Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jaki sygnał wysyłają Zachodowi rosyjskie elity i dlaczego jeden z najbogatszych Rosjan zabrał głos.
  • Jakie cztery scenariusze dla powojennej Rosji są rozważane w kręgach biznesowych i politycznych.
  • W jakiej sytuacji znaleźli się rosyjscy oligarchowie w obliczu sankcji i rosnącej presji Kremla.
  • Na czym polega próba powrotu do „business as usual” z Rosją i jakie siły za nią stoją.

Były więzień polityczny, a niegdyś najbogatszy Rosjanin Michaił Chodorkowski, w 2024 r. podczas rozmowy z „Rzeczpospolitą” w trakcie Warsaw Security Forum narzekał na to, że Zachód nie ma oferty dla rosyjskich elit biznesowych i nie robi nic, by doprowadzić do rozłamu w tym ważnym dla Władimira Putina środowisku.

Reklama
Reklama

– Rozmawiałem z niejednym rosyjskim biznesmenem i każdy z nich mówi, że jest gotów do wyjazdu stamtąd. Ale państwa zachodnie przez dwa i pół roku nic takim ludziom nie zaproponowały. A pytają o to, jakie będą mieli gwarancje. Niech zostaną określone konkretne warunki. Co ci ludzie mają zrobić? Oddać pół majątku, paść na kolana czy przeczytać na głos jakiś określony tekst? – mówił wówczas Chodorkowski.

– Przecież taka osoba za rządów Putina już nie powróci do Rosji i ryzykuje życie. Ale musi mieć określone gwarancje i szansę na przebaczenie. Rozmawiam o tym z naszymi zachodnimi partnerami, ale bez skutku. Przecież nam wszystkim powinno zależeć na tym, by w Rosji doszło do rozłamu wśród elit – twierdził.

Od ponad pół roku zasiada w Platformie Rosyjskich Sił Demokratycznych przy Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy i wiele wskazuje na to, że Zachód wciąż może nie ma oferty dla rosyjskich oligarchów, ale ostrożnie zaczyna szukać wśród nich partnerów do rozmów dotyczących przyszłości Rosji.

Rosyjski miliarder zabiera głos. Co Mielniczenko mówi Zachodowi?

Andriej Mielniczenko z rodziną w ubiegłym roku zajmował siódmą pozycję (spośród 146 dolarowych miliarderów w Rosji) w rosyjskim „Forbesie”, z majątkiem wartym ponad 17 mld dol. Przez ponad trzy dekady zbudował imperium biznesowe w Rosji na wydobyciu surowców mineralnych, nawozach, ale też energetyce i logistyce. Przed wybuchem wielkiej wojny Rosji z Ukrainą prawie nie przebywał w kraju, mieszkał w Szwajcarii, podróżował swoim wartym 200 mln dol. luksusowym jachtem po świecie i jedynie sporadycznie odwiedzał Rosję. Ale po 24 lutego 2022 r. trafił na listę najbogatszych Rosjan objętych sankcjami UE, USA i Kanady. Podobno, jak wielu rosyjskich oligarchów, musiał wrócić do Rosji. Należące do niego przedsiębiorstwa zasilają rosyjską gospodarkę, ale też maszynę wojenną – w jego zakładach powstaje amoniak wykorzystywany do produkcji amunicji.

9 lipca za sprawą „The Economist” stał się najsłynniejszym rosyjskim oligarchą na świecie, przynajmniej od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Brytyjski tygodnik zamieścił z nim obszerny wywiad oraz esej, w którym rozważa obecne relacje Rosji z Zachodem. Autor rozmowy, Arkadij Ostrowski, zdradził, że rozmawiał z biznesmenem przez niemal sześćdziesiąt godzin.

„Mielniczenko nie dąży do podważenia obowiązującego systemu władzy. Wręcz przeciwnie – oferuje państwu swoje usługi i liczy na to, że stanie się jednym z architektów przemian” – pisze Ostrowski w „The Economist”.

Czytaj więcej

Rosyjski miliarder porzucił jacht wart 200 mln dolarów. Niszczeje w Dubaju

Mielniczenko nakreślił cztery scenariusze dla powojennej przyszłości Rosji, zaznaczając, że są to opcje „omawiane na Zachodzie”. Pierwszy zakłada, że upokorzona Rosja znajdzie się na peryferiach świata zachodniego i po latach powróci z podwójną siłą. Drugi zakłada totalną zależność od Chin. W trzecim przewiduje chaos w Rosji, podział kraju na kawałki i walkę m.in. o kontrolę nad bronią atomową. Czwarty scenariusz to Rosja przekształcona w państwo zamknięte – osaczoną twierdzę.

„Z perspektywy Rosji wojna w Ukrainie jest wojną przeciwko całemu Zachodowi, prowadzoną za zachodnie pieniądze, przy użyciu zachodniej broni i zachodnich technologii. To właśnie takie postrzeganie konfliktu determinuje każdą decyzję podejmowaną przez Moskwę” – powtarza znaną narrację Kremla. Przyczyny tłumaczy też podobnie – Zachód po zimnej wojnie „nie traktował poważnie” obaw Moskwy dotyczących kwestii bezpieczeństwa.

Władimir Ponomariow: w Europie są siły, które myślą o powrocie do „business as usual” z Rosją

Jeden z najbogatszych Rosjan nie proponuje światu patentu na zawieszenie broni w Ukrainie, ale sugeruje, że przemianami w jego kraju Rosjanie mogą się zająć dopiero po zakończeniu wojny.

– Przed światem stoi dziś wybór nie między miłością do Rosji a nienawiścią do niej, nie między ukaraniem a przebaczeniem, nie między moralną jednoznacznością a politycznym cynizmem. Wybór dotyczy dwóch wariantów przyszłości: albo wielkie mocarstwa ponownie nauczą się szanować wzajemnie swoją suwerenność, albo każde z nich nadal będzie dążyć do przekształcenia pozostałych w obiekty zewnętrznego zarządzania. Druga droga już doprowadziła nas do miejsca, w którym znaleźliśmy się dzisiaj – pisze w „The Economist”.

– Najważniejsze jest teraz cofnąć się znad krawędzi przepaści. Dopiero potem będzie można zadać sobie pytanie, jak do niej doszliśmy i w jaki sposób należy na nowo ukształtować porządek światowy. To zadanie przypadnie następnemu pokoleniu. Naszym zadaniem jest natomiast sprawić, aby w ogóle miało ono nad czym pracować – pisze, strasząc świat zagładą.

– Publikacja jego artykułu w „The Economist” świadczy o tym, że na świecie, a przede wszystkim w Europie, są siły, które poważnie przygotowują się do tego, co będzie się działo po zatrzymaniu wojny w Ukrainie i myślą o powrocie do „business as usual” z Rosją – mówi „Rzeczpospolitej” prof. Władimir Ponomariow, były członek rządu rosyjskiego i wykładowca akademicki, reprezentujący od lat działający w Polsce rosyjski opozycyjny Zjazd Deputowanych Ludowych.

Czytaj więcej

„Mogę umrzeć w tej dusznej celi”. Boris Nadieżdin o nowych represjach w Rosji Putina

– Istotne jest to, że kwestia Ukrainy jest tam przedstawiana jako sprawa drugorzędna i element zawirowań geopolitycznych pomiędzy Rosją a Zachodem. Tak jakby nic się nie wydarzyło. Moment publikacji tego artykułu też nie jest przypadkowy – twierdzi i wskazuje na zaostrzający się kryzys paliwowy w Rosji i rosnące zaniepokojenie sytuacją wśród elit biznesowych.

– Nie sądzę, by to Putin poprosił Mielniczenkę o napisanie tego artykułu. Raczej to jego własna inicjatywa i wygłaszane przez niego tezy podzielają też inni oligarchowie rosyjscy. Nie są głupimi ludźmi i mają dość tej wojny. Ich sugestia jest czytelna – dajcie Rosji spokój, zapomnijmy o wszystkim i zacznijmy wszystko od nowa – uważa Ponomariow.

– Warto jednak przypomnieć, że przed tym, jak Niemcy powróciły na salony Europy, odbyła się denazyfikacja, odbyły się procesy norymberskie i zbrodniarze wojenni zostali skazani – dodaje.

A są też rosyjscy oligarchowie, którzy nie zabierają głosu w mediach, ale próbują pośredniczyć w uregulowaniu wojny Rosji z Ukrainą. Należy do nich Roman Abramowicz, który kilkakrotnie spotykał się zarówno z Władimirem Putinem, jak i z Wołodymyrem Zełenskim, pośrednicząc m.in. w procesie powrotu z Rosji nad Dniepr ukraińskich dzieci.

Rosyjscy oligarchowie tracą majątki i szukają wyjścia z kryzysu

Niewykluczone, że najbogatsi Rosjanie, patrząc na zaostrzające się represje, kryzys paliwowy i niepewną sytuację gospodarczą w Rosji, coraz bardziej zaczynają martwić się o przyszłość swoich majątków.

– Pieniędzy zaczęło brakować w ubiegłym roku. Na tym tle Kreml gwałtownie nasilił represje wobec elit – formalnie poprzez wszczynanie spraw karnych pod zarzutami korupcji. Co więcej, ludzi nie tylko wsadza się za kratki, ale też pozbawia całego majątku i nacjonalizuje aktywa. Majątek elit jest dzisiaj dzielony na nowo. Reżim wysyła w ten sposób sygnał elitom – będą posłuszni albo stracą wszystko – mówił „Rzeczpospolitej” w marcu prof. Andriej Jakowlew, czołowy rosyjski ekonomista i były wieloletni prorektor prestiżowej Wyższej Szkoły Ekonomii w Moskwie.

Czytaj więcej

Ekspert wojskowy z Ukrainy: Znaleźliśmy piętę achillesową Rosji

Według Bloomberga od początku roku rośnie liczba najbogatszych Rosjan, którzy decydują się na wyprowadzenie części swoich pieniędzy z kraju. Według tych informacji w tym roku z Rosji wypłynęło kilkadziesiąt miliardów dol. poprzez kryptowaluty oraz systemy płatnicze w Kazachstanie, Armenii czy Kirgizji. Inwestują w złoto, ale też w nieruchomości w Turcji, na Cyprze, w Monako i nawet w Afryce.