ten przypomina metodę „gotowania żaby” – każde kolejne zadanie jest tylko nieco bardziej ryzykowne od poprzedniego, więc przekroczenie kolejnych granic psychologicznych następuje niemal niezauważalnie.

Współczesny przeciwnik coraz częściej atakuje nie obiekty, lecz relacje społeczne. Można powiedzieć, że dawniej służby specjalne próbowały włamać się do twierdzy. Dzisiaj częściej szukają kogoś, kto sam otworzy bramę.

BW: Obecne operacje hybrydowe opierają się na wykorzystaniu ludzi znajdujących się na obrzeżach systemu społecznego – to jedna z najważniejszych zaobserwowanych przez nas zmian. Z ujawnionych dotąd spraw w Europie wynika także, że wykonawcami bardzo często nie są obywatele państwa zlecającego operację, lecz cudzoziemcy.

Powód? Są narzędziem idealnym. Cudzoziemiec częściej znajduje się w trudniejszej sytuacji ekonomicznej, łatwiej się przemieszcza i łatwiej znika po wykonaniu zadania. A jego obecność w warunkach migracji związanych z wojną czy pracą zarobkową nie musi budzić podejrzeń. Motyw jest najczęściej finansowy, a dla organizatorów znacznie bardziej użyteczny jest człowiek, którego można kupić za kilkaset lub kilka tysięcy euro, niż fanatyk polityczny, który może działać nieprzewidywalnie.

Ustaleni dotychczas sabotażyści byli najczęściej cudzoziemcami z obywatelstwem ukraińskim. Z czego to wynika?

TS: W przestrzeni publicznej pojawiają się informacje o osobach posiadających obywatelstwo ukraińskie, białoruskie, mołdawskie, polskie, a nawet kolumbijskie. Ale wojna spowodowała ogromne migracje ludności, po Europie przemieszczają się zarówno ofiary agresji rosyjskiej, jak i osoby o poglądach prorosyjskich, podatne na werbunek, czy ze środowisk przestępczych.

Ostatnio został aresztowany obywatel Francji, jak się okazuje Marokańczyk, który w tunelu metra w Warszawie uszkodził elementy wentylacji. To coś nowego

TS: Aresztowanie tego 22-latka, któremu postawiono zarzut próby zamachu na urządzenia infrastruktury krytycznej w warszawskim metrze, należy traktować jako istotny sygnał alarmowy. To pierwszy przypadek Francuza łączonego z działaniami sabotażowymi. Współczesna dywersja wykorzystuje tzw. „użytecznych idiotów” lub przypadkowych wykonawców. Jest to taktyka, która zaciera ślady oraz utrudnia przypisanie zleceniodawcy.

Nie da się zatrzymać na granicy kogoś, kto w momencie kontroli nie jest jeszcze członkiem siatki operacyjnej.

Dlaczego to jest tak groźne? Ponieważ obecnie zagrożenie jest płynne – maskuje się jako incydent kryminalny, błąd techniczny czy wybryki chuligańskie. Przypadek z metra powinien stać się lekcją z zakresu zarządzania ryzykiem w infrastrukturze krytycznej. Nie można już patrzeć na takie zdarzenia wyłącznie przez pryzmat pojedynczych przestępstw kryminalnych, „niepozorny” incydent może być elementem większego, wrogiego i skomplikowanego planu operacyjnego.

Czy takie sytuacje będą się powtarzać?

TS: W mojej ocenie właśnie w tym kierunku ewoluuje część współczesnych zagrożeń. Nie chodzi już wyłącznie o maksymalizację liczby ofiar, jak w klasycznym terroryzmie z początku XXI wieku. Coraz częściej obserwujemy działania obliczone na testowanie systemów, wywoływanie niepewności i generowanie kosztów bezpieczeństwa. To także pokazuje zacieranie się granic między terroryzmem, sabotażem i działalnością wywiadowczą. Dawniej były to stosunkowo odrębne kategorie. Dzisiaj jedna operacja może jednocześnie pełnić funkcję rozpoznawczą, destabilizacyjną i psychologiczną. Właśnie dlatego służby coraz częściej patrzą nie na pojedynczy incydent, lecz na cały wzorzec działań.

Czytaj więcej

Rosyjska fala sabotażu w Europie. Polska najbardziej narażona

Czy pojawiły się niekonwencjonalne sposoby działań dywersyjnych i sabotażowych?

BW: Odpowiem być może przewrotnie. Coś, co odbiega od powszechnie stosowanych reguł i metod działania i powszechnych oczekiwań, a zatem niekonwencjonalność, to klasyka działań dywersyjnych. To dlatego ich badanie jest tak interesujące, bo zmienne. Wydaje się, że niekonwencjonalności można spodziewać się w grupie sprawców.

Z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa ważniejsze niż zatrzymanie wykonawcy jest ustalenie, kto go zwerbował, kto finansował operację i kto wydał polecenie.

TS: Podobna logika jak przy testowaniu systemów, zaczyna być stosowana wobec ludzi. Ukraińskie służby informowały o werbunku bardzo młodych osób przez Internet do działań przestępczych i dywersyjnych. Szczególnie wymowne są sprawy, w których do nawiązania kontaktu wykorzystywano media społecznościowe, aplikacje randkowe lub relacje o charakterze romantycznym. SBU odnotowała przypadki, w których nieletnie kobiety były wykorzystywane do nawiązywania relacji z żołnierzami, a następnie uczestniczyły w działaniach prowadzących do ich eliminacji, w tym poprzez podanie substancji toksycznych.

To pokazuje, że współczesny przeciwnik coraz częściej atakuje nie obiekty, lecz relacje społeczne. Można powiedzieć, że dawniej służby specjalne próbowały włamać się do twierdzy. Dzisiaj częściej szukają kogoś, kto sam otworzy bramę. To może być pracownik infrastruktury krytycznej, kurier, osoba wykonująca drobne zlecenie przez komunikator internetowy lub ktoś, kto wszedł w relację emocjonalną z przyszłą ofiarą.

Dlatego przypadki przesyłek, podpaleń, werbunku przez Telegram czy wykorzystywania relacji romantycznych należy postrzegać jako element tego samego zjawiska. Chodzi o znalezienie najtańszej i najmniej oczywistej drogi do osiągnięcia celu. Współczesne operacje hybrydowe coraz rzadziej przypominają działania komandosów, a coraz bardziej działania socjotechników, którzy badają nie wytrzymałość murów, lecz podatność ludzi.

Sabotażyści łatwo wjeżdżali do Europy, w tym do Polski. Mamy dziurawe granice?

BW: Nie da się zatrzymać na granicy kogoś, kto w momencie kontroli nie jest jeszcze członkiem siatki operacyjnej. Dzisiaj wykonawcą może być ktoś, kto rano przekracza granicę jako zwykły podróżny, a kilka dni później zostaje zwerbowany i otrzymuje przez komunikator zlecenie wykonania aktu sabotażu.

Dlatego wyzwaniem staje się wykrywanie procesów werbunkowych, monitorowanie sieci pośredników, identyfikowanie przepływów finansowych oraz rozpoznawanie środowisk, które mogą być podatne na infiltrację. Innymi słowy, współczesny kontrwywiad coraz częściej musi identyfikować mechanizmy, które pozwalają zamieniać zwykłego przestępcę lub przypadkową osobę w wykonawcę operacji sabotażowej.

Tylko niektórych sprawców zatrzymano, na przykład dwaj mężczyźni, którzy uszkodzili tory na linii do Warszawy uciekli z Polski, i są nieuchwytni.

TS: Aby zrozumieć, z czym się mierzymy, musimy wyraźnie rozróżnić dwie ligi napastników. Z jednej strony może to być profesjonalny dywersant – oficer rosyjskich służb specjalnych. On nie zostawia śladów, posługuje się zaawansowaną technologią, ma przygotowane trzy trasy ucieczki, bezpieczne kryjówki i pełne zaplecze logistyczne. Z drugiej strony mamy półamatora-sabotażystę, czyli najemnika z internetowej łapanki. To osoba często bez żadnego przeszkolenia, zwerbowana na Telegramie za kilkaset euro.

Taki człowiek działa w trybie „uderz, podpal i uciekaj”. Nie ma planu B, ma tylko bilet w jedną stronę. Ma jeden cel: wykonać zlecenie i natychmiast przekroczyć granicę. W tej grze ścigamy się z czasem. I o ile świetnie radzimy sobie z tym na poziomie analitycznym, o tyle na poziomie fizycznego zatrzaśnięcia pułapki wciąż mamy problem.

Czytaj więcej

Pieniądze, szantaż, pobudki ideologiczne i ofiary Telegrama. Dlaczego za aktami dywersji stoją obywatele Ukrainy

Co jest dziś największym wyzwaniem dla służb?

TS: Właśnie anonimowość. W przeszłości kontrwywiad szukał agenta. Dziś musi odnaleźć całą sieć zależności ukrytą za ekranami telefonów, komunikatorami i kryptowalutami. Można to porównać do walki z hydrologicznym systemem kanałów podziemnych. Widzimy miejsce, w którym wypływa woda, ale źródło może znajdować się wiele kilometrów dalej.

Z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa ważniejsze niż zatrzymanie wykonawcy jest ustalenie, kto go zwerbował, kto finansował operację i kto wydał polecenie. Tam znajduje się rzeczywiste centrum współczesnych działań sabotażowych i dywersyjnych.

Czy Rosja będzie nasilać akty sabotażu i dywersji traktując je jako narzędzie wojny hybrydowej?

TS: Rosja w pełni zintegrowała sabotaż ze swoją doktryną wojenną i traktuje go jako pełnoprawne narzędzie walki z Zachodem. Strategia Kremla jest cyniczna i prosta: zadawać ciosy poniżej progu wojny. Chodzi o to, by uderzyć w Polskę czy państwa bałtyckie na tyle mocno, by sparaliżować nas strachem, ale na tyle dwuznacznie, by NATO nie mogło uruchomić słynnego Artykułu 5.

Sabotaż staje się bardziej sieciowy, anonimowy, powiązany z cyberprzestrzenią i znacznie trudniejszy do jednoznacznego przypisania.

Najbardziej niepokojąca jest tu zmiana filozofii działania. Rosja porzuciła klasyczny model dywersji szpiegowskiej. Dziś to jest brutalna franczyza. W pożarach centrów handlowych, awariach kabli na dnie Bałtyku czy zagłuszaniu GPS-u nad Polską, nie chodzi o same straty materialne. Prawdziwym celem jest nasza psychika. Rosja chce, żebyśmy obudzili się rano i czuli, że nigdzie nie jesteśmy bezpieczni. Chce nas spolaryzować, skłócić i przede wszystkim – złamać naszą wolę pomagania Ukrainie.

BW: Problematyka konfliktów o charakterze hybrydowym jest dobrze rozpoznawana na gruncie nauk o bezpieczeństwie oraz nauk o polityce i administracji. Popularność terminów „konflikt hybrydowy” lub „wojna hybrydowa” jest znana od niemal ćwierćwiecza. To w naszej ocenie stosunkowo nowa nazwa dla działań prowadzonych od wieków z różną intensywnością, lecz nadal wysoce skutecznych, efektywnych i groźnych w skutkach. Niestety, wszelkie prognozy wskazują na to, że obok intensyfikacji tego typu działań w cyberprzestrzeni – najbardziej niebezpiecznych – nie można wykluczyć, że ich celami będą te, które związane są z systemami kierowania bezpieczeństwem, gospodarczymi, bezpieczeństwa publicznego i militarnego.

Co więc nas czeka, jakich zagrożeń można się spodziewać?

BW: Nie tylko z naszych badań wynika, że należy liczyć się z rosnącą liczbą stosowania najprostszych i najtańszych sposobów działań destrukcyjnych, a do takich należą bez wątpliwości podpalenia. Ich skutki są nieporównywalne z kosztami przygotowania i trudnościami związanymi z ustaleniem sprawców i mocodawców. Istotne jest również to, że nie samo zniszczenie obiektu jest ważne. Najważniejsze jest określenie granic działań destrukcyjnych, sprawności i skuteczności podmiotów państwowych odpowiedzialnych za bezpieczeństwo ludzi oraz poziomu odporności społecznej.

TS: Będziemy obserwowali wzrost liczby operacji „poniżej progu”. Mniej spektakularnych zamachów, a więcej działań rozpoznawczych, testujących i sabotażowych, które mogą wyglądać jak pojedyncze przestępstwa kryminalne czy awarie techniczne. Ich wspólnym mianownikiem nie będzie przypadkowość, lecz systematyczne badanie odporności państwa i jego infrastruktury krytycznej. Nastąpiła zmiana jakości incydentów.

Nie wygramy tej wojny, stawiając policjanta pod każdym transformatorem. Wygramy ją bezwzględną, szybką analityką i zacieśnianiem międzynarodowej pętli.

Sabotaż staje się bardziej sieciowy, anonimowy, powiązany z cyberprzestrzenią i znacznie trudniejszy do jednoznacznego przypisania. A właśnie ta niejednoznaczność jest dziś jedną z najgroźniejszych broni wykorzystywanych w działaniach hybrydowych, gdyż prowadzi do polaryzacji społecznej. Jeżeli miałbym wskazać najważniejszy trend na najbliższe lata, to byłoby nim przesunięcie punktu ciężkości z ataku na obiekt na atak na człowieka.

Infrastruktura krytyczna pozostanie ważnym celem, ale coraz częściej drogą do niej będzie manipulacja pracownikiem, operatorem systemu czy osobą pozostającą w relacji z potencjalnym celem. Czyli największym polem walki staje się dziś nie przestrzeń fizyczna, lecz zaufanie społeczne. To ono coraz częściej jest celem rozpoznania, infiltracji i wykorzystania przez organizatorów współczesnych operacji dywersyjnych.

Jak walczyć z tą eksplozją werbowanych internetowo najemników?

BW: Klucz do skutecznej walki z tymi zagrożeniami leży w dwóch miejscach: w śladach cyfrowych oraz w międzynarodowej współpracy służb i organów ścigania. Każda działalność sabotażowa zostawia szereg śladów w sieci. Analitycy śledzą przepływy kryptowalut, którymi ci amatorzy są opłacani. Monitorują Telegrama i Signala, rozpracowując boty rekrutacyjne, zanim te w ogóle znajdą chętnego do podpalenia magazynu. Bardzo często tożsamość sprawcy znamy już kilkanaście godzin po zdarzeniu – na podstawie logowań telefonów, analizy monitoringu, danych z kamer ANPR skanujących tablice rejestracyjne czy transakcji na blockchainie.

Po drugie, granica Polski nie kończy śledztwa. W momencie rejestracji podejrzanego w systemie SIS II, Europa staje się dla niego bardzo mała. Problem pojawia się wtedy, gdy sprawca zdąży uciec poza Unię Europejską – na Białoruś czy do Rosji. Wtedy międzynarodowe instrumenty policyjne, jak choćby Interpol, przestają działać.

TS: Żeby skuteczniej domykać tę pułapkę, musimy wyprzedzić przeciwnika o krok. Unia Europejska musi wprowadzić procedurę „fast-track” dla Europejskiego Nakazu Aresztowania w sprawach o sabotaż i dywersję. Decyzja o blokadzie lotnisk i portów dla konkretnego nazwiska w całej Europie musi zapadać w minuty, a nie w dni. Musimy też mocniej przykręcić śrubę giełdom kryptowalutowym, by natychmiast zamrażały podejrzane fundusze. Bez pieniędzy ta sieć cyfrowych najemników po prostu się rozsypie.

Państwo nie jest bezradne, ale przeciwnik gra asymetrycznie. Nie wygramy tej wojny, stawiając policjanta pod każdym transformatorem. Wygramy ją bezwzględną, szybką analityką i zacieśnianiem międzynarodowej pętli. Chodzi o to, aby żaden z sabotażystów nie czuł się bezpieczny – nieważne, jak daleko od polskich granic zdoła uciec.

dr hab. Wiśniewski – profesor Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej, dyrektor Centrum Metodologii Badań w Naukach o Bezpieczeństwie

dr hab. Tomasz Safjański – profesor Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej, zastępca dyrektora Centrum Badań nad Bezpieczeństwem Transgranicznym